Od czasu, gdy premierem został Mateusz Morawiecki nie potrafię zrozumieć jego polityki zagranicznej. Z jednej strony przekonuje się nas, że polski rząd sprzeciwia się napływowi muzułmańskich imigrantów a z drugiej, po cichu podpisuje się pod Światowym Paktem ws. Migracji.

Po spotkaniu M. Morawieckiego z A. Merkel (02.11.2018) na wspólnej konferencji prasowej powiedział „Jest bardzo prawdopodobne, że Polska podobnie jak Austria, USA czy Republika Czeska, nie będzie częścią globalnego paktu ONZ ws. imigracji”.

A ja oczekiwałam, że premier oficjalnie i wprost powie, że rząd polski nie zamierza przyłączyć się do paktu ONZ, bo narusza on nasz interes narodowy jak to zrobili Amerykanie, Austriacy, Chorwaci, Czesi, Bułgarzy. Zamiast tego odniosłam wrażenie, że ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła i premier liczy na jakieś propozycje z Unii lub Niemiec.

Podobnie jest z propozycją prezydenta Francji E. Macrona i kanclerz Niemiec A. Merkel utworzenia europejskiej armii mającej wspólny budżet obronny i wspólną militarną doktrynę. Prezydent Francji Macron, uzasadnił jej powstanie słowami „Musimy się chronić przed Chinami, Rosją, a nawet Stanami Zjednoczonymi”.

Spodziewałam się, że premier natychmiast skrytykuje ten pomysł, ponieważ Macron nie ukrywa, że jej powstanie skierowane ma być przeciw USA, a te z kolei są naszym głównym partnerem militarnym, tak, więc mielibyśmy szkolić siły zbrojne do walki z Amerykanami.

Poza tym, jako szef rządu powinien doskonale zdawać sobie sprawę, że atrybutem suwerennego państwa jest armia. Pozbywając się jej, pozbędziemy się znaczącej jej części, a przecież chcemy być suwerennym i niepodległym krajem, o czym tak często zapewnia PiS. Premier Morawiecki natychmiast po usłyszeniu tej propozycji powinien jasno i wyraźnie wyartykułować, że jej powstanie w przyszłości doprowadzi do likwidacji naszych sił zbrojnych i w konsekwencji zdanie się na łaskę głównie Niemiec, bo to one o wszystkim one będą decydowały.

Poza tym jej powstanie jest uderzeniem w NATO, a Polska chce silnego Paktu Atlantyckiego i zbudowania baz amerykańskich na swym terytorium, bo tylko one są gwarantem bezpieczeństwa na wschodzie naszych granic. W związku z tym Polska nie tylko nie poprze tej propozycji, ale jest jej zdecydowanie przeciwna. Zamiast tego premier milczy.

Natomiast tam gdzie powinien powstrzymać się z wyrażeniem opinii ,tego nie robi. Mam tu na myśli przeprowadzone 11.11.2018 r przez prorosyjskich separatystów wyborów w okupowanej części Donbasu.

Po co MSZ natychmiast wyskoczyło z oświadczeniem, że „Polska nie uznaje jakichkolwiek działań podważających suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy w jej międzynarodowo uznawanych granicach” (…) ponadto „Wzywamy Unię Europejską wraz z pozostałymi partnerami do natychmiastowej, solidarnej i adekwatnej reakcji poprzez wzmocnienie dotychczasowych środków ograniczających oraz objęcie zakazem wizowym i ograniczeniem aktywów osoby odpowiedzialne za organizację ww. tzw. wyborów”

Dzięki takiej postawie nie dziwmy się, że Ukraińcy nas nie szanują, mało tego, ponieważ wiedzą, że nie tylko nie muszą się starać o nasze poparcie we wszystkich kwestiach, które ich dotyczą, bo polski rząd w imię obłędnego mirażu o międzymorzu wszystko zniesie, to na dodatek, co chwila wymierzają nam kopa.

Premier udaje, że nie widzi jak na Ukrainie rozwija się gwałtownie banderyzm, stający się fundamentem ukraińskiej tożsamości narodowej. Nie potępia uchwalonej w parlamencie ukraińskim ustawy gloryfikującej banderowców i grożącej sankcjami karnymi za podważanie ich „bohaterstwa”. Nigdy nie potępił uczczenia na posiedzeniu Rady Najwyższej Ukrainy rocznicy śmierci Romana Szuchewycza – kata Polaków i dowódcy UPA, itd., itd.

Zacisnął zęby i nie wypowiada się na temat tego, że Ukraiński Instytutu Pamięci wstrzymał stronie polskiej pozwolenie na prowadzenie prac poszukiwawczych, ekshumacyjnych i porządkowych miejsca pochówku Polaków, będących ofiarami stalinowskich represji i ukraińskiego ludobójstwa. Nie zwraca uwagi na to, że jest coraz więcej bandyckich ataków na polskie obiekty i instytucje.

Zakwestionowana została legalność powrotu lwów przed bramą Cmentarza Orląt Lwowskich a lwowska rada obwodowa zwróciła się do służb z wnioskiem o zbadanie, czy „nie mają charakteru antyukraińskiego”.

Mimo antypolskich działań premier martwi się o interesy Ukrainy i legalność wyborów w okupowanej części Donbasu.

A ja bym chciała usłyszeć od naszego premiera „dosyć”, będziemy popierali Ukrainę, gdy uznamy, że na to zasługuje i będzie nas o to prosiła.

Niestety na to się nie zanosi, a ja nie mogę zrozumieć polityki zagranicznej premiera Morawieckiego, tym bardziej, że podobno wstaliśmy z kolan dzięki temu głos Polski coraz bardziej się liczy na arenie międzynarodowej.

Foto:biblioteka mediów