Najnowsze orzeczenie Najwyższego Sądu Administracyjnego stwierdzające, że

„Choć zgodnie z art. 18 konstytucji małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo pozostają pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej – przepis ten nie przesądza o niemożliwości prawnego uregulowania związków osób tej samej płci, podkreśla natomiast szczególną ochronę małżeństwa, ale jako związku kobiety i mężczyzny.”

zostało przez kręgi lewicowe przyjęte tryumfalnie. Piotr Szumlewicz napisał na Twitterze:

„Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że Konstytucja RP nie zakazuje małżeństw jednopłciowych! Dość dyskryminacji!”

Taka interpretacja Konstytucji pozostaje w jawnej sprzeczności z intencją Zgromadzenia Narodowego, które 2 kwietnia 1997 ją uchwaliło.

Przypomnijmy.

Centrum, wokół którego toczy się spór dotyczący wykładni pojęcia „małżeństwo”, jest zwrot „jako związek kobiety i mężczyzny”.

Ponieważ termin „małżeństwo” jest tzw. pojęciem zastanym, dla nadania mu cechy heteroseksualności nie było konieczne zamieszczanie wspomnianego zwrotu. Jednak został on umieszczony w art. 18, stąd warto przeanalizować cel tego posunięcia legislacyjnego, gdyż ma on wpływ na funkcjonalną wykładnię przepisu z art. 18.

Tekst obowiązującej Konstytucji RP jest zmodyfikowaną wersją projektu Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego z 16 stycznia 1997 r. W pierwotnym tekście projekt nie przewidywał zwrotu „jako związek kobietyi mężczyzny”. Dodano go dopiero na etapie II czytania projektu w Zgromadzeniu Narodowym. Powstał w związku z tym spór, czy istnieje konieczność expressis verbis wyrażenia cechy heteroseksualności małżeństwa. Eksperci Komisji Konstytucyjnej ZN stali na stanowisku, iż nie jest to potrzebne. Profesor P. Winczorek argumentował:

„Rozumiem, że chodzi o to, by wykluczyć inne małżeństwa niż związek kobiety i mężczyzny. Czy jednak inny związek mógłby być nazwany małżeństwem? Jest to przecież pojęcie zastane, funkcjonujące w kulturze prawnej od czasów rzymskich. Jeśli więc trzymać się pojęć zastanych, to nie sądzę, aby mogło być małżeństwo inne niż między mężczyzną a kobietą.”

Ostatecznie jednak omawiany zwrot znalazł się w art. 18. Cel tego zabiegu był oczywisty dla twórców Konstytucji. Jak słusznie zauważa B. Banaszkiewicz, potwierdzenie heteroseksualności małżeństwa miało definitywnie zapobiec próbom wprowadzenia małżeństw jednopłciowych. Także A. Mączyński stwierdza, że twórcy Konstytucji chcieli jednoznacznie zareagować na przemiany zachodzące w kilku krajach europejskich, gdzie związki jednopłciowe poddano podobnym (a czasami takim samym) regulacjom jak małżeństwa. Wydaje się, że żaden inny motyw nie może wytłumaczyć decyzji ustrojodawcy o wprowadzeniu omawianego zwrotu, który potwierdza heteroseksualny charakter instytucji małżeństwa jako zgodny z tradycją prawną i kontekstem kulturowym po wielokroć w polskiej literatrurze prawnej potwierdzanym (vide M. Nazar, J. Ignatowicz, T. Smyczyński).

Pomysł, że zapis art. 18 Konstytucji można interpretować inaczej wywodzi się od opinii Ewy Łętowskiej i Jana Woleńskiego (ten ostatni jest, nomen-omen, filozofem a nie prawnikiem) i sprowadza się do zasugerowania, że Konstytuanta nie podjęła się wcale próby dookreślenia definicji małżeństwa, ale określiła, że jedynie małżeństwo będące związkiem kobiety i mężczyzny podlega szczególnej ochronie państwa. Interpretacja ta zakłada zatem, że autorzy Konstytucji – wbrew wszystkiemu, co wiemy na temat procesu jej uchwalania – dopuszczali inne niż heteroseksualne formy związku małżeństkiego, lecz nie uważali, że zasługują one na szczególną ochronę i pomoc państwa.

Biorąc pod uwagę powyższe, a także inne – bardziej specjalistyczno-prawne okoliczności (jak chociażby umieszczenie art. 18 w rozdziale I Konstytucji, czy wykładnia sytemowa) – Naczelny Sąd Administracyjny, dokonując wykładni podtrzymuje zasadę szczególnej ekskluzywności instytucji małżeństwa, które w polskim sytemie prawnym może być wyłącznie związkiem heteroseksualnym. Oznacza to zarazem, że polska Konstytucja nie stoi na przeszkodzie instytucjonalizacji związków faktycznych (niezależnie od tego, czy hetero-, czy homoseksualnych), o ile przewidziane przez nie formy kohabitacji będą wyraźnie odróżniały się od małżeństwa, a zakres ich uprawnień będzie odpowiednio węższy.

Wbrew różnym opiniom zatem, NSA faktycznie zatem wskazał, podobnie zresztą jak w I instancji WSA, że konstytucja sama w sobie nie zabrania zawierania zinstytucjonalizowanych związków przez pary jednopłciowe, ale art. 18 odnosi się do szczególnej ochrony instytucji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Termin „małżeństwo” jest zatem w Polsce zastrzeżony tylko i wyłącznie dla związku heteroseksualnego, co posłużyło sądowi za podstawę dla odmowy uznania w Polsce aktu małżeństwa homoseksualnego wydanego parze homoseksualnej w Portugalii.

Nie dajmy się zbałamucić lewackiej narracji, która próbuje zinterpetować orzeczenie NSA jako wyraz dopuszczalności mażłeństw homoseksualnych w Polsce – nic podobnego nie ma miejsca! Polska Konstytucja jest tu wyjątkowo jasna i – w przeciwieństwie do np. konstytucji niemieckiej – stanowi wystarczającą podstawę do obrony instytucji małżeństwa jako związku heteroseksualnego. Ustawodawca ma możliwość utworzenia innej instytucji dla związków homoseksualnych, lecz na mocy obowiązującej Ustawy Zasadniczej nie może to być małżeństwo i instytucja ta nie będzie konstytucyjnie małżeństwu równa.

fot. pexels.com

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.