Mogą zabrać nam życie, ale naszej wolności, naszego światła i miłości nikt nam nie odbierze – Iwona Sadowska mówi w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl – Im więcej człowiek ma wolności, tym płomień większy, tym bardziej jesteśmy kreatywni, przedsiębiorczy i twórczy. Zniewolony człowiek popada w marazm i apatię, i nie chce nic robić – wyjaśnia Małgorzacie Kupiszewskiej reżyserka, która odniosła sukces w Hollywood, ale w Polsce jest na cenzurowanym. I dodaje po chwili – Dopiero wszystko przede mną. Nie czuję tego sukcesu, gdyż film jeszcze nie doczekał się swojej premiery w TVP. Mam pecha, bo w Polsce znowu jest to „półkownik”, a dla mnie najważniejsze sukcesy to te polskie.

Małgorzata Kupiszewska: „Wolność jest jak płomień” – jak Pani rozumie to zdanie?

Iwona Sadowska, reżyser: Jeśli czegoś bardzo pragniemy w życiu, to osiągamy swój cel. Towarzyszyć temu musi praca, praca i jeszcze raz praca – nad samym sobą. I jeszcze ta iskra boża, która rozpali w nas płomień, będący motorem naszych wszystkich działań. Im więcej człowiek ma wolności, tym płomień większy, tym bardziej jesteśmy kreatywni, przedsiębiorczy i twórczy. Zniewolony człowiek popada w marazm i apatię, i nie chce nic robić – nawet nie ma ochoty otwierać oczu. Wolność natomiast pozwala na realizację samego siebie.

Zniewolony, czyli z daleka od Boga?

– Nie. Zniewolony człowiek może, ale nie musi, być daleko od Boga. W sytuacjach zniewolenia nasza wolność jest w naszych sercach i nikt nam jej nie odbierze. Mogą zabrać nam życie, ale naszej wolności, naszego światła i miłości nikt nam nie odbierze.

W wolności dla Boga nie ma miejsca?

– Bóg jest wolnością, miłością, światłem i niewiele ma wspólnego z religiami, które są wytworem człowieka i tak jak w człowieku, w każdej religii mamy pierwiastek dobra i zła. Czasami przeważa dobro, a czasami zło.

Stan Borys opowiadał Pani, że ćwiczył w katedrze, żeby słyszeć, jak brzmi głos w gotyckich murach?

– Nie pamiętam.

Kochała się w nim Pani, jako mała dziewczynka, kiedy pierwszy raz zaśpiewał „Jaskółkę uwięzioną”?

Kocham zwierzęta, natomiast wszystkich ludzi szanuję niezależnie od statusu, wyglądu, poglądów i tego, co śpiewają, za to, że są ludźmi. Jaskółka robi duże wrażenie. Tak, „Jaskółkę uwięzioną” Stana Borysa, usłyszałam, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Spodobała mi się i nawet sama ją śpiewałam – oczywiście wtedy nie rozumiejąc jeszcze jej przesłania.

Marzyła Pani o tym, żeby go kiedyś spotkać? Porozmawiać, zjeść wspólnie kolację?

– Nie, nie miewam takich marzeń.

O czym jest „Wolność jak płomień” ze Stanem Borysem, film, który zdobył w Hollywood drugą nagrodę na konkursie dokumentu?

– O życiu i twórczości człowieka, który poszukiwał i nadal poszukuje swojego miejsca w świecie. Jest to muzyk – samouk. Dzięki swojemu uporowi i konsekwencji w działaniu odniósł sukces w świecie showbiznesu. Może on być dla ludzi młodych wzorem do naśladowania, gdyż wskazuje drogę artystyczną, jako drogę własnego rozwoju. Jego filozofia życia jest ściśle związana z wolnością – wolnością duchową.

Stan Borys i dr Iwona Sadowska

Ma Pani za sobą wielki sukces. Co Pani poczuła, słysząc tę wiadomość?

– Nie dopuszczałam do głowy myśli, że to dla mnie ta nagroda. Nie mogłam uwierzyć, że II miejsce zajął mój film – z tysięcy filmów wysłanych na ten festiwal. Myślałam, że ktoś się pomylił, ale okazało się, że nie było pomyłki, że to prawda. W Hollywood dwukrotnie mój film:„Wolność jak płomień” zajął II miejsce w dziedzinie pełnometrażowego filmu dokumentalnego na dwóch odrębnych, światowych festiwalach filmowych w USA: AWARD OF MERIT LOS ANGELES CINEMA FESTIVAL OF HOLLYWOOD – listopad 2010 r., FAMEWALK FILMS OF HOLLYWOOD – lipiec 2011 r.

Dwukrotnie?

– Tak. Film miał też swoje pokazy na festiwalach europejskich m. in. na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes.

