Włoski anestezjolog stracił cierpliwość, kiedy po koszmarze walki z SARS-CoV-2 zobaczył tłumy w knajpach, na ulicach, bez maseczek, bez dystansu ….

Nie przeżyliśmy włoskiego scenariusza, ale możemy sobie wyobrazić co czuł lekarz, kiedy przypomniał sobie dramatyczne dni i tygodnie spędzane w pracy, w stałym zagrożeniu własnego życia, niewyspany i umęczony do granic, tracący umierających kolegów i koleżanki ze szpitala oddających pełne poświęcenia życie za…. no właśnie …. za niefrasobliwych, lekceważących proste nakazy, nie mających w sobie nawet takiego poczucia obowiązku wobec innych, żeby przestrzegać dosłownie kilku zaleceń zapobiegających dalszemu rozprzestrzenianiu się epidemii. Z ich strony to tylko mniej spotkań z przyjaciółmi, może nieco większe odległości między rozmówcami, stolikami w restauracji, maseczka – tak niewiele. Ale nawet na to nie stać ludzi, którzy jeszcze niedawno stali na balkonach i medykom klaskali, śpiewali i traktowali jak bohaterów.

Niewyobrażalnie bolesne jest uczucie, kiedy nasze poświęcenie jest lekceważone, traktowane jak coś co się innym należy – bo taki mamy zawód. Może to prawda. Mamy taki zawód. Ale między poświęceniem a heroizmem jest duży dystans. Na pewno większy, niż zalecany w czasie epidemii między obywatelami. Oby na skutek ICH braku dystansu i zrozumienia problemu, nie powstała nam w głowie myśl: nie warto …. nie warto heroicznie walczyć o kogoś, kto na to nie zasłużył.

Włoski lekarz: „Nie będę anestezjologiem dla kretynów”. Po sieci niesie się emocjonalny post anestezjologa Carlo Seriniego. Lekarz z Mediolanu skrytykował niefrasobliwe podejście Włochów do pandemii, która nadal się nie skończyła. – „Nie każcie nam raz jeszcze przeżywać i przechodzić przez te trzy miesiące, które właśnie minęły, wyłącznie z powodu waszego kretynizmu” – zaapelował do rodaków, którzy szybko wrócili do dawnego życia. Znowu zaczęli tłoczyć się w barach i restauracjach, korzystając z uroków nocnego życia (czytaj więcej).