Było po ósmej. Tramwaje stanęły z braku prądu i w ostatniej chwili wpadł do komitetu.

– Znowu się spóźniacie towarzyszu. Przecież wiesz, że Pierwszy nie lubi jak ktoś wchodzi mu pod nogi.
Zanim się zorientował co się dzieje ochroniarze wepchnęli go do WC na parterze. Zauważył, że jeden z nich otworzył i guzikiem zablokował austriacką windę.
Profesor i tak wolał wejść na drugie piętro nogami, ale gdyby tak chciał jednak podjechać… Wszystko musiało być na tip top.

Tego dnia miał dyżur 24 godzinny. Najpierw na ścianie płaczu, parter. Rządek interesantów już czekał.
Ludzie i sprawy były rożne. Działalność na tym odcinku towarzysz Irek nazywał centralizmem telefonicznym. Brało się za słuchawkę czarnego, nie czerwonego, telefonu i dzwoniło. Takiemu lub innemu trzeba załatwić większe mieszkanie, bo dziecko mu się urodziło, inny potrzebuje nowy kolorowy telewizor marki Rubin, bo chciałby oglądać w lepszej jakości plena i egzekutywy, jeszcze inny donosił, że sekretarz wziął ślub kościelny w sąsiedniej wsi…

I tak to leciało. Aż do obiadu. Stołówka była w oficynie. Potem na chwilę wpadł do December Palace, gdzie znajdowała się drukarnia partyjna. Urocze były towarzyszki drukarki. Kolorowe rybki pływały w akwariach, wódka chłodziła się w baseniku od sauny poprzedniego Pierwszego, a z maszyny schodziły egzemplarze książeczek do … nabożeństwa.

– Wiesz, trzeba z wszystkimi w zgodzie żyć. Walniesz kielicha? Zaproponował mu szef drukarni Andrzej, doskonały brydżysta zresztą.

Odmówił gdyż od 16 zaczynał się dyżur w Pierwszym Sekretariacie. Konsola była pełna przycisków od telefonów rożnych branż.

– Przetaczać wagony na górkę rozrządowa w Muchowcu? Obudzili go kiedyś o północy a on odpowiedział sennie: Przetaczać!

Najważniejszy był jednak telefon bez tarczy, tzw. WCZ. Łączył on z Warszawą.

Ten dyżur jednak upłynął spokojnie. Jeśli nie liczyć 10 telefonów od szefa drukarni, który mieszkał w bloku 20 piętrowym na samej górze i akurat zepsuła się winda a jemu plątały się nogi.

W nocy lubił też spacery po ciemnych korytarzach komitetu i podglądać kobiety, które się myły w łazienkach sąsiednich kamienic. No cóż, życie funkcjonariusza nie zawsze musiało być szare i nudne.

Do druku podał Maurycy Bednarski