Bo skoro nie wierzę w media, tym bardziej nie wierzę w sondaże, gdyż są jeszcze skuteczniejszym narzędziem manipulacji niż media. Dlatego swojej analizy nie opieram na sondażach, ale na tym, jak oceniam sytuację polityczną w naszym kraju, czyli jak mi się wydaje. Nie ma więc sensu podważać jej na podstawie słupków sondaży. Można natomiast zakwestionować opisane przeze mnie mechanizmy polityczne.
Polska 2050
Szymon Hołownia zrobił z siebie klauna i na tym wizerunku przez pewien czas zyskiwał, ale ostatecznie stracił. To jest bowiem znany mechanizm, że człowiek, który bardzo chce być zabawny, ostatecznie staje się śmieszny. Widziałem to aż nazbyt często w szkole. Najzabawniejsi uczniowie najpierw zyskiwali, ale później zaczynali nużyć, a wreszcie drażnić. Kończyło się lekceważeniem. I nawet nie można ostrzec klasowego klauna, gdyż odpowiedziałby na to jakimś żartem.
Szymon Hołownia stał się śmieszny i nic już tego zmieni. Jeżeli będzie teraz próbował odgrywać rolę męża stanu, zostanie to potraktowane jako kolejny dowcip. Dlatego jego polityczna przygoda się skończyła. A wraz z nim ze sceny schodzi Polska 2050. Oczywiście działacze tej partii mają drogę ucieczki, gdyż po posypaniu głowy popiołem mogą powrócić na łono Platformy Obywatelskiej. Natomiast dla Szymona pozostaje kariera sceniczna. Jego post-polityczne stand-upy mogą zrobić furorę.
PSL
Natomiast dla PSL-u krach projektu Trzeciej Drogi nie oznacza katastrofy. Bo to nie jest partia, ale związek zawodowy działaczy terenowych. Dlatego jego pozycja polityczna jest stabilna, gdyż opiera się na dziesiątkach powiązań lokalnych. Każda z tych niteczek jest niby słabiutka, ale w sumie tworzą nierozerwalną i niezwykle elastyczną sieć pająka. Dziesiątki wójtów wraz z rodzinami, prezesów spółdzielni, dyrektorów, sekretarzy, sołtysów i ich asystentów oraz współpracowników zależą całkowicie od wsparcia PSL-u, a to działa też w drugą stronę, gdyż ci ludzie we własnym interesie czują się zobowiązani, aby wspierać PSL. Tym bardziej że PSL wywiązuje się z zobowiązań wobec swojego elektoratu, co być może nie jest tak bardzo korzystne dla kraju, ale jest korzystne dla interesów partyjnych.
I właśnie to gwarantuje, niezależnie od sytuacji, stabilny wynik wyborczy PSL-u na poziomie 7%. I tyle im wystarczy. Bo z tej pozycji mogą znaleźć swoje miejsce w każdej koalicji rządzącej, zarówno progresywnej, jak i konserwatywnej. I nie są przy tym pazerni, gdyż wcale nie muszą mieć ministrów, gdyż im wystarczą teki wiceministrów. A Prawo i Sprawiedliwość będzie potrzebowało kontr-koalicjanta dla Konfederacji, gdyż jego pozycja będzie słabła.
PiS
Bo Prawo i Sprawiedliwość nic nie zrobiło, aby rozliczyć się ze swoimi błędami, dlatego będzie tracić poparcie, pomimo tego, że środowiska konserwatywne będą w Polsce zyskiwać na sile. Co oznacza, że jeżeli w przyszłości, po następnych wyborach, powstanie prawicowa koalicja rządząca, to Prawo i Sprawiedliwość wcale nie musi być w niej najważniejszą siłą. Bo wszystkie te partie – PiS, Konfederacja, Braun – mają ten sam kawałek tortu do podziału, gdyż głosuje na nie ten sam elektorat patriotyczny. Czyli wtedy, gdy jedni zyskują – drudzy tracą. Z tego właśnie powodu te partie zwalczają siebie bardziej zajadle niż walczą z liberalną lewica. Dla wyborców jest to niezrozumiałe i absurdalne, ale z punktu widzenia ich interesów partyjnych – jest racjonalne. Dlatego PiS może potrzebować PSL-u. Ale nawet to może im nie wystarczyć.
