W minioną sobotę, odbył się zlot uczniów podwarszawskiego liceum, do którego uczęszczałem na początku lat 70-tych. W przeddzień spotkania wybrałem się do „Złotych Tarasów”, żeby sprawić sobie godny przyodziewek. Zdecydowałem się na zakup wiosennej kurteczki w kolorze granatowym, który obsługująca mnie ekspedientka, nie wiedzieć czemu, uparcie nazywała – blue navy. Sportowy krój kurtki miał akcentować młodzieńczy wigor jej właściciela. Do kapoty dokupiłem trzewiki – też w kolorze blue navy. Taki wystrojony, pełen wigoru i nieokreślonych nadziei w kolorze blue, wyruszyłem na spotkanie z przeszłością. Ponieważ nowe obuwie uwierało mnie, jak cholera, więc do knajpy, gdzie odbywało się spotkanie, przyszedłem w starych klapkach. Przed wejściem do lokalu wyrzuciłem klapki do kosza, a na nogi wcisnąłem nowe buty.
Tak naprawdę to niewiele łączyło mnie z tamtym liceum. Trafiłem do niego po przeprowadzce z wielkopolskiego miasteczka. Kleczew i Warszawa to były dwa różne światy. Pamiętam, z jaką zazdrością patrzyłem na nowych kolegów, którzy podczas przerw śródlekcyjnych siedzieli w swobodnych pozach na podłodze szkolnego korytarza. Odziani w markowe dżinsy chłopcy, potrząsali bitlesowskimi grzywami, popisując się znajomością angielskich kapel rockowych.
Zaś w kleczewskim liceum musieliśmy byli nosić stylonowe fartuszki z przypinanymi kołnierzykami, a na przerwach kazano nam chodzić parami wokół korytarza pod czujnym okiem nauczycieli.
Nie chcąc być gorszy od Warszawiaków, uprosiłem rodziców, żeby kupili mi dżinsy w Pewexie. Spodnie kosztowały 7 dolaro-bonów i nazywały się Rifle. Ale nazw angielskich zespołów rockowych nie nauczyłem się nigdy. To nie był mój świat. Nic dziwnego, że długo w nim miejsca nie zagrzałem. Rifle też nie pomogły.
Maturę zdawałem w liceum wieczorowym, do którego uciekłem, chroniąc się przed niepowodzeniami szkolnymi w podwarszawskim ogólniaku. Dzisiaj wiem, że moje trudności w nauce spowodowane były syndromem nazywanym – Attention Deficyt Disorder, na który cierpiałem. We współczesnej szkole ADD to częste zaburzenie u uczniów. Ale 50-ąt lat temu, nikt o nim nie słyszał.
A na spotkanie po latach przyszedłem wyłącznie z powodu dziewczyny. To dla niej wystroiłem się cały w blue-navy. Zgadnijcie dla której?
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz