Czesław Kiszczak jako młody UBek torturował polską patriotkę Marię Holfeier. A po jego śmierci Michnik wraz z całą GieWu i byłymi eSBekami oddają hołdy katowi, a nie jego ofierze, która skazana jest na zapomnienie. Dziś, t.j. w dniu śmierci komunistycznego zbira i zbrodniarza Czesława Kiszczaka (05.11.2015) przypomniał mi owe dwa wymowne życiorysy Ryszard Bocian (KPN) z Krakowa. Odgrzebałem więc mój tekst prasowy * o tamtych pochówkach, by przy okazji obecnych „wspominek” co poniektórych, wybielających biografię tej antypolskiej kanalii, dać przykład i jasny przekaz, że na cmentarzach spoczywa mnóstwo osób, które mają zapisane naprawdę chlubne dokonania dla wolnej Ojczyzny.

HOLFEIEROWIE – CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!

Skromny pogrzeb, syn Paweł, garstka prawdziwych przyjaciół ducha (jak Ryszard Bocian) z Konfederacji Polski Niepodległej z Krakowa, parafianie z różnych kościołów, ludzie starsi, bo bohater miał prawie 90 lat, więc rówieśników z AK już po prostu jest garstka wśród żywych. Henryk Holfeier został pochowany 22.04.2013 na krakowskim cmentarzu w Batowicach obok żony Marii (zmarła w 2008 r.). Umarł nagle śmiercią naturalną w szpitalu w Hamburgu w Niemczech, gdzie Państwo Holfeierowie dożyli starości mieszkając od lat 90. u syna na emigracji.

Jako cichociemni po wysokich wyrokach, jak wielu ludzi okupacyjnego i powojennego podziemia, znaleźli się na uprzemysłowionym Śląsku, gdzie była szansa znalezienia pracy i gdzie miejscowi także mieli życiorysy, o które lepiej było nie pytać. Zamieszkali w „kresowym” Bytomiu, bo pani Maria była lwowianką z pochodzenia.

Oboje, jako konspiratorzy na wielką skalę, byli ludźmi wybitnymi, mieli ponadto wykształcenie przydatne dla gospodarki. Ona, mimo słabego zdrowia, bo schorowana po torturach i długoletnim ciężkim więzieniu, skończyła w 1958 r. Studium Ekonomii Przemysłu w Katowicach. Pan Henryk miał wykształcenie wyższe ekonomiczne, w latach 1956 – 1979 pełnił funkcję głównego specjalisty jako księgowy w Bytomskich Zakładach Przemysłu Terenowego. Czy ktoś pamięta ich wieloletni pobyt w tym mieście? Prosiłbym o listy do redakcji, z pewnością opublikujemy.

Ich losy to gotowy scenariusz filmowy – zakochanych równolatków, niepodległościowych konspiratorów, Żołnierzy Niezłomnych, potem rozłączonych długoletnich stalinowskich więźniów, później niejawnych działaczy Konfederacji Polski Niepodległej i „Solidarnościowej” w stanie wojennym i w antykomunistycznych kręgach duszpasterstw przykościelnych.

Maria, jako 19. letnia dziewczyna, ratując się przed wywózką na Sybir, uciekła ze Lwowa wstępując do prosowieckiej armii Berlinga. by w 1945 roku znaleźć się aż w sztabie generalnym Wojska Polskiego w Warszawie. Była piękną dziewczyną, bardzo inteligentną, znającą kilka języków – szybko awansowała i prowadziła tam biuro personalne. Jednocześnie była zakonspirowaną wtyczką podziemia, Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj.

Pan Henryk był ważnym, zaufanym kurierem wspomnianej Delegatury, z racji urodzenia i wychowania na terenach dawnego zaboru pruskiego w Gnieźnie znał dobrze niemiecki. W 1945 r. jeździł dwukrotnie do Włoch, dostarczał raporty do Ancony do generała Andersa. Za trzecim razem się nie udało. Był narzeczonym pięknej Marii, poznali się w konspiracji, wpadli na kurierskim szlaku, kiedy postanowiła uciekać z Polski. Zostali zatrzymani na granicy. Po męsku brał winę na siebie, co i tak niewiele pomogło.