Iwona Sadowska i Stan Borys

Jak w Ameryce argumentowano przyznanie nagrody polskiemu filmowi?

– Amerykanie gratulowali mi uchwycenia i zarejestrowania jakże ważnego dla Polski i Polaków historycznego faktu dotyczącego tragicznego zdarzenia – śmierci Prezydenta Polski – Lecha Kaczyńskiego. Zwrócili uwagę na to, jak Polacy żegnali Prezydenta RP i na to, że nie przeszłam obojętnie obok tych wydarzeń w kraju z kwietnia 2010 roku.

Gdzie Pani była 10 kwietnia 2010r, kiedy doszło do zamachu?

– Ta tragiczna wiadomość dotarła do mnie w domu – w Polsce.

To wydarzenie zmieniło coś w Pani życiu?

– Może w życiu nie, ale w sposobie postrzegania świata i rządzących, a szczególnie rządzących naszym krajem. Zobaczyłam ogromną niefrasobliwość organizacyjną podróży Prezydenta Polski, nieudolność, a nawet powiedziałabym niechęć do rzetelnego wyjaśnienia tej katastrofy. Zupełny brak zdecydowanych działań ze strony polskiej w zabezpieczeniu miejsca katastrofy, co wywołało we mnie wiele pytań dotyczących tego tragicznego wydarzenia, na które nie otrzymałam odpowiedzi do dziś. To, co zostało przedstawione polskiemu społeczeństwu w sprawie smoleńskiej, moim zdaniem, to po prostu farsa.

Ukończenie kilku kierunków na UW to przymus rodziny czy świadome poszukiwanie swojego miejsca?

– Poszukiwanie swojego miejsca – wszystkie kierunki studiów łączą się w mojej pracy. Moje zainteresowania naukowe to: człowiek, wolność, samokształcenie, kształcenie ustawiczne, kształcenie zdalne, media, pedagogika medialna, film, informatyka i fizyka kwantowa. Staram się brać czynny udział w różnych projektach badawczych, np. w międzynarodowym projekcie badawczym: „ICT w projektowaniu edukacyjnym – procesy, materiały, zasoby” na Uniwersytecie Zielonogórskim w Instytucie Edukacji Technicznoinformacyjnej. W ramach Koła Naukowego Edukacji Multimedialnej i Informatycznej współorganizowałam ogólnopolską, a także międzynarodową konferencję naukową dotyczącą roli mediów w samokształceniu oraz seminarium związane z wymianą naukową pomiędzy Polską, a Norwegią. Ponadto brałam udział w konferencjach, sympozjach, seminariach i warsztatach naukowych, na których przedstawiałam wyniki moich badań oraz wygłosiłam referaty związane z moimi zainteresowaniami naukowymi.

Albert Einstein powiedział: „Wszystko jest energią. Wszystko. Dostrój się do częstotliwości tego, czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka”- do jakich częstotliwości chce się Pani dostroić?

– Interesuję się fizyką kwantową i tam można znaleźć odpowiedź na to pytanie, ale muszę powiedzieć, że staram się dostrajać do szybkości, z jaką zachodzą zmiany w otaczającym nas świecie po to, aby służyć ludziom wiedzą, radą i pomocą w miarę moich możliwości. Wspólnym elementem zawodów wykonywanych przeze mnie jest to, że treści, jakie są przekazywane drugiemu człowiekowi mają na niego wpływać, wywoływać w nim refleksję – być ciekawe, natomiast sposoby oddziaływania są różne. Biorąc pod uwagę szybki postęp naukowo – techniczny i łatwość dostępu do coraz to nowocześniejszych, a tym samym – lepszych technologii, można te sposoby połączyć. Zamiast opowiadać o fazach księżyca, można pokazać je na filmie wyprodukowanym przez samego siebie. Film ten możemy umieścić w Internecie na platformie elearningowej, aby stanowił element zasobów dydaktycznych, z których mogą korzystać wszyscy bez ograniczeń. Dzięki Internetowi jest to możliwe. Obserwujemy obecnie błyskawiczny proces globalizacji kultury i edukacji, przyspiesza wymiana informacji, a świat staje się „globalną wioską”, w której media elektroniczne obalają bariery czasowe i przestrzenne, umożliwiając ludziom komunikację na masową skalę. Tematem mojej pracy doktorskiej jest: „Internet w kształceniu osób z dysfunkcją narządu ruchu”. Podjęłam ten temat, gdyż Internet w obszarze kształcenia osób z dysfunkcją narządu ruchu nie jest częstym przedmiotem badań naukowych w Polsce, a badania te mogą przyczynić się do zwrócenia uwagi decydentów na istotę i potrzebę kształcenia osób niepełnosprawnych z wykorzystaniem Internetu, aby poprawić ich dostęp do edukacji i zdobycia wykształcenia. Jest to już realizowane przez uczelnie w niewielkim jeszcze stopniu, ale chodzi również o szkoły podstawowe, gimnazja i średnie.

