Pozory często mylą. – Zdjęcie sugeruje, że tekst będzie o Straży Miejskiej. Nie jest to prawda, będzie natomiast o bezpieczeństwie – napisał Burmistrz Kęt na jednym z portali społecznościowych.

Rozmowa to początek sukcesu. – Wdałem się ostatnio w dyskusję z grupką mieszkańców. Sprawa dotyczyła złego ich zdaniem zachowania grupy młodzieży na jednym z kęckich osiedli. Gdy stanąłem w obronie tych dzieciaków, usłyszałem wiązankę epitetów pod ich adresem. Gdy mnie to nie przekonało i dalej ich broniłem, jeden z mieszkańców powiedział mi: „niech sobie burmistrz w internecie sprawdzi, co te pana aniołki wyprawiają” – opisuje Krzysztof Klęczar. – Mieszkaniec – facet w średnim wieku – wskazał grupę na jednym z portali społecznościowych. Sprawdziłem. Żyję w tym środowisku, sporo już widziałem i rozumiem, że odkąd ja byłem nastolatkiem „czasy się zmieniły”, ale powiem szczerze, ręce mi opadły! – stwierdza Burmistrz Kęt. – Bardzo ostre słownictwo, wulgarne, nacechowane erotyką określenia, zdjęcia i pozy, alkohol i papierosy, a między tym…nasze „aniołki”. Dziewczyny i chłopaki. Dzieci i młodzież (w wieku 11 – 16 lat), które na co dzień spotykam w szkole, w sklepie, na ulicy… – dodaje.

Co z tym można zrobić? – Ktoś powie, zgłosić na Policję i spokój. Nie. Uważam, że to nie jest takie proste. W przypadku dzieciaków to, że kogoś ukaramy nic nie zmieni, jeśli ta osoba sama nie zrozumie, że niewinna dziś zabawa może mieć w przyszłości fatalne skutki. W sieci nikt nie jest anonimowy, nic nie ginie, nie znika, nie ulega przedawnieniu, a po drugiej stronie monitora nie zawsze siedzi ten, którego zdjęcie się nam wyświetla… – przypomina gospodarz Kęt.

Edukacja przynosi efekty. – Na ile starcza mi czasu i siły staram się rozmawiać. Przede wszystkim z dzieciakami, gdy trzeba to również z rodzicami, opiekunami. Słucham, proszę i tłumaczę choć wiem, że zgodnie z literą prawa nawet tego robić nie powinienem. Może jestem dziwny, ale jakoś tak nie potrafię „nie widzieć”… – wyjaśnia Burmistrz Kęt Krzysztof Klęczar.

Trzeba szukać dobra w każdym człowieku. – Tak, wiem, to „nie moja sprawa”, ale ja uważam, że każdy dzieciak z natury jest dobry. Każdy może się pogubić i o każdego warto walczyć. Widzę jednak, że często pęd życia, obojętność i brak czasu spychają młodych do świata wirtualnego, gdzie na ich z pozoru „fajne” zdjęcia i wpisy trafiają niekoniecznie młodzi ludzie, dla których słowa „suka”, „bejbe” czy „laska” mają nieco inne znaczenie, niż dla przeciętnej dwunastolatki, której zdjęcie ku jej zadowoleniu opisują… – opisuje swje obserwacje w sieci samorządowiec.

Udawanie, że się nie wie i nie widzi tego, co robią młodzi ludzie w sieci nie rozwiąże problemów. – Pewnie większość z Was, rodziców i dziadków, czytając to kręci głową z niedowierzaniem. Z pewnością myślicie teraz „nas to nie dotyczy”. Czy na pewno? – pyta retorycznie Burmistrz Klęczar.