Dostali długoletnie wyroki. Jak podaje Kazimierz Korabiński w opracowanym w 2011 r. biogramie Holfeiera Henryk otrzymał wyrok 12 lat więzienia „za szpiegostwo i przygotowywanie zamachu stanu z bronią w ręku”. Był więziony od 22.12.1947 r. w Warszawie w Pawilonie X na Mokotowie i potem we Wronkach; na wolność wyszedł po śmierci Stalina, po 8. latach w ramach pojawiającej się odwilży w 1955 r.

Piękna Maria, równolegle, dostała w tzw. kiblowym procesie ** „t y l k o” 8 lat. Przesłuchiwał ją – patrzcie, patrzcie, dziś salonowy Człowiek Honoru ! – m. in. młody porucznik Informacji Wojskowej, Czesław Kiszczak. On, kolaborant bezwzględnego najeźdźcy, ona, 23-letnia Niezłomna, potem Wyklęta. Prymitywnym oprawcom dano w łapska i pod buciory niejako „śliczną porcelanę”. Miała bardzo ciężkie śledztwo, stosowano tortury (tzw. żabki, stójki, mokry karc, dręczenie bezsennością etc). Po wyroku przez kilka lat nie wypuszczano jej z celi. Ciężko chora, wyszła warunkowo po 7. latach w 1954 r.

Holfeierowie znosili wszystko, udręki i rozłąkę – dla swej miłości, mimo murów i krat. Ich losy, jako więźniów politycznych, po ciężkich wyrokach i wyjściu na wolność w ramach „poluzowywania śruby” ok. 1956 r., to przykład trwania w niezłomności ludzi nieustraszonych w podtrzymywaniu wiary i narodowych idei. Nierozłączne wspieranie się w działaniach opozycyjnych dzięki zrywowi „Solidarności” i ożywieniu się wspólnot katolickich pod wodzą odważnych księży. Podupadły na zdrowiu Henryk w 1979 roku przechodzi w Bytomiu na rentę, potem dostaje emeryturę. Wtedy państwo Holfeierowie przenoszą swą aktywność do Krakowa, przeważnie przy pomocy podwawelskich parafian, a zwłaszcza bohaterskich kapłanów, których WIELKIE nazwiska pojawiają się w załączonych poniżej skróconych biografiach zmarłych.

Ważnym epizodem antykomunistycznej aktywności Holfeierów jest kościół parafialny w Juszczynie, patrząc ze Śląska, położony tuż za Makowem Podhalańskim. Rejon ten leży na granicy dwu aglomeracji, krakowskiej i katowickiej; lokują się tam od półwiecza letnicy i posiadacze dacz z obu miast, natomiast wówczas liczne rzesze braci górniczej codziennie na trzy zmiany zakładowe autobusy woziły do fedrownia pod ziemią, głównie w – legendarnej już dziś, z uwagi na odważny, podziemny strajk w stanie wojennym – kopalni „Piast”.

Otóż w 1986 r., wobec nacisków władz komunistycznych na kurię krakowską, został przeniesiony pod Maków odważny dobry znajomy państwa Holfeierów, ks. Adolf Chojnacki. Był on w latach 1981-1986 proboszczem parafii na krakowskim Starym Bieżanowie, został też wówczas jednym z kapelanów NSZZ „Solidarność” i brał udział w wydawaniu nielegalnych wydawnictw podziemnych. Potem w Juszczynie co miesiąc rozpoczął odprawianie Mszy Świętych za Ojczyznę. Współudział Henryka polegał na tym, że nagrywał odważne homilie ks. Chojnackiego i retransmitował na Zachód i w podziemiu, by wolne słowo szło w świat.