Zatem kim Pani doktor jest w życiu?

– Jestem pedagogiem, ale też informatykiem, dziennikarką i dokumentalistką, a także reżyserką filmów – nie tylko dokumentalnych, ale również programów telewizyjnych. Wiele lat zajmowałam się zawodowo problematyką mediów, a w nich przedstawianiem obrazu życia osób niepełnosprawnych w Polsce.

Co było bezpośrednim impulsem do zajęcia się reżyserią dokumentalną?

– Pierwsze moje kroki w dokumencie – to filmy o osobach niepełnosprawnych dla programu „Bariery” i „W świecie ciszy”. Kiedy zaczynałam moją przygodę z dokumentem w 1985 roku – w Polsce mieliśmy segregację ludzi, a właściwie zgodnie z propagandą sukcesu byliśmy społeczeństwem zdrowym, ze wszystkiego zadowolonym i bogatym, a osób niepełnosprawnych nie było, to znaczy były, ale nie dostrzegano ich problemów, bo osób niepełnosprawnych nie było widać na ulicach. Osoby te ze względu na bariery architektoniczne nie mogły swobodnie poruszać się poza domem. Często były umieszczane w różnych specjalistycznych ośrodkach rehabilitacyjnych, czy też sprawniejsze osoby pracowały w zakładach pracy chronionej. Wymyśliłam sobie wtedy, że moim zadaniem jest przywracać osoby niepełnosprawne społeczeństwu pokazując w programach telewizyjnych, że mogą uczyć się, pracować i żyć samodzielnie.

To właśnie Pani oswajała telewidzów z wszechobecną niepełnosprawnością?

– Nie było łatwo oswoić społeczeństwo z widokiem ludzi niepełnosprawnych: na wózkach, o kulach, z białą laską, czy posługujących się językiem migowym. Na ulicy w tamtym czasie patrzono na te osoby ze zdziwieniem, a nawet zdarzało się, że pokazywano sobie je palcem. Ukazywanie w telewizji możliwości fizycznych jak i intelektualnych osób niepełnosprawnych miało również ogromny wpływ na tych, którzy decydowali często o ich losie. Powstawały pierwsze podjazdy dla wózkowiczów – pamiętam chłopaka, który uległ wypadkowi w wojsku i po dwóch latach rehabilitacji zaczął jeździć na wózku, ale tylko po domu, bo nie mógł wyjechać po schodach na podwórko. Drugi przykład to, matka z dzieckiem po porażeniu mózgowym dziecięcym. Mieszkały one w bloku i też nie mogły wychodzić na spacery z powodu schodów. Napisały o swojej trudnej sytuacji do telewizji i zanim wyznaczono termin reportażu, zanim tam dojechałam z ekipą telewizyjną, to zarządca nieruchomości zainstalował już podjazd opuszczany na schody, kiedy matka z dziewczynką potrzebowała wyjść z domu.

Co jeszcze zrobiła Pani dla niepełnosprawnych?

– Rajdy rowerowe – niewidomi na tandemach z przewodnikami, a osoby po porażeniu mózgowym dziecięcym na trójkołowcach. Co roku jechaliśmy do innego kraju na zloty miłośników turystyki rowerowej AIT. Wyruszaliśmy z Warszawy na rowerach i jechaliśmy do Paryża, czy do Londynu, czy też Amsterdamu. Przeżyliśmy wspólnie wiele przygód, np. wracając z Holandii przejechaliśmy tranzytem przez RFN – wtedy Republika Federalna Niemiec – i dojechaliśmy do NRD – czyli do Niemieckiej Republiki Demokratycznej, która już nie istnieje, gdzie uznano nas za szpiegów i nie wpuszczono na terytorium kraju. Nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Czułam się bezsilna wobec głupoty, która nas wtedy otaczała. Mój peleton dwudziestoparoosobowy był bardzo zmęczony, a musieliśmy w związku z tym pojechać na rowerach górami przez Czechy do przejścia granicznego w Polsce – Kudowa Słone. Mimo wszystko daliśmy radę dojechać do domu. Powstał wtedy film o jednej z naszych wypraw „GIGANT ROWEROWY”.

Obok ułomności nie przechodzi Pani mimo. Kto Panią tego nauczył?

– Nie przypominam sobie, aby ktoś uczył mnie specjalnie ludzkich odruchów. Jeśli mogę pomóc – po prostu pomagam.

To, dlatego chce Pani nakręcić film o Katarzynie W., matce Madzi z Sosnowca? Atrakcyjny, nośny temat matkobójczyni czy próba obrony niedojrzałej, chorej dziewczyny?

