Czy powierzylibyście swoją kartę kredytową komuś, kto rozrzutnie zarządza swoimi pieniędzmi, ale solennie obiecuje, że się poprawi? Philipp Bagus w swojej książce udowadnia, że coś podobnego, w skali makro, przydarzyło się w Unii Europejskiej.

Na książkę Bagusa trafiłem nieco przypadkiem, szukając materiałów do pracy na temat możliwości wprowadzenia euro w Polsce, tematu „z zakresu futurologii”, cytując mojego promotora. Sam autor nie jest raczej zbytnio znany w Polsce, a inne jego książki nie zostały dotąd przetłumaczone. Zawodowo jest związany z madryckim Uniwersytetem Jana Karola, gdzie doktoryzował się u prof.  Jesusa Huerty de Soto. Obaj przynależą do austriackiej szkoły ekonomii, nic więc dziwnego, że polską wersję „Tragedii euro” wydał Instytut Miesesa.

Główna teza Bagusa jest prosta: euro szkodzi. Nie tylko Europie, ale i Niemcom, co z pewnością oburzy niejednego polskiego czytelnika, przekonanego do opinii o euro jako o swoistym narzędziu, za pomocą którego Niemcy podporządkowują sobie UE. Od razu trzeba zaznaczyć, że autor czyni wszystko, co w jego mocy, aby nie zniechęcić do lektury czytelników mniej zaznajomionych z tematem. Rozpoczyna od przedstawienia tezy o euro jako triumfie „socjalistycznego pomysłu na Europę”, autorstwa francuskiego. Następnie przechodzi do krótkiego, ale treściwego przedstawienia historii pieniądza i jego relacji z państwem. Pokazuje ją jako swoistą walkę o pieniądz między z jednej strony państwem i bankami, a z drugiej zwykłymi użytkownikami. Zerwanie relacji pomiędzy złotem a ilością pieniądza papierowego w obiegu było w takim ujęciu zwycięstwem tych pierwszych. Zrodziło jednak dalsze problemy.

Staje się to punktem wyjścia do rozważań na temat sensu powołania do życia wspólnej europejskiej waluty. Bagus wiąże tu różne wątki: ekonomiczne, polityczne, historyczne, ale wszystkie prowadzą do Francji (a pośrednio też do krajów południa Europy) jako „ojców” euro, które miało działać w ich interesie. Ponadnarodowa waluta, a razem z nią Europejski Bank Centralny miały „uwolnić” banki południa Europy od konieczności liczenia się z konserwatywną polityką monetarną Bundesbanku. W systemie całkowicie płynnych kursów walutowych nie mogły prowadzić typowej dla nich ekspansywnej polityki pieniężnej, bo zmiany kursów i stóp procentowych ukazywały szybko słabości ich walut wobec marki niemieckiej. W procesie powstawania EBC zaś Francja uczyniła wszystko, żeby uzależnić go politycznie od organów tworzonej UE, gdzie Niemcy i kilka innych krajów Północy mogło zostać łatwo przegłosowanych. EBC oprócz czuwania nad stabilnością cen, typowego zadania banku centralnego, otrzymał też w statucie zadanie „wspierania ogólnej polityki gospodarczej Wspólnoty”. Gra toczyła się o konkretną stawkę, bowiem EBC wyznacza stopy procentowe, które wpływają bezpośrednio na podaż pieniądza w całej Unii. W interesie Południa było, aby jego polityka była mało restrykcyjna (czyli m.in. aby stopy były niskie).

Dużą zaletą książki jest fakt, że autor kilkakrotnie i z różnych punktów widzenia wyjaśnia zagadnienia, które uznał za trudniejsze do zrozumienia przez czytelnika, na przykład dlatego, że obejmują dłuższy łańcuch procesów. W taki sposób przybliża kwestię wykorzystywania obligacji przez rząd do kreacji pieniądza. Prezentuje ją najpierw z punktu widzenia „czystej teorii”, następnie w odniesieniu do teorii „tragedii wspólnego pastwiska”, a na końcu w praktyce działania rządów europejskich. Kilka razy przerywa też narrację uproszczonymi przykładami. Dzięki temu czytelnik unika szybkiego zmęczenia tematem, chociaż trzeba przyznać, że do zrozumienia tematu trzeba włożyć konkretny wysiłek.

Jeśli przystępując do lektury, jesteśmy tylko pobieżnie zainteresowani tematem, to pierwsze strony powinny być dla nas mimo wszystko jasne i klarowne. Następne kilka rozdziałów wymaga skupienia i czytania ich raczej dłuższymi partiami, bo temat jest dość szeroki, treściowo i czasowo. Autor wiele uwagi poświęca na przykład zmianom wskaźników gospodarczych w krajach Południa w latach 90., gdy coraz bardziej jasne było, że staną się członkami strefy euro.

Nagroda za wysiłek przychodzi szybko. Rozdział X, zatytułowany Droga do upadku czyta się jednym tchem. Jak nietrudno się domyślić, dotyczy on Grecji. Mimo że od niedoszłego bankructwa tego kraju minęło ledwie parę lat, to można spokojnie założyć, że przeciętny Polak nie pamięta już zbyt wiele z tych wydarzeń. W kluczowym maju 2010 roku sytuacja zmieniała się dosłownie z dnia na dzień i Bagus świetnie to uchwycił. Ten rozdział powinien być lekturą obowiązkową dla kilku polskich polityków, którzy podczas kryzysu traktowali Grecję jak niewinną ofiarę krwiożerczych bankierów. Ewidentnie nie wiedzieli nic o fiskalnych wyczynach Greków z kilkunastu ostatnich lat przed kryzysem. Tak samo bezkrytycznie podszedł zresztą do tematu Janis Warufakis, były grecki minister finansów, pisząc książkę o podtytule „Jak walczyłem z europejskimi elitami”. Bagus udowadnia, że Grecy (i nie tylko oni) powinni byli zacząć od konsekwentnej walki z własnym budżetem.

Równie mocna krytyka spada na EBC. O polityce tej instytucji nie mówi się w popularnych mediach za wiele, nawet w kontekście tematu przyjęcia euro przez Polskę. Bagus oskarża EBC o całkowite uleganie presji Francji i prowadzenie nieodpowiedzialnej polityki podczas kryzysu, kiedy to jego prezes – Francuz zresztą – kilkakrotnie łamał swoje wcześniejsze oświadczenia, m.in. co do specjalnego traktowania papierów greckich przy operacjach międzybankowych. W opinii Bagusa, od swojego utworzenia EBC regularnie trwoni zaufanie, które w oczach inwestorów „spłynęło” na niego z Bundesbanku, na którym teoretycznie miał być wzorowany.

W podsumowaniu autor podaje trzy hipotezy na temat przyszłości euro. Wydaje się, że nie docenił woli politycznej trwania przy tym projekcie, bo tak naprawdę nikt nie potrafi obliczyć, jakie byłyby koszty powrotu do walut narodowych, ale jego tok myślenia, dyktowany prawami ekonomii, jest przekonujący. Całą książkę można przeczytać w jedno popołudnie, bo nie jest długa (130 stron plus bibliografia). Trochę dłużej może zająć zrozumienie opisanych w niej procesów. Jednak można z czystym sumieniem polecić lekturę każdemu, komu podczas kryzysu nie wystarczały szczątkowe informacje z mediów, często zabarwione jeszcze różnym poziomem wiedzy dziennikarzy.

Kamil Książek