Tego nie spodziewali się nawet najstarsi kibice śląskiego klubu – już od dwóch tygodni Piast Gliwice jest liderem ekstraklasy, a 6 – punktowa przewaga nad drugą drużyną nawet w przypadku przegranych kolejnych meczy daje mu co najmniej jeszcze trzy tygodnie pozostawania na czele tabeli. Faktycznie, Piast stał się sensacją sezonu.

W poprzednim raptem dwunasty, po przerwie wakacyjnej stał się najczęściej wygrywającym zespołem w lidze. Na koncie, prócz jednej porażki tradycyjnie już z Ruchem Chorzów, same zwycięstwa, m.in. z Legią Warszawa.

A przecież nie brakowało głosów, że ten sezon będzie ostatnim w ekstraklasie, i Piast znowu pogrąży się w rozgrywkach pierwszoligowych. Taki po prostu los drużyny za mocnej na słabszą, i za słabą na najmocniejszą ligę.

Wszystko dlatego, że w klubie nie ma już Kamila Wilczka, Konstantina Vassiljeva, Rubena Jurado, Tomasza Podgórskiego czy Carlosa Martineza.

Ba, nawet zmieniono trenera.

I to okazało się kluczem do sukcesu.

Nowy trener, Radoslav Latal, Czech, sprowadził do drużyny zawodników zza południowej granicy – Martina Nespora (Czech), Kamila Vacka (Czech) i Patrika Mraza. Ten ostatni co prawda Słowak, ale przecież grywał w czeskich klubach.

Jak widać choćby z układu tabeli „czeska szkoła futbolu” bije naszą zdecydowanie na głowę.

W ostatnim rankingu FIFA wyprzedzają nas co prawda już tylko o dwa miejsca, ale ciągle przecież są wyżej. http://boisko.info/ranking-fifa/

Może więc, przy okazji zbliżającej się zmiany zarządzających państwem, skorzystać także z innych doświadczeń Czechów?

Bo przecież nie tylko wyprzedzają nas w tym najbardziej widowiskowym sporcie.

Również średnia płaca jest tam wyższa od naszej o około 15% przy zdecydowanie mniejszym bezrobociu i emigracji (oczywiście liczonych w procentach).

U nas nie rozliczono funkcjonariuszy i pretorianów poprzedniego systemu. W środowisku sędziowskim naiwnie zdecydowano, że dokona samooczyszczenia, co doprowadziło nas do upadku wymiaru sprawiedliwości nie mającego odpowiednika nigdzie na świecie.

Tymczasem w Czechach…

Asumptem do wprowadzenia w życie ustawy lustracyjnej w byłej Czechosłowacji stał się raport specjalnej komisji parlamentarnej, tzw. Komisji 17 Listopada, która zwróciła uwagę na powiązania części deputowanych wybranego już w sposób demokratyczny parlamentu z StB (odpowiednik polskiej SB). W efekcie, w październiku 1991 r. słowaccy i czescy deputowani zdecydowali o konieczności przedstawiania zaświadczeń, wykluczających możliwość współpracy z komunistyczną służbą bezpieczeństwa przez wszystkich pracowników administracji państwowej, policji, wojska i więziennictwa oraz przez osoby zajmujące wyższe stanowiska kierownicze w publicznym radiu i telewizji, przedsiębiorstwach państwowych i spółkach z udziałem skarbu państwa. Ustawa zamknęła dostęp do powyższych instytucji także etatowym funkcjonariuszom StB, członkom czechosłowackiego ORMO, działaczom partii komunistycznej, od szczebla powiatowego wzwyż (z wyjątkiem okresu Praskiej Wiosny i osób represjonowanych później przez władze).

(…)

Latem 1993 r. parlament czeski przyjął ustawę, na mocy której określono, że w przypadku przestępstw politycznych reżimu komunistycznego, okres przedawnienia będzie się liczył nie od momentu popełnienia czynu przestępczego, ale od momentu praktycznej możliwości jego ścigania, czyli od 1990 r. Na mocy tej samej ustawy utworzono Urząd ds. Dokumentacji i Ścigania Zbrodni Komunizmu. Mimo silnego oporu lewicy oraz weta prezydenta Havla, argumentującego, że lustracja w Czechach „była dzieckiem rewolucji i jako taka przestała już być niezbędna”, prawicowa większość w parlamencie przeforsowała w 1995 r. przepis o przedłużeniu ważności ustawy lustracyjnej do końca 2000 r. Rok później parlament przyjął także ustawę o udostępnieniu zawartości teczek poszkodowanym obywatelom. Odpowiedź na pytanie o konkretny efekt tych wszystkich regulacji prawnych nie jest jednak, wbrew pozorom, oczywista.

Do chwili obecnej w Czechach wydano około ćwierć miliona zaświadczeń lustracyjnych, z czego tylko 1900 potwierdziło fakt aktywnej współpracy z komunistycznym reżimem. Około 400 osób się odwołało, z tego ponad setka wygrała proces i otrzymała odszkodowanie. Liczby te oznaczają, że obawy „setek tysięcy dyskryminowanych” okazały się, mówiąc delikatnie, przesadzone. Potwierdzają zarazem silne oddziaływanie prewencyjne ustawy. Wszak osoby pozytywnie zlustrowane to jedynie znikomy ułamek członków komunistycznej nomenklatury i współpracowników StB.

Z drugiej strony nie można nie zauważyć, że mnożą się ostatnio w Czechach przypadki udowodnienia sfałszowania oświadczenia lustracyjnego. Jak doniosła w styczniu br. czeska prasa, takowym legitymuje się na przykład Jan Steiss, przewodniczący Urzędu Prywatyzacyjnego. Trzeba też pamiętać, że spośród spraw wniesionych do prokuratury przez Urząd ds. Dokumentacji i Ścigania Zbrodni Komunizmu, których było dotąd łącznie nieco ponad 200, finał w sądzie znalazło dotąd niespełna tuzin. Dotyczą one stosunkowo drobnych przestępstw (głównie znęcania się nad więźniem).

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IK/czechy_lustracja.html

Piast Gliwice jest przykładem na to, jak bardzo „czeskie porządki” przynoszą efekt. Pora najwyższa, aby wprowadzić je na terenie kraju.