Powiem Wam szczerze, że w tej chwili mało interesuję się polityką. Najbardziej interesuje mnie sytuacja epidemiczna i ogólna w Polsce i na świecie. Niestety przy obecnej smutnej okazji, dramatycznie uwidocznia się brak kompetentnego i bazującego na faktach, ale popularnego dziennikarstwa, zwłaszcza naukowego, z kilkoma chlubnymi wyjątkami, wsród których musze wymienić Piotra Pacewicza z „Oko Press”. A spokojnego wyjaśniania zjawisk potrzeba nam wszystkim jak mało czego.
Czytanie lamentów i apokaliptycznych wizji komentatorów zmęczonych obecnym okresem samoizolacji, jest naprawdę trudne do wytrzymania i nie posuwa nas do nikąd.
Chciałabym więc zaproponować trochę prostego DOMOWEGO NAUCZANIA i wyjaśnić na patyczkach czemu NIE MA innej strategii walki z pandemią niż ta przyjęta. I czemu Polska narazie DOBRZE daje sobie radę.
Należy użyć do tego w podstawowym zakresie dwóch dziedzin nauki, matematyki i socjologii – czyli wiedzy o ludzkich zachowaniach zbiorowych.
Po pierwsze – skończcie juz z tym chrzaniem o tym ze covid 19 jest tylko trochę gorszy niż „zwykła grypa” i liczeniem ile osób umarło na powikłania z nia związane w zeszłym roku. Zrozumcie żesz wreszcie, że przy wielkich liczbach – TROCHĘ robi wielką różnicę.
Przyjmuje się, ze względu na wykształconą już odpornośc współczynnik zaraźliwości „zwykłej grypy” wynosi ok. 1,4 czyli, że (uśredniając liczbę możliwych kontaktów, staruszki z 3 pietra i młodego bywalca koncertów) średnio każde 10 osób zarażonych, bez specjalnych zabezpieczeń, dalej zarazi kolejne 14. W przypadku Covid 19 ten współczynnik wynosi od 2 do 2,5. Czyli każde 10 osób zarazi średnio 25. Przy braku działań epidemia COVID 19 rozwija się w sposób wykładniczy. Czyli poprzez potęgowanie. Mieliśmy to wszyscy na matematyce w podstawówce. Pomiędzy liczbą 2 a 3 nie ma wielkiej róznicy prawda? Wynosi raptem 1. A pomnóżmy 2×2 i 3×3 Pierwsze to 4 a drugie 9. Pomnóżmy jeszcze 4 razy i będziemy mieli 2 do potegi 6 = 64 i 3 do potęgi 6= 729. Różnica już nie jest 1 – jest 665. I tak dalej. To się właśnie nazywa wzrost wykładniczy. Najpierw wykres liczby zakażonych idzie pomału do góry, liczby rosną pomału, a potem niemalże pionowo. Gdy Szumowski mówi nie o zatrzymaniu, a o SPŁASZCZENIU krzywej, to o ten właśnie wykres mu chodzi.
Śmiertelność nowego koronawirusa na poziomie 3%, a w przypadku zapaści służby zdrowia 5%, to przy zarażonych milionach – już setki tysięcy. Zapaść służby zdrowia i gwałtowne zwiększenie umieralności na pozostałe choroby. Nie żyjemy w średniowieczu. Żadne zachodnie spokeczeństwo nie pogodzi się dziś na zasadzie dopustu bożego ( jak to bywało przy wielkich epidemiach dawnych wieków) z tym, że ma wymrzeć dajmy na to 25% populacji.
Po co tak ostre restrykcje? Owszem są nieco na wyrost. Ale nigdy, żadne na świecie regulacje nie są przestrzegane w 100%. A tu chodzi o to by nasze społeczeństwo, jak najbardziej się do tych 100% zbliżyło i zmniejszyło tech cholerny współczynnik zarażania 2,5. Czy ludzie zniosą lockdown dłuższy niż miesiąc, czy 6 tygodni? Będzie to bardzo trudne, Myśle, że nawet raczej niemożliwe. Ludzie muszą z czegoś żyć, wielu zasobów nie ma. Jedyna nadzieja w tym, że ścisłe przestrzeganie zaleceń i ograniczanie kontaktów na skalę absolutnie POWSZECHNĄ, od meneli po biznesmenów i od księży po gwiazdy rocka, pozwoli w jakimś sensownym czasie zdusić epidemię do takiej skali, w której będzie można nad nią zapanować łagodniejszymi środkami. JUŻ TERAZ trzeba się zastanawiać (i mam nadzieję że rząd to robi…) nad wprowadzaniem metody ścisłego monitorowania osób, które mogą być nosicielami wirusa, wraz z możliwie częstym i dostępnym testowaniem.
Polska wprowadziła ostre regulacje chroniące przed epidemią na zdecydowanie wcześniejszym etapie niż inne kraje europejskie i od początku ludzie (inaczej niż zwłaszcza w krajach Południa) dość ściśle się do nich stosowali. Mamy więc zdecydowanie większą szansę. I to nawet uwzględniając dramatyczna sytuację polskiej służby zdrowia, jej fatalną i nierówną organizację itd. Jak to pisał Andres Andrade raz na wiele lat Polska coś robi sensowniej niż inni i to jest właśnie ten przypadek (czytaj więcej).
Podawana oficjalnie liczba zarażonych moze byc podważana, mówi się o zbyt małej liczbie testów itd. Myślę jednak władza może robić wiele rzeczy żle, a wiele zakłamywać, ale w obecnej polskiej sytuacji nie jest w stanie (nawet gdyby chciała, czwgo nie podejrzewam) w statystycznie znaczący sposób fakszowac liczby zgonów. Obecnie, dzisiejsze porównanie współczynników śmiertelności mieszkańców jest więc bardzo instruktywne.
Wynosi on na milion mieszkańców:
USA 9
Włochy 191,7
Hiszpania 165
Niemcy 7,7
Francja 46,3
UK 20,7
Szwajcaria 41,5
Szwecja 14,5
Czechy 2.1
Polska 0,8
Węgry 1, 6
(źródło: Politico bazując na Worldometers.info, Johns Hopkins University i Muhammad Mustadi (Commonlabs)
Niestety dla nas choroba ujawnia się bardzo powoli więc rozwój epidemii jest rozciągnięty w czasie i łatwo o utratę czujności. To właśnie wpływa zasadniczo na sytuację na Białorusi, ale o tym w następnym tekście…
Dziekuję Robertowi Bogdańskiemu za zwrócenie uwagi na ważną tabelkę, którą wklejam poniżej.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
Zostaw komentarz