Otóż największym błędem Zjednoczonej Prawicy, z którego PiS się nie rozliczył, jest polityka ukraińska. Pomijając inne jej aspekty – z winy PiS-u mamy na swoim terenie tykającą, a właściwie dymiącą już teraz bombę, która może w każdej chwili wybuchnąć. Bo wpuszczono do Polski, bez żadnej weryfikacji, miliony uchodźców ukraińskich, których my nie potrafimy łatwo odróżnić od Rosjan. To oznacza, że teraz w naszym kraju mogą działać naprawdę niebezpieczne siły. I za to odpowiedzialność ponoszą rządy PiS-u, które miały bronić polskich granic i polskiej tożsamości. Być może Zjednoczona Prawica stworzyła w ten sposób największe zagrożenie dla polskiej tożsamości. Nawet zabory i komunizm nie stworzyły takiego niebezpieczeństwa.
Mówiąc o rozliczeniu się z własnymi błędami, nie mam na myśli przeprosin, ale propozycję, jak to naprawić. Ale takiej propozycji nie ma. Natomiast jest uparta obrona błędów pod hasłem, że broniliśmy Polski.
Konfederacja
I dlatego zyskują partie, które jednoznacznie odcięły się od polityki Zjednoczonej Prawicy wobec Ukrainy. Bo tak to trzeba nazwać: wcale nie chodzi tu o postawy antyukraińskie, chociaż oczywiście takie też są możliwe, ale o sprzeciw wobec nachalnie proukraińskiej polityki polskich rządów. I na bazie tych nastrojów zyskuje Konfederacja, a przede wszystkim partia Brauna.
Bo Konfederacja pod kierunkiem Mentzena stała się nazbyt profesjonalna i pragmatyczna, czyli niejednoznaczna, co zniechęca elektorat prawicowy, który jest emocjonalny i ma zakodowany w swoich emocjach lęk przed zdradą.
Partia Brauna
Dlatego Braun, jako zdecydowanie bardziej jednoznaczny, rośnie i będzie rósł w siłę kosztem prawicy głównego nurtu, ale również Konfederacji. Dlatego wynik Brauna podczas wyborów parlamentarnych może wszystkich zaskoczyć. Również dlatego że partia Brauna ma największy potencjał, aby jej realną pozycję polityczną zaniżały sondaże.
Nieustannie publikowane wyniki sondaży opierają się przecież na deklaracjach ludzi, którzy mówią, co chcą. Otóż są partie, które mają tak dobrą prasę, że ludzie boją się przyznać, że ich nie popierają, a wtedy sondażowe wyniki tych partii nadmiernie rosną, ale są też takie partie, że ludzie boją się publicznie przyznać do ich popierania. Nazwane to zostało spiralą milczenia (Noelle-Neumann) i to jest właśnie przypadek partii Brauna. Dlatego podczas prawdziwych wyborów jej wynik może zaskoczyć.
Koalicja Obywatelska i Lewica
No i została nam Koalicja Obywatelska razem z Lewicą. Postrzegam te partie łącznie z uwagi na ich wspólny elektorat, który jest w przeważającej części motywowany pragnieniem obrony swoich twardych interesów, a w mniejszej części oszalałą wizją postępu.
Wszystko zaczęło się w okresie transformacji, gdy nomenklatura partyjna otrzymała na własność część Polski w zamian za rezygnację z władzy. W ten sposób powstała nasza klasa przedsiębiorców wolnorynkowych. Częściowo zatarli oni już swoje pochodzenie społeczne oraz wymieszali się z młodymi wilkami z pokomunistycznego awansu, ale wciąż zachowali komunistyczną mentalność. Otóż nie są oni w stanie funkcjonować na wolnym rynku bez wsparcia władzy politycznej. Politycy muszą poprzez restrykcyjne przepisy eliminować ich konkurencję oraz dotować ich działalność poprzez inwestycje.
