W każdym rządzie po roku 1990 byli młodzi ludzie, którzy zajmowali pozornie wysokie stanowiska i zarabiali dużo. Przypomnę PO i min. Sienkiewicza lub wcześniejsze SLD. Pamiętam też jak kłaniali im się w pas ludzie w stopniu generałów. Nigdy jednak nie było takiego medialnego cyrku, jeśli był w ogóle.

Po dzisiejszym programie „Jeden na Jeden” jestem pewien, że pan Misiewicz jest wyłącznie pretekstem, bo celem jest min. Macierewicz. Słychać już tryumfalne tony. Zastanawiam się kto będzie następny? W obecnym rządzie jest dwóch ministrów, którzy w sposób konsekwentny i widoczny nie malują ruin, ale budują zupełnie inne jakości. Mieszkańcy ruin zrobią wszystko, by zneutralizować zagrożenie. jednym z tych ministrów jest min. Macierewicz, a drugi…? Domyślcie się.

Uważam, że PiS robi ogromny błąd taktyczny, który jest wynikiem pomyłki w ocenie. Nawet jeśli, tzw. „sprawa Misiewicza:, której, moim zdaniem, nie ma, zostanie przez komisje rozwiązana w sposób, satysfakcjonujący opinię publiczną i młody, naiwny człowiek zniknie, to i tak przeciwnicy odbiorą inny sygnał: „malujcie ruiny, a najlepiej udawajcie, że nie ma w nich stałych od ćwierćwiecza mieszkańców”. Nie tylko przeciwnicy i to jest w tym najgorsze. Czyżby ambicje i animozje znów zagrały?

Zgadzam się, że PiS popełnił błąd z taką ekspozycją pana Misiewicza w środowisku, które było od dawna tej partii nieprzychylne (PGZ też w to wliczam), szczególnie, gdy nie ukrywał chęci dokonania zmian jakościowych i fundamentalnych. Teraz jednak popełnia kolejny, który może zmierzać do „ciepłej wody w kranie”. Należało wziąć też pod uwagę, że niektóre posunięcia mogą nie podobać się nie tylko przeciwnikom, ale i sojusznikom i do tego założenia dostosować strategię. Rozbicie jedności jest pierwszym kamyczkiem zapowiadającym lawinę.