To album o wyjątkowym, międzynarodowym rodowodzie. W pracach nad płytą wzięli udział artyści, muzycy i inżynierowie dźwięku pochodzący z Polski, Hiszpanii, Kuby, Wielkiej Brytanii i USA. Nagrania prowadzone były w Polsce oraz USA, jednak główną ich część z towarzyszeniem symfoników Palma de Mallorca zrealizowano na Majorce, stolicy archipelagu Balearów.
The Night (Out of the Shadows) https://youtu.be/VOy228pmeAE
S.A.D https://youtu.be/4p22gD9IxI0
Nobody Wins
Za każdy element dźwiękowej faktury albumu odpowiadają najwyższej próby muzycy i artyści, reprezentujący różne style i tradycje. Wśród nich takie postaci jak: Sheela Gathright, soulowa wokalistka pochodząca z Nowego Jorku, kubańska perkusistka Nailé Sosa Aragón, Miquel Brunet – pianista i jedna z najwybitniejszych współczesnych osobowości muzycznych Balearów, saksofonista Marcos Monge, skrzypek Enrique Barrenengoa, filharmonicy Palma de Mallorca, aż po godną reprezentację Polaków w postaci Agi Derlak, wybitnej pianistki jazzowej młodego pokolenia, rodzimego specjalisty od instrumentów orientalnych – Tomasza „Ragaboya” Osieckiego oraz znanego multiinstrumentalisty – Macieja Caputy.
Pomysłodawcami projektu są autor muzyki Tomasz Kudelski oraz producent Jacek Szabrański.
Tomasz Kudelski (rocznik 1976) – kompozytor, perkusista związany od początku z warszawskim zespołem Love De Vice, z którym nagrał dotychczas 3 albumy studyjne oraz jedno wydawnictwo koncertowe.
Jacek Szabrański (rocznik 1979) – producent muzyczny, aranżer, kompozytor i songwriter. Współzałożyciel i wieloletni członek zespołu The Car Is On Fire (nagroda Fryderyk 2006 za najlepszy album muzyki niezależnej), założyciel zespołu Nerwowe Wakacje oraz współtwórca kolektywu muzycznego No Cześć. Kompozytor muzyki do spektakli teatralnych. Współzałożyciel oficyny wydawniczej Wytwórnia Krajowa. Właściciel, inżynier dźwięku i realizator miksów w Latające Studio.
Od premiery albumu „Call the Distant” minęło już trochę czasu – jesteś zadowolony z odbioru płyty?
Tomasz Kudelski: Odbiór płyty był bardzo dobry momentami wręcz entuzjastyczny. Bardzo mnie to cieszy, że są osoby, które zaakceptowały moje spojrzenie i pomysł na muzykę. Choć też nie popadajmy w zbytni zachwyt – byłem twórcą niszowym i takim też pozostanę. Tak więc osoby słuchające mojej muzyki mogą cieszyć się pewną elitarnością. Biorąc pod uwagę jak trudny jest rynek muzyczny to uważam to wciąż za spory sukces zwłaszcza, że dotyczy on niezależnego artysty w średnim wieku, który dotychczas bębnił na płytach zespołu Love De Vice (o którym się mówi, że to świetny zespół, ale popularności mu rzekomo należnej nigdy nie osiągnął) i nagrał płytę z instrumentalną muzyką nie przystającą specjalnie do oczekiwań dzisiejszego świata.
Jaka opinia o Twojej twórczości najbardziej Cię zadziwiła?
T.K.: Chyba ta, gdy zostałem zaliczony do twórców muzyki filmowej młodego pokolenia. Jak widać wszystko zależy od punktu odniesienia i co rozumiemy przez młody. W kategorii wieku w muzyce filmowej jestem może stosunkowo młody lecz z perspektywy innych gatunków muzyki jestem już młodym „dinozaurem”. Czerpałem inspirację z muzyki ilustracyjnej i filmowej choć, jako że wywodzę się z rocka, to myślę, że w mocno hermetycznym i artystycznie erudycyjnym świecie muzyki filmowej, wiele nie zawojuję, nikt raczej nie weźmie tam mojej twórczości do końca na serio. Tak więc wyobrażam sobie czasami, jak czuł się Paul McCartney gdy zaczął flirt z muzyką klasyczną oczywiście przy całej przepaści, która dzieli mnie i basistę the Beatles.
Który z utworów z płyty jest Twoim ulubionym i dlaczego?