Doszło do tego, że w tym samym roku katowicka SB przygotowała zamach na jego życie, pozorując wypadek samochodowy. Wcześniej w Krakowie wybito szyby i zamalowano okna plebanii, przecięto opony w jego aucie, spalono garaż i otruto psy. Potem głośnym stał się list nawróconego pracownika bezpieki z więzienia w Katowicach, który wyznał o polecanym mu zadaniu zgładzenia księdza, czemu odmówił, więc spotkał się z szykanami, zamykaniem ust i sprokurowanym tłamszeniem w odosobnieniu. Można rzec przenośnie, że tak to słowo Boże, wytrwale rozsiewane przez Holfeierów, zmieniało nawet funkcjonariuszy, także na Śląsku. Sam brałem udział w tych patriotycznych mszach i słuchałem niezwykle odważnych homilii dla społeczności wiejskiej. Stanęły mi przed oczami eskapady przez pola na Juszczyńskich Polanach, gdzie trzeba było sprytnie omijać posterunki MO i szykany drogówki, by znaleźć się w tłumie wiernych pod kościołem. Pani Mario, Panie Henryku – a może skrzyżowaliśmy w trakcie katolickiego obrządku wiary wymowne spojrzenia wymieniając znak pokoju? Kto wie, kto wie…? – pomyślałem stojąc nad grobem ks. Chojnackiego w tymże Juszczynie.

Wspomina Ryszard Bocian, były prezes Oddziału Małopolskiego Związku KPN Kraków 1979-89:

„W latach 80. cała rodzina Pani Marii działała w KPN. Jedyny syn Państwa Holfeierów, ujęty po którejś demonstracji, wrócił po 48 godzinach z czarnymi plecami od zomowskich pałek. Rodzicom nawet nie drgnęły powieki, gdy szedł na kolejną demonstrację.”

I dodaje:

„Pani Maria była bardzo zaangażowana w pomoc więźniom politycznym, co zaowocowało w l. 90. asystenturą u ks. Franciszka Kołacza, kapelana więziennego i proboszcza Parafii Św. Józefa na krakowskim Podgórzu.Tamże w tzw. Kamieniołomie, za Jej wstawiennictwem u tego odważnego kapłana, odbyła sie druga tura rozbitego przez SB III Kongresu KPN w lutym 1989 r.”

Ich jedynak, syn Paweł, jako represjonowany za PRL działacz podziemnych struktur KPN, nie mogąc znaleźć pracy, wyjechał, początkowo w celach zarobkowych, do Niemiec, gdzie w efekcie zamieszkał na stałe. Jak czuli się tam nasi Żołnierze Wyklęci, pośród germańskiego żywiołu, z którym walczyli podczas wojny? Pan Henryk znał niemiecki z dzieciństwa, RFN oficjalnie pokajał się za zbrodnie i ostentacyjnie nawrócił na demokrację – można zatem przyjąć optykę, że naszym Bohaterom dało się tam jakoś trwać. Bo w Ojczyźnie nie zadbaliśmy, by Rosjanie czy Ukraińcy powiedzieli przepraszamy za swoje nieprzedawniające się mordy na Polakach… A i układ pookrągłostołowej zdrady to byłoby także, obrazowo mówiąc, niekomfortowe otocze dla takich jak oni, co o innej przecież Polsce, nie PRL-u Bis marzyli…

Życie bowiem Holfeierów jak w soczewce skupia skomplikowaną nadwiślańską wzniosłość i duchową przynależność do niezbywalnych narodowych wartości jakimi są Wolność i Niepodległość – których dotkliwą namiastkę mamy za oknem.

Na zakończenie przywołam tutaj piękne, zwięzłe słowa Ryszarda Bociana:
Cześć Ich JASNEJ pamięci!

Poniżej – pro memoria – umieszczam dwa bardzo skrócone biogramy tego – zasłużonego w walce o wolną Polskę – małżeństwa, Henryka Holfeiera i jego żony Marii, spisane w 2011 r. przez wspomnianego Kazimierza Korabińskiego.

