Oglądając polskie TV i słuchając polskich polityków, przed i po wyborze Trumpa, mam wrażenie, że postrzegają Polskę jako pięćdziesiąty pierwszy stan USA, zależny od tego, kto zamieszka w Białym Domu. Miał rację 8 lat temu obecny szef MZS, Radosław Sikorski, że – „mamy płytką dumę, niską samoocenę, taką murzyńskość”. Partnerstwo strategiczne z USA to jedno, a chłodna i skalkulowana polityka wobec Wuja Sama, to drugie. Bez emocji oraz ochów i achów.

Jesteśmy narodem bardzo emocjonalnym i łatwo popadamy w skrajności. Taką huśtawkę nastrojów, od nienawiści do miłości do szaleństwa.

Tę ostatnią zademonstrowali na sali sejmowej posłowie PiS głośno skandujący nazwisko prezydenta-elekta. „Donald Trump, Donald Trump”. Tak jakby był on także prezydentem Polski. To o tej formacji mówił 8 lat temu Sikorski, że „robi Amerykanom laskę”.

Jednak nie tylko PiS cierpi na kompleks Wielkiego Brata zza oceanu.

Ileż to się nasłuchałem podziękowań, próśb i czołobitności z ust polityków innych partii, że bez USA polegniemy jak betka. O odwiecznym sojuszu, którego żadne okoliczności nie zniweczą.

Tyle, że nawet baza w Radzikowie jest bardziej potrzebna Amerykanom jak Polakom. Bo USA nie mają odwiecznych sojuszy, ale odwieczne interesy i to one kształtują amerykańską politykę zagraniczną.

To prawda, obecność bazy i amerykańskiego kontyngentu w Polsce, wzmacnia nasze zdolności obronne w ewentualnym starciu (oby nigdy) z putinowską, imperialną Rosją. Służy także, a może przede wszystkim, do umacniania obecności USA we wschodniej Europie.

I nie ma nic za darmo.
Za amerykańskie uzbrojenie nie płacimy w walucie watykańskiej, czyli za Bóg zapłać, ale w solidnej, amerykańskiej walucie. To dzięki polskiemu podatnikowi amerykański przemysł zbrojeniowy ma się całkiem dobrze.

Więc jak słyszę te wieczne podziękowania, że łaskawcy z USA nam coś z uzbrojenia sprzedali, to pytam, gdzie wasza duma chłopcy. Sprzedali, bo mieli w tym interes i dobrze na tym zarobili.

Już dawno pisałem o tym, że UE, w tym Polska, nie powinna tak bardzo w kwestiach swego bezpieczeństwa oglądać się na USA.

Jak żebrak proszący o drobne na zupę, ale wziąć się do roboty i zminimalizować zależność od kaprysów Wuja Sama.

Skonsolidować swoje zdolności obronne i doprowadzić w przyszłości do powstania własnej armii. Armii UE. Wykorzystując armie narodowe państw członkowskich.

Te kraje członkowskie, które tego nie robią, muszą natychmiast zwiększyć wydatki na obronność, przynajmniej do dwóch procent swojego PKB.

I nie musimy się ciągle oglądać na to co zrobi czy powie Trump. Oczywiście powinniśmy utrzymywać dobre relacje z nim i jego administracją, ale bez robienia laski.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl