Jak zapewne wielu moich przyjaciół i znajomych, pójdę w niedzielę wieczorem na publiczny protest w Warszawie. Ale jak zapewne większość z tych co odpowiedzą na apel Tuska, bez wielkiej wiary, że to coś da.

Nie spodziewam się tłumów. Bo przywiązanie dużej części Polaków do Unii Europejskiej wydaje mi się słabe i powierzchowne, mimo krzepiących oficjalnych statystyk poparcia i podtrzymywanej gromko chęci pozostania w tej organizacji. Natomiast poparcie dla formacji obecnie rządzącej, choć rządzi źle, w moim głębokim przekonaniu ma długie korzenie i pozostaje silne.

Dlaczego?

Skąd oba te zjawiska – obojętność wobec Unii, która Polsce nieźle służy, i miłość wobec ***** ***, który wpycha nas wszystkich w cholerne tarapaty, praktycznie dając gwarancję, że kolejne pokolenia ubogich Polaków bedą znów mogły dzielnie walczyć o wolność?

W czasach zamierzchłych, kiedy kwitł „cud” Gierka a ja robiłem pierwsze kroki jako reporter, mój już wtedy wybitny kolega w warszawskiej KULTURZE, przyszły konstytucjonalista Wiktor Osiatyński, twierdził, że motorem historii nie jest żadna walka klas, tylko walka o to, kto się wdrapie na „pańską bryczkę.” Im dłużej żyję w moim kraju, tym bardziej ta diagnoza wydaje mi się słuszna.

Cud i pancerna odporność PiSu polega na tym, że wpuścił on na pańską bryczkę nieprzebrane rzesze ludzi, który za poprzednich rządów nie mogli marzyć ani o karierach, ani porządnych dochodach. „Nasza Beatka” została panią premier; drzwi do najwyższych trybunałów i innych kluczowych instytucji otworzyły się dla nieudanych prawników i naukowców, którzy „profesorami” mogą byc tylko w obszarze post-radzieckim; instytucje kultury i media poszły w ręce cyników, świrów i najniezdolniejszych spośród frustratów; kluczowe stanowiska państwowe trafiły do absolwentów szkół zawodowych a w gospodarce tysiące fuch, od największych koncernów po tycie przedsiębiorstewka w gminach, powędrowało do „swojaków” co to, żeby zacytować klasyka, „ani be, ani me ani kukuryku.”

To teraz jest państwo, jak się modnie określa, „klasy ludowej,” i ona jest z niego zadowolona. „Naród” po raz pierwszy ma poczucie, że naprawdę jest solą tej ziemi i rządzi. Pod żadnymi innymi rządami samopoczucie klasy ludowej nie było tak dobre. I nie opowiadajcie, mi proszę, o złodziejstwie i skandalach, bo to przecież się nie liczy tak naprawdę; „wszyscy to robią.”

I ta część Polaków nigdy nie czuła, że w Unii Europejskiej jest ich miejsce. Że jesteśmy w tej Europie naprawdę i mamy tam coś do powiedzenia. I że te frajerskie pieniądze z unii bedą przychodziły długo. Było fajnie, ale przecież kiedyś musiało się skończyć. Jeśli Jarosław Polskę Zbaw powie, że „cza z tą unią coś zrobić, bo sie tam Niemce panoszą,” to znaczy, że tak jest. Płakać za Brukselą lud polski nie będzie – przynajmniej przez pierwsze lata. A potem tylko westchnie, że znów nas Żydzi i Niemcy załatwili…

Mentalność folwarczna (to inny ulubiony wątek Wiktora, nawet książeczkę o tym bodaj w latach 1990-tych napisał) każe się wspinać na pańska bryczkę po trupach, a potem z Europy szybko wyp….lać. Za czasów mojej babki mówiło się na takie związki jak Polski z unią – mezalians.

Więc będę tam w niedzielę, wypatrując znajomych na placu przed Zamkiem Królewskim. Przyjdzie ich pewnie sporo, ale nie dość, by „zrobić różnicę.” Bo choć lud mamy obecnie mocny, karma dla opozycji nie jest dobra, system wyborczy wymaga trudno osiągalnej jedności a o ważności wyborów zadecydują ci nowi w Sądzie Najwyższym.

Będę się czuł trochę jak facet, który sadzi drzewo choć wie, że jutro jego mezalians się kończy. Ale tylko tak warto. Do zobaczenia!

Fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta/ zamieszczono na zasadzie prawa do cytatu za https://wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/7,173931,27662721,bronimy-polski-europejskiej-demonstracje-w-niedziele-10-pazdziernika.html

Autor: Mariusz Ziomecki
Polski pisarz, dziennikarz i publicysta. Do 1981 był dziennikarzem warszawskiej Kultury. W 1982 wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował jako jeden z głównych komentatorów dziennika The Detroit Free Press. W latach 1998–2000 dzielił funkcję redaktora naczelnego dwutygodnika Komputer Świat z Wiesławem Małeckim. Następnie w 2003 roku objął funkcję redaktora naczelnego dziennika Super Express (w 2006 roku zastąpił go Tomasz Lachowicz). Redaktor naczelny tygodnika Przekrój od 2006 roku (kiedy zastąpił na tym stanowisku Piotra Najsztuba) do lipca 2007 (stanowisko przejął Jacek Kowalczyk). W latach 2007–2008 był redaktorem naczelnym Superstacji i prowadził program Rezonans. Od września 2008 roku wydawca programu Konfrontacje w Polsacie, a od maja 2009 do końca lutego 2010 redaktor naczelny serwisu publicystycznego redakcja.pl. Od listopada 2009 do maja 2010 był redaktorem sponsorowanego przez Narodowy Bank Polski serwisu internetowego ObserwatorFinansowy.pl i jednocześnie doradcą Prezesa NBP. Następnie pracował dla firmy kosmetycznej Inglot. Od 2014 do 2018 roku na antenie Polsat News 2 prowadził program publicystyczny „Prawy do lewego, lewy do prawego”. Ma dwójkę dzieci, córkę Zuzę i syna. Jego pierwszą żoną była Ewa Junczyk-Ziomecka.