– Nie chcę – dowiedziałam się o tym z Faktu, który próbował zdobyć poczytność moim kosztem. Zostałam wkręcona. Ludzie tak się emocjonowali tym tematem, że prawie nie mogłam wyjść z domu i musiałam każdemu tłumaczyć, że ja nie robię tego filmu, ale gdyby się tak zdarzyło, to próbowałabym bronić niedojrzałej, a przede wszystkim chorej dziewczyny.

Fakt zrobił też z Pani sensatkę na pogrzebie Waldemara Koconia?

– Tak, trochę poprzekręcali i dołożyli sensacyjne tytuły, bo prawdę mówiąc nie było żadnego skandalu. Najbardziej martwi mnie brak rzetelności dziennikarskiej, gdyż inne tytuły nie zwracając się do mnie, aby dowiedzieć się jak to było, przedrukowywały głupstwa za Faktem.

Znała Pani rodzinę piosenkarza? Utwór „Uśmiechnij się, mamo” do dzisiaj wzrusza. Tak naprawdę pytam o mamę.

– Kiedy poznałam Waldemara Koconia – jego mama już nie żyła. Znam siostrę Waldemara – Iwonę.

Jest Pani także dziennikarką. Kogo spotkała Pani na swojej artystycznej drodze? Kogo ocaliła od zapomnienia?

– Ludzie, o których robiłam filmy, swoim całym życiem sami zapracowali na to, aby o nich pamiętać: Jerzy Waldorff, Henryk Bista, Halina Czerny-Stefańska i wiele innych osób, a także ważnych wydarzeń dla Polski.

Którą z myśli św. Jana Pawła II żyje Pani na co dzień?

– Muszę się zastanowić… „Niech zstąpi duch Twój i odmieni oblicze ziemi…Tej ziemi”.

Mnie się zdaje, że tym: „Wymagajcie od siebie, nawet gdyby inni od was nie wymagali”.

– Myślę, że to zdanie łączy się z poprzednim. Nasza praca na tym polega, aby wymagać przede wszystkim od siebie nawet i przede wszystkim wtedy, gdy inni nie wymagają od nas.

„Nie każdy musi być szczupły. Ktoś musi być piękny”- co dla Pani jest pięknem?

– Dusza człowieka. Jego wrażliwość.

Przecież duszy nie widać…

– Widać.

W oczach?

– Proszę obejrzeć mój film. Duszę człowieka możemy zobaczyć poprzez jego uczynki.

Kto Panią przekonał, żeby w życiu robić to, co się kocha? Nie podążać za tłumem, zostawić za sobą to, co nie daje satysfakcji?

Iwona Sadowska podpisuje autografy– Nikt mnie nie przekonywał. Po prostu zbyt krótko żyjemy, aby nie robić tego, co kochamy. Powinniśmy realizować się w swoim życiu, być twórczymi, a nie tylko odtwórczymi istotami, aby na zakończenie nie żałować, że nie mogliśmy być sobą, tylko dostosowywaliśmy się cały czas do tłumu, naśladując zaakceptowane i dobrze znane rytuały

Jacy byli dziadkowie?

– Wspaniali, kochali mnie. Ich miłość dała mi siłę i odwagę do bycia sobą, do wyrażania własnego zdania.

Sukces już Pani odniosła, podróż na Dominikanę za pasem, o czym Pani marzy?

– Dopiero wszystko przede mną. Nie czuję tego sukcesu, gdyż film jeszcze nie doczekał się swojej premiery w TVP. Mam pecha, bo w Polsce znowu jest to „półkownik”, a dla mnie najważniejsze sukcesy to te polskie.

Mam nadzieję, że nasz wywiad przyczyni się do sukcesu. Że wiele osób usłyszy i zapragnie zobaczyć wyjątkowy film o Stanie Borysie, który urwał się z uwięzi, wyjechał i wrócił „do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie, dla darów nieba”…

Bardzo dziękuję za rozmowę, może i w TVP znajdzie się czas antenowy dla mojego filmu „Wolność jak płomień”. Kiedy uśmiecham się do świata, to i świat uśmiecha się do mnie – może i tym razem tak będzie.

Wierzę w to. Dziękuję za rozmowę.

Przypominamy również wywiad ze Stanem Borysem.

Stan Borys, to legenda polskiej piosenki artystycznej, współzałożyciel zespołu Blackout, w 2011 roku obchodził 50-lecie swojej pracy na scenie. To niecodzienne wydarzenie, bo niewielu artystów może się pochwalić takim dorobkiem scenicznym. Zachęcamy do obejrzenia wywiadu ze Stanem Borysem, który przeprowadził Krzysztof Sitko tuż przed „Benefisem Stan 50/70” zorganizowanym w Sali Kongresowej w Warszawie.