W telewizji wszystko wygląda doskonale. Jednak proza życia i brak jasnych procedur dla pacjentów z koronawirusem, to droga przez męką. Czy Polska jest gotowa na większą liczbę zachorowań oraz drugą falę pandemii? Wszystko wskazuje na to, że nie. A więc uważajcie na siebie!

Wykonano testy

Walka o wykonanie wymazów (czytaj więcej) okazała się skuteczna. Kiedy wykonano Wam testy? – „O godzinie 11.30 we wtorek (dnia 14.07.2020 roku) przyjechaliśmy do Tychów do szpitala Megrez. Na zewnątrz są rozbite trzy namioty, mąż po poniedziałkowych przeżyciach nie wychodził z samochodu. Poszłam więc ja, przemiła pielęgniarka przeprowadza wywiad (nie przez szklane drzwi). Dopiero tutaj dowiadujemy się, że mąż owszem kwalifikuje się do pobrania wymazu natomiast ja nie. Objawy muszą utrzymywać się powyżej trzech dób aby ktokolwiek zajął się na przypadkiem pod kątem korona wirusa” – wspomina Pani Renata.

Procedura musi trwać, a zegar tyka. – „Więc Pan B dostał kartę do wypełnienia i czekamy. Przed nami były trzy osoby więc powinno być szybko. Niestety okazało się, że jeden z pacjentów był pacjentem „covidowym” i trzeba czekać na dezynfekcję. To trwało dość długo ale trzeba było, to i czekaliśmy. Wszyscy, którzy byli w kolejce grzecznie czekali, pielęgniarka z namiotu, co jakiś czas zaglądała do nas i pytała, czy wszystko w porządku. Gdy przyszła kolej na męża, mogliśmy wejść oboje. Miły doktor przeprowadził wywiad i pobrał wymaz. Wszystko wytłumaczył, powiedział, że na wynik się czeka do 72 godzin, w razie dodatniego wyniku będzie się z mężem kontaktował Sanepid i szpital. Wtedy dowie się, co mamy robić nadal. W razie ujemnego wyniku będziemy mogli być leczeni. Przyjemne jest to, gdy zagubiony, wystraszony pacjent trafi do kogoś, kto poradzi, wytłumaczy i poprowadzi dalej. Chciałabym podziękować personelowi szpitalu Megrez w Tychach, chylę czoła przed Wami” – mówi żona Pana B.

Warto się zastanowić, co mówimy. – „Dla wszystkich którzy myślą, że nasz przypadek jest fajnym tematem do plotek. Otóż pamiętaj, każdy z nas jest narażony. Zamiast wyciągnąć pomocną dłoń część z Was myśli, że to świetny temat do plotek. Apeluję do Was, starajmy się by żaden wirus nie zabił w nas człowieczeństwa. Tylko bycie dobrym człowiekiem ma sens” – podkreśla Pani Renata.

„Covidowy” dzień

Choroba COVID-19 jest straszna. – „Oboje z Panem B. czujemy się fatalnie. On gorzej znosi każdą chwilę. Nie wiadomo, czy to dlatego, że jest astmatykiem, a może dlatego, że mężczyźni cierpią bardziej, czy najgorsze dopiero przede mną. Ból rozdziera nasze ciała, u mnie pojawiły się zaburzenia widzenia. Dzięki dobrym ludziom mamy zrobione zakupy. Gdy człowiek zaniemógł widzi jacy ludzie są wokół. Są ludzie, którzy nie mając z nami kontaktu  wchodzą w nasze życie z buciorami. My czekamy jak podminowani na wynik, nie wiemy co z nami będzie, a inni jaki pijawki plotkami żerują na naszym nieszczęściu. Żyjemy w czasach pandemii, każdy z nas może być w naszej sytuacji. Szkoda tylko, że Ci krwiopijcy nie pomyślą, czy mamy co jeść, czy ktoś wyprowadzi nam psa. Lepiej mówić o nas bez nas” – opowiada swoją sytuację Pani Renata.

COVID-19 został potwierdzony!

Kiedy poinformowano Was o wynikach testu? – „A więc w środę (15.07.2020 r.)  po godz. 17 zadzwoniono do mojego męża z laboratorium,  aby powiadomić go, że wynik jest pozytywny. Teraz wszyscy którzy chcą sobie ulżyć to jest ten czas” – stwierdza kobieta, która relacjonuje przebieg choroby.

Co dalej w Wami się będzie działo?  – „Jesteśmy zamknięci w domu, nic dalej nie wiemy.  Powinien się z nami skontaktować Sanepid, ale nikt nie dzwonił. Sama próbowałam się dodzwonić ale bezskutecznie, bo po godz. 17 w Polsce już nikt nie pracuje. Jutro więc będę próbować rano dodzwonić się do Sanepidu i do lekarza prowadzącego. Zobaczymy, co będzie dalej. W laboratorium poinformowano mnie, że ktoś powinien przyjechać i wziąć próbki ode mnie i naszej córki” – relacjonuje żona chorego na koronawirusa.

Nie zostali sami. – „Jeszcze raz bardzo dziękuję tym którzy dbają o nasze zakupy i tym którzy zgodzili się wyprowadzać naszego czworonożnego członka rodziny Olafa. Dobrzy ludzie są wśród nas, jednak Ci po których spodziewamy się pomocy nigdy tej pomocy nam udzielą. Do wszystkich których nasza sytuacja ciekawi, żyjemy i nadal walczymy z chorobą oraz zapewniam, że łatwo się nie poddamy. Wy pomyślcie jak mówienie nieprawdy o nas może wpłynąć na to jak nas postrzegają inni. Każdy z Was może być w naszej sytuacji a uwierzcie mi nie ma czego zazdrościć” – stwierdza Pani Renata.

W imieniu redakcji Pressmania.pl deklarujemy wsparcie i pomoc. Jednocześnie apelujemy do instytucji oraz zakładów pracy o szybsze wdrażanie procedur, by niebawem się nie okazało, że mamy nowe duże ognisko COVID-19 na Śląsku i w Małopolsce. Przerażającym jest fakt, że do tej pory powiatowy Sanepid z Oświęcimia nie zareagował (do godz. 9:40 w czwartek 16 lipca 2020 roku), a dodzwonienie się do tej instytucji jak twierdzi Pani Renata graniczy z cudem, bo telefon jest od rana zajęty. Oczywiście ciąg dalszy nastąpi i na bieżąco będziemy opisywać sytuację tej rodziny pogrążonej w chorobie.