Kiedy we wrześniu 1980 roku pojawiłem się na Uniwersytecie po wakacjach, zauważyłem pojawienie się nowej tablicy informacyjnej, która przysłoniła tablicę PZPR. Na tej nowej były artykuły i oświadczenia członków nowego związku zawodowego o dziwnym, koszmarnym skrócie. Kilka dni później pojawił się radosny anons: „Już jesteśmy w Solidarności”. Skonstatowałem rozbawiony, że nową tablicę redagują ci, którzy przedtem redagowali tablice partyjną. Poszedłem na zebranie tego nowego związku. Popatrzyłem na prezydium, na salę i poczułem się niczym na zebraniu partyjnym, na którym nigdy nie byłem, ponieważ na pierwszym roku studiów oparłem się sugestiom przedstawiciela studentów w KU PZPR i pozostałem bezpartyjny. Ludzi i działaczy znałem. teraz zobaczyłem owego przedstawiciela w prezydium zebrania i wśród innych „dzieci z Alei Róż”, ubranych w „Pewex”, którzy mocno krytykowali swoje poprzednie organizacje. Prawie jak rewolucja kulturalna w Chinach.

Z zebrania wyciągnął mnie mój kolega, JS, który w latach siedemdziesiątych działał w środowiskach prawie podziemnych i dostarczał mi książki z nielegalnego wydawnictwa „Nowa”, Miłosz, Sołżenicyn, a nawet zdjęte przez cenzurę opowiadania Lema (były takie). Kilka razy go aresztowano, ale wypuszczono (sprawdziłem potem – JS nigdy nie złamał się). Wyciągnął mnie i powiedział: „Piotrek! Zobacz, kurwa, co się dzieje! Całe lata pięćdziesiąte, wychowankowie stalinowskich prokuratorów dorywają się do władzy! Posłuchaj jak oni mówią. Tacy z nich Polacy, jak ze mnie Chińczyk!”. Pokłóciłem się wtedy z JS, bo nie cierpię takich rasistowskich nutek, ale trochę racji musiałem mu przyznać. Tym bardziej, że podobną ocenę przedstawił mi MKP, mój kumpel z Krakowa, gdzie jeździłem porobić zdjęcia. Obaj wyjechali w 1981 roku na Zachód, wściekli oraz rozczarowani. Potem, gdy usiadłem w Technice na CPO, musiałem przyznać im rację: „dzieci z Alei Róż” rozpracowywały inne „dzieci z Alei Róż”, a wszyscy zasłaniali się pałowanymi, zamykanymi za byle co robotnikami. Do robotników strzelano – „dzieci z Alei Róż” były bezpieczne. Wtedy znalazłem się w punkcie bez powrotu. Trudno!

W zakładach pracy było inaczej. Wiem to, bo ojciec mojej ówczesnej dziewczyny był robotnikiem. Oni uwierzyli i zapłacili za to największą cenę i w roku 1981 i 1989. To ich sprywatyzowano i wywalono na bruk, albo sprzedano w niewolę korporacji. „Dzieci z Alei Róż” wybrali im działaczy i przywódców.

Dlaczego to piszę? Nie wiecie? Myślcie co chcecie. Uważam, że 31 Sierpnia winien być wyłącznie świętem tych robotników, bo to dzięki nim wszyscy składacze kwiatów wypłynęli, a to robotnicy zapłacili za wszystko. W sumie, wszystko co piszę, piszę wyłącznie dla nich.

I jeszcze jedno: niech nikt nie myśli, że chcę się wybielić. Nigdy nikomu nie zrobiłem świństwa, chyba, że Rosjanom i tego nie żałuję. W dupie mam ustawę dezubekizacyjną, nie odwołam się, o czym piszę od dawna. Ze śmiechem obserwuję wzrost liczby działaczy antykomunistycznych, których liczba wzrasta wraz z upływem czasu od końca komuny. Nie wiem, zresztą, jak ta garstka komunistów, rządziła milionami antykomunistów. Hejtujcie, obrażajcie, a ja i tak nie zamknę się, nawet jeśli znów w pełnym euforycznego uniesienia przemówieniu, wystąpi minister Zieliński. Czas, proszę Państwa, czas jest okrutnym weryfikatorem i prawdziwym.

Jęsli chcecie udostępniać, to tylko z moim komentarzem, o co prosi zdezubekizowany krwawy kat i okrutny oprawca. Ach, ta poetyka pleonazmów! W sam raz dla MSW. Tego i tamtego.

Czytaj więcej.