T.K.: Wszystkie bardzo lubię, bo inaczej nigdy nie ukazałyby się na płycie. To moje dzieci i wszystkie je kocham i jestem z nich dumny, ale chyba najbardziej zadowolony jestem z „Road to Orient”. Połączenie intymności ukulele, wschodniego klimatu wygenerowanego przez instrumenty perkusyjne oraz brzmienia orkiestry wyszło bardzo fajnie, udało się połączyć wszystko w dobrych proporcjach i robi to spore wrażenie przynajmniej na mnie.
Jakie cele stawiasz sobie w pracy artystycznej? Wiem, że to Twoje bardziej hobbistyczne zajęcie, ale za każdym działaniem stoi jakiś cel.
T.K.: To jest jakaś wewnętrzna potrzeba ekspresji, która nie ma celu innego niż zadowolenie autora. Ja nagrywam muzykę, która mi się podoba sprawia mi to frajdę i satysfakcję zrobienie czegoś, czego nie było. Sformułowanie hobbistycznie sugeruje tylko trochę jakieś takie chałupnicze podejście do tematu, co akurat w tym przypadku nie miało miejsca. Tu wszystko odbyło się bardzo profesjonalnie, na każdym etapie produkcji. Poświęciłem tej płycie kilka lat mojego życia. Myślę, że wbrew pozorom niewiele płyt powstało w warunkach takiej dbałości o końcowy efekt. Ale tak, nie jestem osobą zajmującą się zawodowo muzyką. Jak wszystko w życiu ma to swoje dobre i złe strony.
W jaki sposób twoja praca komentuje aktualne problemy społeczne lub polityczne?
T.K.: Politycznie, na zasadzie jakiegoś manifestu poglądów, to w żaden. Mam dosyć wyraźne spojrzenie na rzeczywistość, które można określić mianem liberalnego, a społecznie to nawet lewackiego. Lecz moja muzyka na poziomie czysto artystycznym pozbawiona jest podtekstu politycznego. Ja odbieram muzykę na poziomie emocji oraz piękna. Muzyka powstaje w określonych okolicznościach osobistych czy społecznych, ale nie jest ona w swoim zamierzeniu komentarzem do bieżących wydarzeń politycznych, jeżeli ona dotyka jakiejś sfery to bardziej refleksji emocjonalnej czy pokoleniowej, lęków i niepokojów które są powszechne, ale nie są to nie utwory, które wpisuję „w winę Tuska” czy wspierają ruch „ośmiu gwiazdek”. Też mam świadomość, że słuchają mnie osoby o różnej wrażliwości politycznej. Nie mam zamiaru swoją twórczością dodatkowo polaryzować bolesnej rzeczywistości. Choć np. w kontekście promocji płyty miałem ciekawą rozmowę z moim niemalże 15 letnim synem, dla którego tematy społeczno-polityczne są bardzo ważne i który jest w tych kwestiach dużo bardziej pryncypialny niż ja i pod jego wpływem, wiem, że pewnych instytucji nie odwiedzę, nawet gdyby mnie tam zapraszano…
Jak oceniasz kondycję muzyki współczesnej w Polsce i na świecie?
T.K.: Rozmawiamy dzień po ogłoszeniu wyników Fryderyków, które momentami wyglądały jak spotkanie sympatyków kółka wzajemnej adoracji. Popularność nie musi determinować jakości, ani na odwrót, ale ze względu na subiektywność ocen – popularność i masowość jest chyba wciąż najbardziej obiektywnym miernikiem. Jaki jest mainstream, radiowo- telewizyjny to trochę każdy widzi, zwłaszcza ten, kto chce zobaczyć. Nie chcę jednak zabrzmieć jak dziadek wzdychający, że za jego czasów wszystko było lepsze łącznie z muzyką. Powstaje bardzo dużo muzyki i w mojej ocenie też dużo interesującej. Sztuką jest do niej dotrzeć, ale ona gdzieś tam jest, trzeba tylko niestety poświęcić czas i energię, aby do niej dotrzeć. To jest zresztą tak subiektywny temat, że mówienie o kondycji muzyki, trochę mija się z celem. Muzyka jest nierozerwalnie złączona ze światem mediów, przemian kulturowych, społecznych, jak również technologicznych. Wszystko to generuje nowe możliwości, ale i zagrożenia. Muzyka będzie się zmieniać, bo każde kolejne pokolenie jest inne i korzysta z innych doświadczeń, ma inną wrażliwość problemy otoczenie. Fakt jest taki, że dzięki postępowi w technologii pewnie nigdy muzyki nie powstawało tak dużo co dzisiaj. Z drugiej strony mam wrażenie, że świat, w którym muzycy muzyka czy style muzyczne rządziły masową wyobraźnią trochę przeminął, a w muzyka stała się produktem często jednorazowego użytku. Ta swoista „produktowość” i powiązana z nią „celebrytyzacja” powoduje, że działalność artystyczna staje się czasami ubocznym efektem popularności danej osoby. Można reklamować pastę do zębów i nagrać płytę, zatańczyć, zaśpiewać i wypowiedzieć się na każdy temat.