Ta grupa społeczna oraz powiązane z nią kasty prawników, dziennikarzy i artystów mają twardy interes w tym, aby władzę sprawowali politycy im przychylni. Bo ktoś musi chronić ich interesy. Sentymentalnie woleliby, aby to zadanie realizowała postkomunistyczna Lewica, ale interesy są ważniejsze od sentymentów. A w obecnym momencie ich interesy skuteczniej chroni Koalicja Obywatelska niż Lewica. Im większe jest zagrożenie ze strony prawicy, tym bardziej to środowisko będzie się konsolidowało wokół najsilniejszego. Dlatego postkomunistyczna Lewica ulega coraz większej marginalizacji i nie jest to wina Czarzastego.
Postkomunistyczne grupy interesu są więc obecnie twardym elektoratem Koalicji Obywatelskiej, ale niewystarczającym do wygrania wyborów. Do tego dochodzą wyborcy inspirowani postępowym szaleństwem. Ci wszyscy nietolerancyjnie tolerancyjni, „róbta co chceta”, ono, ziemia płonie i inne takie. Tyle tylko, że to jest margines marginesu. Oni wszystkich oszukali, że mają jakiś wpływ na społeczeństwo, gdyż dużo krzyczą, ale tylko dlatego, że otrzymują na ten cel zagraniczne wsparcie. A ponadto to nie są ideowi bojownicy, ale rozhisteryzowani, narcystyczni ekstrawertycy spragnieni medialnego poklasku. A po zwycięstwie Trumpa popyt na tego typu szaleństwo osłabł. Co oznacza, że Koalicji Obywatelskiej pozostał jej twardy elektorat, który nie daje szans na zwycięstwo, z wyjątkiem tych momentów, gdy prawica zniechęci do siebie swój elektorat.
Razem
To wszystko nie oznacza, że nie ma w Polsce miejsca dla lewicy. Oczywiście, że jest duże zapotrzebowanie, gdy okazało się, że związki zawodowe zostały przekupione przywilejami i chronią teraz wyłącznie interesy swoich działaczy. Problem polega jednak na tym, że w Polsce lewica została skompromitowana przez komunizm i lewactwo. Lewactwo dla mnie to cała ta dewiacja obyczajowa z zielonymi włosami i kolczykiem w nosie. Otóż Partia Razem miała potencjał, aby się przez to przebić, ale zabrakło jej cierpliwości. Jej liderzy zbyt szybko zapragnęli przedostać się na salony poprzez zbliżenie do postkomunistycznej Lewicy oraz lewactwa. Kto jak kto, ale właśnie Partia Razem nie powinna tego robić. Dla ludzi wynikał bowiem z tego wniosek, że wbrew pozorom, oni są tacy sami jak tamci. I nie wiem, czy zdołają się uwolnić kiedykolwiek od tej etykiety. Na pewno potrzeba do tego dużo czasu i cierpliwości. Jeszcze nie teraz. Dlatego będą mieli zapewne lepszy wynik od Lewicy, ale bez znaczenia politycznego.
Partie interesu i partie idei
Z tego całego opisu widać wyraźnie, że dawny podział sceny politycznej na lewicę i prawicę jest już całkiem nieaktualny. Natomiast wyłania się z niego nowy podział na partie interesu i idei. KO, PSL czy Lewica to są partie interesu, gdyż są zmuszone dbać o interesy swojego elektoratu. Natomiast PiS, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej Brauna to partie idei, gdyż wyborcy tych partii głosują na nie wyłącznie dla idei. Nie mogą bowiem oczekiwać żadnych korzyści po ich zwycięstwie.
Prognoza – wybory 2027
Podsumowując, nadchodzące wyniki wyborów parlamentarnych widzę tak:
23,1% – KO
23% – PiS
12% – Konfederacja
10% – Braun
8% – PSL
5% – Razem
4% – Lewica
3% – Polska 2050
I żadne sondaże mnie nie przekonają, że będzie inaczej, gdyż moja opinia nie opiera się na sondażach, ale na ocenie sytuacji politycznej.
Autor: Tomasz Derecki
Zostaw komentarz