HENRYK HOLFEIER, ur. 05.01.1924 r. w Gnieźnie, syn Maksymiliana i Leogardy. Zmarł 12.04.2013 w Hamburgu; pochowany na cmentarzu w Krakowie – Batowicach.
Członek Światowego Związku Armii Krajowej, w latach 80-tych członek KPN.
W 1983 r. współzałożyciel Związkowej Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Zajmował się fonografią, nagrywał na taśmy magnetofonowe m.in. homilie ks. Adolfa Chojnackiego, ks. Kazimierza Jancarza, ks. Isakowicza-Zaleskiego, ks. Stanisława Koniecznego. Przekazywał na zachód wiadomości z wydarzeń, które środki masowego przekazu PRL zakłamywały lub w ogóle o nich nie informowały.
W 1985 r. uczestnik protestu głodowego w Krakowie – Bieżanowie.
Współzałożyciel (listopad 1984 r.) Apostolstwa Świeckich im. ks. J. Popiełuszki w kościele Matki Boskiej Dobrej Rady w Krakowie – Prokocimiu.
W latach 1984 – 1989 organizował w kościele w Prokocimiu Msze za Ojczyznę; zapraszał do głoszenia kazań ks. Stanisława Koniecznego, ks. Tadeusza Isakowicza–Zaleskiego, ks. Adolfa Chojnackiego i innych niezłomnych księży.
W latach 80 – tych, mimo inwalidztwa, był bardzo aktywny, zbierał podpisy do władz PRL o uwolnienie więźniów politycznych i przywrócenie NSZZ Solidarność. Był obserwatorem w sądach podczas procesów działaczy podziemia.
W 1988 r. wyróżniony medalem „Plus Ultra” za wytrwałość w pracy o ideały „Solidarności”.
Dobry organizator, dzielny i wytrwały – swoim doświadczeniem wskazywał drogę do walki o niepodległość Państwa Polskiego.

MARIA HOLFEIER ur. 02.06.1924 r. we Lwowie, córka Grzegorza i Jadwigi.
Zmarła w 2008 r. – pochowana na cmentarzu w Krakowie – Batowicach.
1985 r. wspomagała protest głodowy w Krakowie – Bieżanowie (nie mogła głodować ze względu na zły stan zdrowia, ale była stale obecna przy głodujących).
W latach 1984 – 1989 organizatorka Mszy za Ojczyznę każdego 19. dnia miesiąca w kościele w Krakowie – Prokocimiu, współzałożycielka (wraz z mężem Henrykiem) Apostolstwa Świeckich im. ks. J. Popiełuszki przy parafii Matki Boskiej Dobrej Rady w Krakowie – Prokocimiu.
Wyróżniony uczestnik pogrzebu ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie na Żoliborzu (by niosła transparent z napisem „Solidarność”).
W latach 80-tych zaangażowana w pomoc więźniom politycznym, była obecna jako obserwator w kolegiach i sądach przy procesach ludzi podziemia.
Od 1982 do 1989 r. współorganizatorka corocznych spotkań opłatkowych opozycji w Krakowie – Prokocimiu.
W 1989 r. z ramienia KPN kandydatka w wyborach do Senatu RP.

Ryszard Bocian we wspomnianym na początku liście:
„Kiszczak nie spędził w życiu ani jednego dnia w więzieniu. Powinno się go zakopać gdzieś pod płotem jak wściekłego psa. A najlepiej na cmentarzu krasnoarmiejców w Ossowie.”

Autor: Zygmunt Korus

Przypisy:
* Tekst ukazał się w druku na łamach lokalnego tygodnika „Gazeta Śląska” nr 17-18 z dn. 25.04-09.05.2013.

** Proces kiblowy – charakterystyczny rodzaj procesu sądowego dla okresu stalinowskiego w Polsce (1944-1956). Nazwa wzięła się stąd, że proces oskarżonego odbywał się nie na sali sądowej, lecz w celi więziennej. Sędzia, ławnicy i ewentualnie inne osoby zajmowały krzesła lub prycze. W tej sytuacji sądzonemu jako jedyne miejsce do siedzenia pozostawał więc sedes. Procesy kiblowe były przeprowadzane z naruszeniem zasad rzetelnej procedury prawnej m. in. brak obrońców, rozprawa przeprowadzana poza salą sądową. Zazwyczaj wyrok był znany już przed rozprawą; często zapadały w ten sposób wyroki śmierci dla członków podziemia. Faktycznie były to mordy sądowe. Sędziowie orzekający w procesach kiblowych praktycznie uniknęli odpowiedzialności za swoje zbrodnie.

Źródła:
http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=325
http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1124
http://www.program7.pl/zmarl-henryk-holfeier/
http://historia.kpn-1979.pl/doku.php?id=maria_holfeier