Próżno szukać planów gospodarczych obecnej oPOzycji. Bo tak naprawdę nie ma ich i nie będzie. Wszak leciutko tylko trawestując Trzaskowskiego – po co nam plany gospodarcze, skoro takowe już są w Berlinie?

Totalitarna oPOzycja jedyne, co ma do zaoferowania społeczeństwu, to pogrzebanie nawet tych szczątkowych reform wymiaru sprawiedliwości, jakie udało się dotąd przeprowadzić.

Oto niejaki dr hab. Bartłomiej Nowotarski nazwany przez OKO.press prawnikiem konstytucjonalistą pomimo tego, że od lat jest politologiem. Ba, nawet wyjątkowo mu przychylna wikipedia pisze bez ogródek:

Jest nauczycielem akademickim w Katedrze Filozofii i Komunikacji Społecznej Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. W 2013 uzyskał w Instytucie Politologii Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego na podstawie dorobku naukowego i rozprawy pt. Jak budować a jak burzyć demokracje. Studia nad konsolidacją nowych demokracji w XX i XXI wieku stopień doktora habilitowanego nauk społecznych w zakresie nauk o polityce, specjalność: systemy polityczne.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bart%C5%82omiej_Nowotarski

Czytamy tam również, że dr hab. Nowotarski Był wśród założycieli ROAD, z którym przystąpił do Unii Demokratycznej, w której pełnił funkcję przewodniczącego Rady Politycznej. Następnie działał w Unii Wolności i Partii Demokratycznej (był przewodniczącym jej dolnośląskich struktur), z której w październiku 2009 przeszedł do Stronnictwa Demokratycznego.

Jest to więc ideologiczny kumpel grypsera Frasyniuka.

W tekście Demokracji na odsiecz. Potrzebujemy pięciu redut obronnych praworządności w Polsce

opublikowanym 23 października 2021 r. pan doktor habilitowany politolog pisze:

W ostatnim okresie eksperci co najmniej dwóch ważnych środowisk: stowarzyszenia #Wolne Sądy oraz Polski 2050 Szymona Hołowni (a wcześniej debatowano w tej sprawie także w Fundacji Batorego) przedstawili zarysy i postulaty – w przeciwieństwie do projektu Ziobry i PiS – rzetelnej reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości. Tak w wymiarze przywracania praworządności po rządach PiS, jak i wizji zdecydowanej naprawy całego systemu w przyszłej odnowionej polskiej demokracji.

W pierwszej kwestii będzie chodziło oczywiście głównie o odzyskanie przez system gwarancji sędziowskiej niezależności oraz rozliczenie z niepraworządną przeszłością, w drugiej, o wszystko inne. A że będzie co robić, pokazują różne wskaźniki utrzymującego się, przez całe lata przed 2015 rokiem, poziomu jakości polskiej praworządności, wahające się pomiędzy 70-75 proc. zagregowanej jakości, w porównaniu z czołówką państw OECD (oraz skandynawskich), które osiągają pułapy od 95 do 100 proc.

https://oko.press/demokracji-na-odsiecz-potrzebujemy-pieciu-redut-obronnych-praworzadnosci-w-polsce/

Innymi słowy prawie co trzeci wyrok jest do… niczego. Stąd, i tylko stąd bierze się taka popularność programu Państwo w Państwie czy nawet… Uwaga.

Ryzyko skrzywdzenia przez sąd jest bowiem prawie dwa razy większe niż ryzyko śmierci w tzw. ruskiej ruletce.

Ale to nie jest problemem wg pana doktora habilitowanego politologii.

Oto najważniejsze zadanie, jakie po utraceniu przez PiS władzy stanie przed dzisiejszą oPOzycją:

Dziś już nie ma wątpliwości, że budowa reputacji społecznej polskiego wymiaru sprawiedliwości będzie rzeczą najważniejszą.

Problem w tym, jak politolog Nowotarski widzi tą budowę.

Przede wszystkim poprzez odbudowanie starych zasad funkcjonowania KRS:

Standardy świata demokratycznego, w tym Deklaracja z Palermo Rady Europy (1994), wyraźnie sugerują rzecz najważniejszą, że co najmniej połowa składu KRS powinna pochodzić z rekomendacji samego sędziowskiego środowiska.

Prawo tego najistotniejszego środowiska do posiadania swoich reprezentantów w KRS przez obecnie rządzących zostało kompletnie zakwestionowane. A to jedyna sprawdzona gwarancja, że organ ten będzie stać na straży niezależności sędziów.

Zatem zdecydowanie nie wystarcza – jak obecnie w Polsce – że większość KRS należy do sędziów, skoro są nominatami władzy politycznej.

(op. cit.)

Ta „władza polityczna” tak naprawdę to władza Narodu sprawowana przez swoich przedstawicieli (vide: art. 4 Konstytucji).

