Piszę książkę pt. „Oferent”. Wyda ją „Fronda”. Zapowiadam ją, gdyż już umowa i draft książki jest u wydawcy od dawna. Będzie to powieść oparta na historii prawdziwej, a mianowicie operacji ofensywnej, która zaprojektowałem w roku 1998 i prowadziłem do roku 2000 w kontrwywiadzie. Nie mogę podać szczegółów i muszę „pływać”, bo wszystko było ściśle tajne i jest nadal, choć po tylu latach nie ma to znaczenia, gdyż Rosjanie wyciągnęli lekcję z nauczki, którą dostali, a pewne sprawy w tej pracy są jednorazowe.

Operacją tą chwalą się wszystkie „gienierały”, wiedząc, że i tak nie sprawdzi nikt ich udziału. Mnie, cóż, oprócz ściśle tajnych raportów w „Rozpracowaniu Operacyjnym krypt. S…” pozostał personalny dyplom, otrzymany od ówczesnego premiera. Byłem wtedy jeszcze majorem, awansowanym w maju 2000 roku do podpułkownika. Dyplom wówczas dostało kilka osób. Część z nich wyłącznie za „obecność”, bo tak właściwie zasługiwał na niego tylko jeden kolega i ówczesny dyrektor, który nie przestraszył się sprawy. Całe kierownictwo UOP dowiedziało się o tym w momencie, kiedy „zażarło”, czyli już po fakcie, a teraz chętnie mówi o „adrenalinie”. Chyba za biurkiem, bo trzeba walczyć, by stołka nie zabrano.

Potem szczyszczono mnie, w ciekawy sposób, a kilka lat później mojego kolegę. Jest zwolennikiem PO i nie cierpi mnie teraz, ale jest uczciwy. Pozostała mi jeszcze satysfakcja, że wbrew wszystkim, wbrew mitologizowaniu Rosjan, nie mając środków, ani techniki, lub armii ludzi, udało mi się zamieszać nimi potężnie. Tego mi żadna władza, dezubekizacja lub „kamieni kupa” nie zabierze, bo to ja ganiałem się bez „obstawy” z Ruskimi po lasach i innych ciekawych miejscach, obsługiwałem martwe skrzynki i to mnie SWR w końcu ustalił wraz z nowym adresem i miejscem pracy mojej drugiej żony. Była niezła zabawa.

„Oferent” będzie powieścią, ale dziwną powieścią. Czasem trochę publicystyczną, bo po nielegałach, chcę pokazać kim jest oferent i jak rozpoznać komu tak na prawdę służy. To będzie znów książka o kontrwywiadzie i jego pracy, a wywiad będzie pokazany właśnie z tej perspektywy. Chcę również pokazać, jak wygląda rezydentura. Będzie kilka wątków pobocznych, gdyż warunkiem powodzenia całej operacji, do pewnego momentu, było ograniczenie wiedzy o niej do niezbędnego minimum, musiałem więc wykonywać swoją rutynową pracę, by nie wzbudzać podejrzeń kolegów, którzy mogliby być zaskoczeni premiami „za nic nierobienie”. Napisze również swoje hipotezy, dlaczego później nikt nie skonsumował zdobytych informacji. To będzie bardzo bolesne dla mnie i dla niektórych. Książkę będzie można czytać z dwóch stron (nawet fizycznie). Będzie składać się z dwóch części: „UOP” i „Rezydentura”. W obu częściach przedstawiam te same wydarzenia główne, ale widziane z pozycji oficera polskiego kontrwywiadu i pracownika rezydentury placówkowej SWR w Warszawie.

Dlaczego zdradzam tyle szczegółów? Złośliwie, ponieważ czekam na sygnały deprecjonujące mnie oraz wpływające na wydawcę, by tego nie wydawał. Biedny wydawca! Nie wie, że to piszę! Poza tym cały czas jestem za edukacją kontrwywiadowczą społeczeństwa i to jest chyba ważniejsze niż moje ego i inwektywy oraz „newsy” o mnie i mojej przeszłości, których się spodziewam. Najwyżej nikt nie kupi książki, a wydawca więcej nie będzie nic ode mnie chciał i pozostanie mi Facebook bez znajomych.

Zapomniałem dodać, że, tak jak poprzednich moich książek, nie będzie jej w „Empikach” i „Matrasach”, a kilku „fachowców” przepisze jej fragmenty i uzna za własne.