Dawno, bardzo dawno temu, kiedy dolina Wetlinki rozbrzmiewała śmiechem dzieci, szczekaniem psów i dźwiękiem siekier w lesie, a wioska Zawój tętniła życiem, w bieszczadzkich ostępach pojawił się niezwykły łoś. Nie było wiadomo, skąd przyszedł. Mówiono, że nie urodził się jak inne zwierzęta, tylko powstał z mgły, wiatru i ciszy lasu.

Był ogromny. Jego poroże przypominało rozgałęzione korony buków, a w oczach odbijała się głęboka zieleń – jakby niósł w sobie wspomnienia wszystkich drzew, wszystkich strumieni i wszystkich zanikłych ścieżek. Gdy przechodził między jodłami, robiło się cicho. Wiatr przestawał szumieć, ptaki milkły, a nawet strumienie zwalniały bieg. Ziemia oddychała razem z nim. Ludzie szeptali, że to strażnik doliny.

Widywano go często o świcie, gdy mgła unosiła się nad łąkami i srebrzyła pnie drzew. Chodził wolno, majestatycznie, zostawiając ślady w miękkim mchu. Najczęściej widywano go na drodze wiodącej do Zawoju – więc nazwano go Zawojski.

Ale czas płynął. Przyszła cisza. Ludzie odeszli, fundamenty chat zarosły paprociami i mchem, a ścieżki zniknęły pod liśćmi i korzeniami. Tylko on został. Samotny, milczący, niespiesznie przemierzający pustkę dawnych ścieżek.

Aż pewnego dnia wspiął się na wysoką skałę nad Wetlinką – tam, gdzie wiatr wieje najmocniej i słychać tylko szum drzew i stukot dzięciołów. Spojrzał po raz ostatni na dolinę, stanął nieruchomo… i już się nie poruszył.

Nie zniknął. Nie zginął. Zamienił się w drzewo.

Rosnące samotnie na skale, w miejscu, gdzie kiedyś stał. Jego całość wydaje się pulsować życiem, pień przypomina kształt pyska łosia, a konary wznoszą się ku niebu niczym dawne poroże. Mech okrywa jego korę jak sierść.

Czuwa nad doliną, pamięta każdy krok, każde spojrzenie, każdy szept. A jeśli położysz rękę na jego korze i zamkniesz oczy być może – poczujesz delikatne drżenie. . . A może nawet bicie jego serca.

I jeszcze jedno – opowiadają, że kto raz spotka się z Łosiem Zawojskim, ten zawsze wraca. Może nie od razu. Może dopiero po latach. Ale wraca…

Warto się tam wybrać. Może odnajdziecie Zawojskiego. I opowie wam kolejną legendę związaną z tym miejscem.

Autor: Jędruś Ciupaga