We Włoszech muzułmanie bezczeszczą katolickie kościoły. Główne włoskie media uznały, że lepiej te incydenty przemilczeć. Z Rzymu pisze Piotr Kowalczuk:

W Wenecji w do kościoła św. Zuliana blisko placu św. Marka weszły cztery młode zakwefione islamskie damy. Zbliżyły się do krucyfiksu i zaczęły pluć w wyrzeźbioną w drewnie twarz Chrystusa. Dzień później do tego samego kościoła weszło dwóch Arabów. Wzięli udział w mszy, przyjęli komunię, a potem na oczach osłupiałych wiernych wypluli hostię i opluli ołtarz. Zrobili to po raz drugi. Proboszcz tym razem zgłosił obrzydliwy incydent na policję. Teraz przed kościołem czuwa patrol policji.

To nie wszystko. Niecały miesiąc temu, też w Wenecji, tym razem do kościoła św. Jeremiasza, wtargnął Marokańczyk i podczas mszy zaczął wrzeszczeć: „To wszystko nieprawda! Ja wam powiem prawdę!”. Potem podszedł do dwumetrowej, XVI-wiecznej pięknej rzeźby Chrystusa na krzyżu i przewrócił na ziemię. W ten sposób złamał rzeźbie ramię.

Ostatnio kilkakrotnie, w Wenecji i Mediolanie, grupa muzułmanów podczas mszy wchodziła do kościołów, rozwijała swoje dywaniki i głośno modlili się do Allaha wykrzykując „Allah akbar”. Oczywiście nie chodzi o to, że przyszli się modlić do kościoła. Chodzi o to, że robili to celowo prowokując i przerywając mszę. Gdy proboszcz zwrócił im uwagę, odpowiedzieli, że zezwolił na to papież Franciszek.

Zwróćmy przy okazji uwagę, że jeśli chodzi o dwa ostatnie incydenty, chodziło o muzulmanów mówiących dobrze po włosku. A więc zintegrowanych, mieszkających w Italii od lat. Doskonale wiedzieli co robią i po co.

Naturalnie to, co się stało nie wymaga żadnego komentarza. Islamscy fanatycy zaczynają się w Italii zachowywać coraz bardziej agresywnie, a przy tym czują się zupełnie bezkarnie. Wyobraźcie sobie, że o tych absolutnie obrzydliwych incydentach włoskie czołowe media nie informowały. Ani „Corriere della Sera”, ani „La Repubblica” – najważniejsze włoskie dzienniki – ani telewizja. I to mimo, że mamy letnie ogórki. Nic się dzieje.

Trudno uniknąć podejrzeń, że to specyficzny rodzaj cenzury. Może za sprawą delikatnej sugestii władz, a może to autocenzura. Czyli decyzja wydawców albo redaktorów odpowiedzialnych, by te incydenty przemilczeć, nie wywoływać oburzenia i antyislamskich nastrojów.

Na koniec dość zabawna historia o poligamii. Związek włoskich wspólnot islamskich zwrócił z prośbą, by prawo włoskie usankcjonowało poligamię. Dlaczego? Bo Koran mówi, że muzulmanin może mieć cztery żony. A w związku z tym, że w tym roku Włosi zaakceptowali związki jednopłciowe, muzułmani włoscy powiedzieli: „Dla nas związki homoseksulane sa obrzydliwe, ale się na nie godzimy. Więc skoro akceptowane są rózne związki rodziny, domagamy się, by dopuścić islamski model rodziny: wielożeństwo”. Tego włoska konstytucja nie przewiduje. Ale naczelny dziennika „Libero” Vittorio Veltri, rzucił propozycję, z której żartują wszyscy Włosi: „Dobrze, zaakceptujemy wielożeństwo muzułmanów, ale pod warunkiem, że wy zaakceptujecie wielożeństwo muzułmanek, swoich żon, sióstr i córek”. Po islamskiej stronie zapanowała wymowna cisza. Równouprawnienie po islamsku.

Autor: Piotr Kowalczuk