Kocham Polskę”. Nowy projekt polityczny Roberta Biedronia ma szansę na zmniejszenie roli układu PO-PiS na scenie politycznej III RP.

Jak zawsze dobrze, a nawet najlepiej poinformowana „gazeta wyborcza” rzetelnie informuje, a wtóruje jej Onet:

Robert Biedroń w kwietniu był gościem programu „Onet Rano”.

Kto odsunie PiS od władzy za dwa lata?

Biedroń. Symbolicznie, to jest kwestia pewnych wartości – mówił w programie.

Prezydent Słupska powiedział także, że trzeba zakończyć duopol, „ten śmiertelny uścisk Kaczyńskiego i Tuska”.

– Jesteśmy ciągle wyniszczani tym konfliktem między Platformą Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością – dodał.

…Robert Biedroń miał powiedzieć w „gronie swoich zaufanych współpracowników”, że najbliższe wybory prezydenckie zostawia Donaldowi Tuskowi. Według doniesień portalu prezydent Słupska ogłosił, że powalczy o fotel prezydenta RP dopiero w następnych wyborach w 2025 roku. – Mam czas, jeszcze jestem młody – miało usłyszeć z ust Biedronia kilka osób.

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/robert-biedron-nie-bedzie-kandydowal-w-slupsku-i-oglosi-nowy-projekt-polityczny/08b2r29

Robert Biedroń sam nie da rady. Musi mieć poparcie na dole. Małopolscy politycy, którzy proszą o zachowanie anonimowości, mówią nam, że już od kilku tygodni prezydent Biedroń montuje ekipę, która jako „trzecia siła” zamierza przewrócić dotychczasowy układ na scenie politycznej. Jednym z bardziej zaangażowanych w projekt Biedronia jest wadowicki burmistrz dr Mateusz Klinowski, który podobnie jak słupski włodarz nie zamierza już startować w nadchodzących wyborach samorządowych.

Celem jest kampania wyborcza do europarlamentu, potem parlamentarna w III RP, na zakończenie zaś prezydencka.

Wspomniani już pragnący zachować anonimowość małopolscy politycy twierdzą, że zdaniem dra Klinowskiego sam fakt utrzymania się przez niego u władzy przez prawie 4 lata stanowi pozytywną prognozę co do nadchodzących wyborów.

Prywatnie nie ma bowiem złudzeń, i powtarza za Walterem Chełstowskim:

Duża , wystarczająca cześć obywateli Polski to głupcy.
A my?
Rozumna mniejszość .

Jako mniejszość (złośliwi mówią, że podobnie jak w przypadku Biedronia nie tylko ze względu na wykształcenie) Klinowski wie, że jego rolą jest wyjście ponad.

Ponad samorząd w małym, prowincjonalnym miasteczku, w którym pomimo starań nie udało mu się nawet zatrzeć śladów po katolickim ciemnogrodzie.

Wyjść podobnie jak Biedroń w Słupsku, któremu zarzucają coraz głośniej, że świadomie starał się ukryć skandal pedofilski, co przecież nie powinno być w żaden sposób obciążające.

Bo przecież, jak już 14 lat temu pisał Andrzej Dominiczak (współpracuje z feministkami, w szczególności z Centrum Praw Kobiet):

Wiele osób, które w dzieciństwie miały kontakty seksualne z dorosłymi, twierdzi nawet, że doświadczenia te były przyjemne i przyniosły im wiele korzyści. W głośnych badaniach amerykańskich B. Rinda, P. Tromovitcha i R. Bausermana, których wyniki ogłoszono w lipcu 1998 r. na łamach „Psychological Bulletin”, pozytywne wrażenia z tego typu kontaktów przeważały u 11 proc. badanych kobiet i aż 37 proc. mężczyzn.

(Histeria, Andrzej Dominiczak , NIE, nr 29/2004, 2004-07-14, str. 1)

Robienie hecy z pedofilii w Słupsku jest więc tylko elementem walki przedwyborczej.

Bo przecież pedofilia jest cool. O ile nie dotyczy Kościoła. Wtedy jest be. Ale to dla potencjalnych wyborców nowego ugrupowania jest oczywiste.

Duet Biedroń – Klinowski zamierza doprowadzić do likwidacji krzywdzącego zapisu art. 200 kodeksu karnego, zezwalającego na seks dopiero po osiągnięciu 15 roku życia.

Podpierają się badaniami:

Obecna histeria antypedofilska doprowadzić może do zaostrzenia kar. W świetle wiedzy powinno zaś dojść do ich złagodzenia. Wpierw potrzebna jest zmiana postaw. Jak bowiem zauważają autorzy holenderskiego poradnika dla rodziców, których dzieci miały kontakty seksualne z dorosłymi, wydanego przez Protestancką Fundację ds. Odpowiedzialnego Rozwoju Rodziny, jednym z głównych zagrożeń psychologicznych dla wykorzystywanych dzieci jest nie sam kontakt seksualny, ale społeczne tabu i będąca jego wynikiem reakcja rodziców, policji, sądów i sąsiadów. To panika rodziców, ich gniew i oburzenie, jakimi reagują na wiadomość o uwiedzeniu ich pociechy, powodują, że w dziecku rodzi się poczucie winy. To atmosfera, w jakiej prowadzone są przesłuchania, klimat sali sądowej i histeryczny język mediów rodzą w dziecku poczucie, że stało się coś okropnego. Źródłem emocji jest zdemonizowany wizerunek pedofilów oraz tego, co robią z dziećmi. Na szczęście na ogół nie czynią im wielkiej krzywdy.

Ciekawe, że większość obrońców praw dziecka z oburzeniem odrzuca tę pocieszającą informację. Jak gdyby nie przynosiło im ulgi odkrycie, że wykorzystywane seksualnie dzieci nie doznają wielkich cierpień i nie stają się emocjonalnymi wrakami. Jak gdyby tak naprawdę troszczyli się i srożyli w obronie czegoś zupełnie innego. Czego?

(op. cit.)

Do ww. dwójki samorządowców wg naszego informatora dokooptować ma guru ateistycznej oPOzycji – prof. Jan Hartman.

Kolejne katolickie, a więc zaściankowe tabu, powinno również upaść.

Jeśli nawet przyjąć argument mówiący, że kazirodztwo zagraża poczęciem dziecka z wadami genetycznymi (jest to zresztą argument niewygodny, bo ściśle eugeniczny), to w dobie skutecznej antykoncepcji czas postawić sobie pytanie: co właściwie może dziś służyć za usprawiedliwienie zakazu kazirodztwa?

To pytanie profesora etyki i bioetyki Hartmana ma być jednym ze sztandarowych w programie „trzeciej siły” Biedronia i Klinowskiego.

Tyle nasz informator, pragnący zachować anonimowość.

Cóż, jeśli powyższe jest prawdą, będziemy mieli po raz pierwszy po 1989 r. do czynienia z ugrupowaniem, które zamiast programu gospodarczego stawia na inne pojmowanie seksu.

Jakby powiedzieć inaczej – podchodzą do wyborów od d… strony.

16.08 2018