Czy jednak ktoś z młodych twórców wywarł na Tobie szczególne wrażenie ostatnio?
T.K.: Pytanie co to znaczy dzisiaj młody twórca w kontekście, że sam też jestem zaliczany do tej kategorii. Moim ulubionym zespołem jest Deep Purple gdzie muzycy powoli dobijają do osiemdziesiątki. Nie mam jednak wrażenia, że wiek jest decydujący. Nie jestem nie wiadomo jak otwarty na nowe doznania i muzyka od nastolatek kierowana do nastolatek prawdopodobnie nie wywoła u mnie przyśpieszonego bicia serca. Mam 12 letnią córkę więc ona ze mną w samochodzie słucha „Anya” czy „Highway Star” Deep Purple, a w szkole z koleżankami Biankę „Solo”. Sporo słucham ostatnio muzyki artystów wywodzących się ze Skandynawii czy Islandii choć przyznam, że nie bardzo śledzę ich wiek, ale odpowiada mi ich melancholijne podejście do melodii.
Co uważasz za swój największy dotychczasowy sukces muzyczny?
T.K.: Chyba pierwszą płytę Love De Vice „Dreamland”. Sam fakt, że się ukazała, pozwolił nam zdobyć przyczółki zainteresowania i zaistnieć na obrzeżach ludzkiej świadomości. Wszystko inne było trochę tego pochodną.
Twoje pozamuzyczne zainteresowania i pasje?
T.K.: Biegi, rower, taniec i James Bond….
Nie jesteś zbyt aktywny w social mediach. Z czego to wynika?
T.K.: A to ciekawy pogląd, bo przez ostatnie pół roku mam wrażenie jakbym niczym innym się zajmował niż generowaniem contentu. Był moment, kiedy miałem wrażenie, że wyskakuję z każdej lodówki.
Wszystko ma jednak swoje granice i potrzeba popularności nie jest u mnie dominującą. Pokoleniowo pamiętam jeszcze czasy bez social mediów i nie czuję potrzeby narzucania światu, czy może swojemu otoczeniu, swojej osoby bez specjalnego powodu. Ile razy mam napisać, że wydałem, płytę, singiel czy wideoklip? Nie czuję się też na siłach paradować w sukniach ślubnych… Staram się utrzymywać relację z osobami słuchającymi mojej muzyki, co jest wciąż możliwe dzięki niezbyt nachalnej popularności. Ale to wszystko zajmuje czas, bardzo dużo czasu a czas jest wszystkim co mamy…
Zawsze gdy przesadzam, przyjdzie córka i powie w prostych żołnierskich słowach, „tato po co się tak męczysz i tak nie będziesz nikim znanym”. Wiem, że to nie jest tak, że muzyka sama się obroni, ale też nie jest tak, że dla muzyki czy popularności poświęcę więcej niż uważam za stosowne.
A śledzisz innych artystów np. na Tik Toku?
T.K.: Śledzę Deep Purple zespół, którego jestem wiernym fanem od 30 lat. Przez FB obserwuję to co się dzieje na rynku muzycznym, na którym działam i artystów na swój sposób podobnych do mnie. Ale są granice nie działam na Tik Toku (może powinien żałować), który uważam za wychodzący za zdecydowanie poza granice mojego komfortu…. wystarczająco duże problemy mam z Instagramem…
Jakie plany muzyczne na kolejną połowę roku?
T.K.: Przede mną premiera wersji winylowej płyty „Call the Distant”. Planujemy też z Love De Vice nową dawno zaległą płytę i chyba chwilowo to mnie będzie muzycznie angażować
Powodzenia i dziękuję za rozmowę!
Tomasz Kudelskiego znajdziecie:
https://www.youtube.com/channel/UCFNfmc9sdDu57-kI4tPikVQ
https://www.facebook.com/kudelski/



Zostaw komentarz