Pan doktor (w ślad za wieloma innymi, jest bowiem wtórny aż do bulu) kwestionuje zatem Naród jako Suwerena.

Ba, idąc tokiem jego myślenia otrzymujemy paradoks KRS. Oto sędzia, przedstawiony do nominacji przez stary KRS (a nawet nominowany przez Radę Państwa PRL) jest w pełni niezawisły. Jeśli jednak ten sam sędzia zostanie powołany do KRS z miejsca zapomina o jakiejkolwiek niezawisłości i staje się obrzydliwym nominatem PiSowskim.

Prawda, jakie to przekonujące? 😉

A może w ten sposób pan doktor chce nam przekazać, że podobnie jak wśród doktorów politologów również w środowisku sędziowskim trafiają się różne swołocze?

No i jakąż mamy gwarancję, że sami sędziowie takich swołoczy również nie wybiorą?

Przy okazji pan politolog pokazuje nam, że totalitarna oPOzycja nie zamierza niczego zrobić w kwestii odpowiedzialności sędziów. Oto akapit, szumnie zatytułowany

Odpowiedzialność sędziów

Także w USA odpowiedzialność była prawdziwą stopą achillesową systemu, ponieważ egzekwowana w ramach samej korporacji zawsze szwankowała, a uprzednie nominacje gubernatorskie czy pochodzące od stanowych legislatyw zbyt uzależniały sędziów od polityków.

Rewolucję zapoczątkował stan Missisipi w 1912 roku wprowadzając powszechne wybory. Niestety, wszystkie możliwe wady tego rozwiązania dały szybko o sobie znać. Kandydatów zaczęły wystawiać i opłacać ich kampanie partie polityczne, nierzadko też zorganizowana przestępczość.

Widzieliśmy to niejednokrotnie na filmach amerykańskich o latach 30. XX wieku. Pierwszy, który zareagował na patologie był stan Missouri (1942) i wprowadził do gry merytoryczną komisję selekcjonującą sędziów, jeszcze przed nominacjami gubernatorów i wyborami. Dodatkowo odpowiedzialność dyscyplinarną przeniesiono do sądów wyższych instancji.

W sumie pomysł na budowanie reputacji i społecznej legitymacji sędziów w oparciu o wybory okazał się taki sobie, ponieważ wybory nierywalizacyjne zaczęły wykazywać się niezmiernie słabą wyborczą frekwencją.

(op. cit.)

A co nas obchodzi Ameryka z lat 1930-tych? Tymczasem ani słowa nt. systemu odpowiedzialności sędziów po skasowaniu Izby Dyscyplinarnej SN.

Żeby było weselej odpowiedzialność sędziów wg pana politologa jest jednym z czterech filarów budowy reputacji sędziowskiej w Polsce. Jak widać filar ten… nie istnieje.

Wróćmy jednak do najważniejszego, co pan doktor przedstawia z podziwu godną szczerością.

Nasza droga do demokracji, po epizodzie rządów tzw. Zjednoczonej Prawicy, tylko w części będzie powrotem do demokracji sprzed 2015 roku, ponieważ trzeba się będzie rozliczyć z niepraworządną przeszłością i usunąć wszelkie naruszenia praworządności.

(op. cit.)

Za „ekspertami” inicjatywy „Wolne Sądy” politolog Bartłomiej Nowotarski rozróżnia dwie hipotetyczne sytuacje powstałe w wyniku nadchodzących wyborów. Dzisiejsza oPOzycja będzie miała większość wystarczającą do zmiany Konstytucji, albo będzie dysponowała jedynie zwykłą. W zależności od takiej będą podjęte działania.

W pierwszym przypadku ustawą konstytucyjną będzie można zarazem dokonać głębszej reformy wymiaru sprawiedliwości, jak i – w przepisach przejściowych – uchylić kadencje nominacji dokonanych z naruszeniem Konstytucji RP (np. w TK, SN czy KRS) – o co zresztą wnoszą obie ekspertyzy.

Natomiast w przypadku braku konstytucyjnej większości droga będzie bardziej skomplikowana i zróżnicowana, ale także w pełni realna.

W tekście adresowanym jednak nie wyłącznie do prawników nie będę wikłać się w typowo prawniczy dyskurs. Tym bardziej że szłoby po prostu o wytyczenie głównych kierunków postępowania przy przywracaniu praworządności.

