Mikromanifa pod hasłem „wolne sądy, samorządy”, która w sobotę przemknęła mało zauważenie przez Warszawę, niewątpliwie świadczy o całkowitym już odejściu grupy-do-niedawna-trzymającej-władzę od rzeczywistości.

Wykreowany na lidera tego „spontanicznego” ruchu niejaki Kijowski mówił m.in.:

– Samorządy to ostatnia władza, która pozostaje w rękach ludzi, nie damy ich odebrać jednej partii!

No to popatrzmy, jak działa wolny samorząd gdzieś na południowo-zachodnim krańcu Polski, ciągle jeszcze zwanym matecznikiem Schetyny. Bo przecież ten stołeczny pod wodzą wiceprzewodniczącej PO już zdążyliśmy poznać, a przecież sporo informacji jeszcze przed nami.

Oto mail, jaki otrzymałem w piątek  z prośbą o przyjazd do miasteczka.

Do maila dołączony był plik skanów różnych dokumentów, świadczących o prawdziwości zarzutów.

Sprawa rozpoczęła się po roku 200., kiedy to kupiłam mieszkanie od gminy. Budynek był w opłakanym stanie i w uzgodnieniu z Miejskim Zakładem Gospodarki Lokalowej wykonałam na własny koszt niezbędne remonty, w tym części wspólnych budynku. Koszt tego ostatniego miał być odliczony od opłat. Tak się jednak nie stało.

Napisałam wielokrotnie w tej sprawie do burmistrza, ale odpowiedzi były zbywające. W tym czasie dotarła do mnie widomość, że Przewodniczący Rady … wykupuje mieszkania gminne korzystając z ulg wynikających z uchwały Rady Miejskiej (które on z swoją grupą uchwalił) na tzw. „podstawkę” – czyli najemca za jego pieniądze wykupuje zgodnie z uchwałą za 5 do 10% wartości mieszkanie, wcześniej jeszcze Przewodniczący melduje w nim swoją rodzinę, a później lokal  przejmuje na własność. (…)

To jednak nie koniec miejscowych „samorządowych” dilów. Nie tak dawno Przewodniczący zakupił w centrum miasta sporą działkę.

Z informacji, które do mnie dotarły, to wspólnie z Burmistrzem parli do wystawienia tej działki do sprzedaży. Po odpowiednio niskiej wycenie (możliwej dzięki temu, że działka miała mało atrakcyjne parametry zabudowy – mała wysokość budynków i duży procent tzw. terenów aktywnych biologicznie) uczestników przetargu nie poinformowano, że plan miejscowy jest zmieniany, a nowe parametry są nawet o 100% korzystniejsze i podnoszące jej wartość kilkukrotnie. Osobą która aktywnie „pracowała” przy planie, czyli zmieniała jego parametry na korzystniejsze był oczywiście pan Przewodniczący.  

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt zakupu w/w działki za kredyt bankowy, choć Przewodniczący na jego udzielenie nie powinien liczyć. Wiem to, bo sama kiedyś pracowałam w banku, a oświadczenie majątkowe Przewodniczącego jest jawne i dostępne w Internecie. Co więcej, w poprzednich latach ten sam człowiek dokonał zakupu wielu innych nieruchomości.

W miasteczku aż huczy od plotek, że za całą sprawą kryje się niemiecki inwestor, który zamierza otworzyć w centrum kolejny market, i dlatego jest gwarantem kredytu, ewentualnie poręczenia udzielili ludzie związani z tą firmą.

Tymczasem my, zwykli obywatele, nie możemy doprosić się choćby remontu mostku, albo oświetlenia, gdyż nasze samorządowe władze najzwyczajniej w świecie nie odpowiadają na prośby mieszkańców albo zasłaniają się brakiem pieniędzy.

Ale pieniędzy nie powinno zabraknąć nawet na ponowne wyasfaltowanie wszystkich ulic w miasteczku, gdyby tylko plac w centrum miasta trafił do niemieckiego inwestora bez pośrednictwa naszych samorządowców!

Dwójka samorządowa traktująca miasteczko jak swój własny folwark, oczywiście ma swoje korzenie w rządzących do niedawna partiach. Burmistrz, zanim został burmistrzem, był lokalnym atamanem PO.

Przewodniczący z kolei wywodzi się z „bratniej partii”, czyli PSL.

O jego kontrowersyjnych interesach mówiono głośno już w 2015 roku, jeszcze nim został przewodniczącym Rady Miasta.

Wróćmy raz jeszcze do warszawskiej mikromanify. Kijowski, nie pomny na aferę możliwą dzięki wieloletniemu zawłaszczeniu warszawskiego samorządu przez ekipę HGW (z wiadomej partii) darł się wniebogłosy:

– Po kawałku odbierają nam Polskę, po kawałku odbierają nam demokrację, po kawałku odbierają nam naszą wolność!

Tymczasem wygląda na to, że wreszcie nie pozwolimy odebrać sobie naszego dziedzictwa odbieranego z różnym nasileniem przez ubiegłe lata.

Nie tylko w stolicy ale i na tzw. prowincji.

Po kawałku, a raczej po kawale.

„Reprywatyzacja” będącą w istocie akumulacją kapitału w rękach wybrańców kosztem wywłaszczania społeczeństwa jest bowiem postrzegana jako immanentna cecha samorządów  w całej Polsce.

Bo człowiek, niestety, jest już tak zbudowany, że ręce ma skierowane do siebie.

Dlatego tak ważna jest realna kontrola i kadencyjność samorządowców.

A przede wszystkim nieuwikłany w miejscowe koterie prokurator.

O wynikach wyjazdu poinformuję niebawem.

19.03 2017

Ps. Jeśli u Ciebie również źle się dzieje napisz: interwencjehd@gmail.com