Chcę napisać o Wspólnocie w Bogu, ale zacznę od „Żabki”.

Wracam z kościoła w Sadlnie. Piotrków Kujawski. Ekspedientka sama z siebie (nie znam kobiety) mówi: „Jest pan bardzo zmęczony i smutny. Zawsze miał pan taki błysk w oku”. Oniemiałem. Ucieszyłem się, bo sam zaczynałem wierzyć w to co słyszę czasami, że tylko gram, kłamię i manipuluję wszystkimi dookoła. Jednak może nie…

Przecież nie grałem przed panią z „Żabki”. Może nie jestem taki zły … A trafiłem tu, bo wracałem ze Wspólnoty.

Tradycjonaliści, lefebryści, będą zniesmaczeni, bo znacie moje poglądy. To wspólnota Odnowy w Duchu Świętym. Ta sama, o której nie raz pisałem jak o protestanckiej sekcie.

Otóż chodziłem tam przez ostatnie miesiące, bo cierpiałem. Siedziałem w ostatniej ławce i zazdrościłem ludziom autentycznym.

Mówiłem Jezusowi „uczyń raz jeden cud w moim życiu!”.

Sąsiadka zabrała mnie dzisiaj przed wszystkich na modlitwę wstawienniczą. Usłyszałem w sercu to co jest trudnym dla mnie Słowem: „Jak się kocha, to nie nosi się urazy, chęci odwetu i pozwala się odejść”.

Nie tego oczekiwałem, Jezu, nie tych słów, ale wiem, że każdego dnia byłeś przy mnie i będziesz. Wiem, że jesteś po mojej stronie. Wiem, że czasami dajesz coś całkowicie odwrotnego niż chciałbym otrzymać.

Dziękuję Ci Jezu za wszystko i za dobrych ludzi na mojej drodze. Czułem ich wielu ostatnio. Zaopiekuj się wiesz kim, proszę. Amen!