Obie ekspertyzy:

po pierwsze, zasadnie wskazują na drogę ustawową. Z powodu opinii publicznej powinny to być tzw. ustawy interpretacyjne, dokładnie opisujące społeczeństwu powody i cele regulacji. To samo dotyczyć powinno także przyszłych uchwał Sejmu uchylających uchwały niegdyś powołujące do TK tzw. dublerów.

po drugie, proces naprawczy powinien być w całości realizacją orzecznictwa sądów europejskich, skoro polskie sądy są systemu tego immanentną częścią. Co więcej, do tego czasu uprawnione polskie podmioty powinny jak najwięcej istotnych dla demokracji kwestii wnosić na wokandy tych sądów. Szacunek do demokratycznych wartości łączy ich i nas.

po trzecie, co nie mniej ważne, inicjować należy także przed polskimi sądami np. kwestie niekonstytucyjnie obsadzonych składów wyrokujących.

po czwarte, wykonać orzeczenia TK z 2015 roku (K34/15, K35/15, K47/15 ) m. in. pozwalające uznać powołanie sędziów – dublerów za niebyłe.

po piąte, przyjdzie nam wznawiać (instytucja warta rozważenia) lub wszczynać nowepostępowania przed TK w celu uchylenia ewidentnie naciąganych jego orzeczeń np. związanych z wygaszeniem niedokończonych kadencji sędziów poprzedniej KRS (art. 37 ust. 1, pkt.1, lit. e ustawy). Przy czym dla zabezpieczenia efektywności tych przyszłych procesów sugerowałbym ustawową reorganizację TK wprowadzającą dwuinstancyjność postępowania przed Trybunałem.

po szóste, przyjdzie zapewne prowadzić postępowania dyscyplinarne (np. wg zasad etyki zawodowej z 2003 r.) oraz związane z nadużyciem lub niedopełnieniem obowiązku przez niektórych sędziów TK czy KRS.

Komisja prawdy i zadośćuczynienia

Swoistym zwieńczeniem powyższych procedur powinna być – mocno społecznie zakorzeniona – powołana przez parlament komisja prawdy i zadośćuczynienia. Jej zadaniem byłoby

po pierwsze, ustalenie naruszeń konstytucyjnej demokracji, tak w dziedzinie stanowienia, jak i stosowania prawa, w szczególności aktów: tzw. abuzywnego konstytucjonalizmu czy abuzywnego legalizmu (czyli naruszania Konstytucji w pozorach legalizmu), zaistnieniu sytuacji „spisku” władz (nieformalnej kooperacji lub nacisków) skierowanego przeciw zasadzie rozdziału władz.

po drugie, jej zadaniem byłoby ustalenie reguł zadośćuczynienia poszkodowanym w obronie polskiej konstytucyjnej demokracji.

(op. cit.)

I to prawdopodobnie jest clou zamierzonej różowej sanacji.

Po pierwsze – przywrócić pełną niezależność trzeciej władzy od Narodu poprzez usunięcie nawet tak kosmetycznych rozwiązań jak powoływanie członków KRS spośród sędziów przez Parlament.

Po drugie – ukarać, a przede wszystkim usunąć tych, którzy w opinii często nominowanych jeszcze przez Radę Państwa sędziów sprzeniewierzyli się zasadzie niezawisłości dając się przedstawić do nominacji prezydenckiej „upolitycznionej” KRS.

Po trzecie – obficie nagrodzić za sędziowskie warcholstwo i podkopywanie zasad państwa prawnego.

A co do odpowiedzialności sędziów możemy sobie śmiało podyskutować. Tyle, że o Ameryce.

Najzabawniejsze jest jednak kuglowanie liczbami.

Nie ulega wątpliwości, że do 2015 roku zaufanie społeczne do polskiego wymiaru sprawiedliwości nie plasowało się wysoko. Zaufanie do prawa jako takiego oraz sądów jako instytucji kształtowało się na poziomie 37-42 proc. Choć z oceną tylko samej bezstronności było dużo lepiej (ok. 60 proc. w 2010 r., kraje skandynawskie ok. 75-80 proc. – wg. European Social Survey). Ważnym problemem była jednak tendencja spadkowa zaufania, także ogólnie do samego państwa (z 48 proc. w 2008 roku do 35 proc. w 2015).

W 2019 roku już zaledwie 40 proc. (przypomnijmy: w 2010 roku ok. 60 proc.) Polaków wierzyło w niezależność i bezstronność naszych sądów (też wg. European Social Survey).

(op. cit.)

Pan doktor w swoim zacietrzewieniu najwyraźniej przeoczył, że przytoczone przez niego dane wskazują wyraźnie na niewielki wzrost liczby Polaków wierzących w niezależność i bezstronność sądów właśnie za rządów PiS – z 37% w ostatnim roku rządów PO-PSL do 40% w 2019.

Natomiast nic chyba bardziej nie obnaża myślenia dr Nowotarskiego jak postulat utworzenia Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia.

Skądinąd ciekawe, że taki pomysł nie przyszedł mu do głowy w 1989 r. Ale wtedy jego guru grypsujący Frasyniuk pijał wódzię z towarzyszami, zaś Michnik o Kiszczaku mówił, że to człowiek honoru.

26.11 2021

fot. facebook