Politycy często kierują się motywami osobistymi. Stalin, były seminarzysta, nienawidził religii. Hitler, podejrzewany o żydowskie korzenie, zajadle zwalczał Żydów. Kaczyński zaś cierpi na jakąś niemiecką fobię nazywając Tuska i jego rząd „okupantami” co jednoznacznie kojarzy się z niemiecką okupacją. Tylko dlaczego te swoje fobie próbuje wpoić Polakom? Bo on inaczej nie umie jak tylko grać na naszych starych lękach. Sżczuć jednych na drugich.

Na stare lata człowiek podobno łagodnieje.
Staje się bardziej wyrozumiały, tolerancyjny. Lepiej rozumie świat, bo przeżył już swoje i wie, że nie jest on doskonały.
No, prawie każdy, ale nie szef PiS. Co otworzy usta to toczy pianę nienawistnych słów.

A to, że wyborcy Koalicji Piętnastego Października zostali wprowadzeni w błąd.
Wyobraźcie sobie, te kilkanaście milionów Polaków nagle dostało przy urnach wyborczych jakiejś pomroczności i otumanione przez Tuska, Hołownię, Czarzastego i Kosiniaka-Kamysza oddało na nich głos.
A to, że Tusk to sługus Niemiec, a jego ekipa to „rząd okupacyjny” czyli, wniosek z tego prosty, wyborcy, którzy go wyłonili sami sobie nałożyli na szyję pętlę okupacyjnego ucisku.

Powiecie, Kaczyński bredzi.

Nie, nie. On nie bredzi.
To celowy zabieg socjotechniczny, dobrze przemyślany. Chodzi o to by znów wbić kiln w społeczeństwo i pokazać kto jest, a kto nie jest, „prawdziwym patriotą”. Ba, Polakiem wręcz.

Idąc śladem jego rozumowania, zjednoczony obóz prawicowy, to „prawdziwi” Polacy i oczywiście jego elektorat. Naród wybrany przez Boga i Prezesa.

Cała reszta to, błądzące we mgle niewiedzy, sprzedawczyki, którzy oddali już Polskę w pacht Niemcom i Ruskim. Zwłaszcza Niemcom.
To oni doprowadzili do tego, że Polska utraciła suwerenność i jest kondominium rusko-niemieckim. Zatem, zdrajcy, sprzedawczyki.
Linia poddziału jasno wytyczona. Teraz, zwłaszcza przed wyborami prezydenckimi, wystarczy tylko „grzać” te podziały.

Nie wiem jaka traumatyczna sytuacja leży u źródeł lęków i obsesji Jarosława Kaczyńskiego.
Skąd u niego się bierze ten paniczny strach przed wszystkim co inne i dla niego obce. Przed Niemcami, jednoczącą się Europą, ciągłymi zamianami, które przynosi każdy dzień, we wszystkich obszarach życia.
I pewnie gdyby był sobie „zwykłym” zjadaczem chleba nikogo, poza nim samym i ewentualnie psychoterapeutą, nikogo by one nie obchodziły.

Ale jest inaczej. Jest liderem największej opozycyjnej partii, który sączy nienawiść w uszy Polaków.

Dość tego.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl