Teraz to już nie żarty ani kremówki (ani genialna babeczka z kremem budyniowym i śliwką)…. Zaczynaja się schody. Otóż od kilku tygodni przestałam używać jakichkolwiek wind, (nawet na nasze telewizyjne VI piętro) i staram się, ile się tylko da, chodzić pieszo. Nawet jak mieszkałam ostatnio przez chwile na parterze, to wykonywałam marsz na 4 pietro i spowrotem po kilka razy.

Ostatecznie przekonała mnie do tego Małgosia – pani rehabilitantka, która co jakiś czas męczy moje mięśnie okołokręgosłupowe tzw. terapią manualną. Mianowicie zwróciła moją uwagę na fakt, że w ciągu ostatnich 20 lat zaczęliśmy się ruszać mniej niz kiedykolwiek przedtem w historii.

Zauważcie: nawet klatki schodowe w biurowcach sa już pochowane, nikt nie wchodzi po schodach, drzwi otwieraja się same, często nie musimy nawet ich popchnąć, z kranów sama leci woda jak sie zbliży ręce, a coraz wiecej niskopodłogowych tramwajów i autobusów, co (choć jest bardzo pożytecznych dla osób starszych i niedołęznych) jednak powoduje, że nie musimy podnieść się nawet o jeden czy dwa stopnie.

A ja jako historyk, a w dodatku miłośniczka historii życia codziennego i obyczaju, juz samodzielnie uświadomiłam sobie w dodatku, że jeśli spojrzymy choć 100 – 150 lat wstecz, to w społeczeństwach zachodu, całe ogromne grupy społeczne używają ruchu wielo – wielokrotnie mniej niż ich przodkowie. Już nie mówię o gospodarstwie rolnym, o oraniu (ile to siły potrzeba było do tego) o koszeniu, przerzucaniu siana, albo wiązaniu snopów. Ale i w miastach kto dziś pamięta o praniu na tarze, albo choć wyżymaniu przez wyżymaczkę, o paleniu w piecach, rąbaniu drewna… noszeniu walków „do magla” . Pojawił się odkurzacz, miksery, pralka automatyczna, no i samochód… Kto dziś choć 2 kilometry przejdzie pieszo… przecież to daleeeko… albo przejedzie 20 konno (hihihi…)

Wszystko to jest bardzo wygodne, zwieksza do pewnego momentu naszą produktywność (do tego momentu, kiedy nie wysiądzie nam zdrowie) ale powoduje, że ilość ruchu, którego zażywają ludzie zmniejszyła się radykalnie. To są zmiany kolosalne i epokowe, takie jak kilka tysiącleci temu, przerzucenie się człowieka ze zbieractwa i łowiectwa na rolnictwo, które zasadniczo odbiło się i na gestości zaludnienia, na cywilizacji ale i na stanie fizycznym – wzroście i posturze, gęstości kości itd

Zdaniem fizjoterapeutów, sporadyczna aktywność fizyczna, typu pójscie raz czy dwa razy w tygodniu na godzinę do fitness clubu, czy raz w tygodniu przejechanie tych 10 km. rowerem, jest bardzo pożądana ale nie zmienia wszystkiego. Tylko próba włączenia ruchu na stałe do codziennego życia, daje realny efekt. No a co może współczesny człowiek robić? Może chodzić. Także po schodach, choć to i meczące i zadyszka i trochę czasu więcej zajmuje….
Swoją drogą jestem pełna wielkiego uznania dla tej grupy zawodowej, ktora niejednokrotnie może zastąpić lekarza, bo fizjoterapeuci ( przynajmniej ci, których ja spotkałam) mają znakomite podejscie do pacjenta – od staruszki, która po maleńku, stopniowo musi jednak koniecznie wstać z łóżka po złamaniu, aż po biegaczkę, która się nabawiła kontuzji kolana .Mają zwyczaj patrzeć na pacjenta spokojnie, wyrozumiale ale całościowo.

No więc teraz cwiczę wszelkiego rodzaju rozciagania – niesamowicie to pomaga na ból pleców wywołany stresującym i notorycznie siedzącym tryb życia i chodzę: po płaskim i po schodach. Czasem mi się nie udaje, ale fizjoterapeuta jest od tego by rozumieć ale też i MOTYWOWAĆ.

Aha, zmotywowała mnie też pani Magdalena Kawalec i jej historia zabrania się za ćwiczenia. Swoja drogą, każdemu polecam. Nie żartuję!!!!

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.