Nikt z rządzących – i nie dotyczy ta uwaga obecnej ekipy, ale wszystkich jej poprzedników – nie miał odwagi powiedzieć Polakom, że procedury medyczne są bardzo kosztowne nie tylko z powodu bardzo zaawansowanych technologii i wymogów sprzętowych, ale także z powodu udzielania tych świadczeń przez wysoko wykwalifikowanych pracowników. A to kosztuje.

NFZ „kontraktując” ze świadczeniodawcami, bierze wyceny procedur z sufitu :-O nikt do tej pory nie wyliczył ILE kosztuje dana procedura diagnostyczna lub lecznicza i ILE kosztuje wykonanie tej procedury przez pracownika np. lekarza, pielęgniarkę, fizjoterapeutę. Nie mieści się w głowie, ale my po ponad 20 latach!!! obowiązywania ustawy o świadczeniach zdrowotnych nie wiemy ile co kosztuje? dlatego pewne procedury są przeszacowane i to znacznie, a inne dramatycznie niedoszacowane. Jeśli nie ma ekonomicznych podstaw wyceny procedur, to zaczyna mieć na nie wpływ ….polityka, znajomości i układy. I tak też się działo ….. wystarczy spojrzeć na mapę prywatnych podmiotów leczniczych mających umowy z NFZ i zobaczymy CO opłacało się kontraktować i CZEGO jak ognia unikać.

Obecny projekt tzw. sieci szpitali ma normalizować i porządkować system. Czy tak będzie? Wydaje się,że po odbiciu w jedną stronę, nasza medyczna łajba odbije się w drugą. Obecny Rząd obiecywał odejście od poprzednich zasad kontraktowania, teraz miały obowiązywać mapy potrzeb zdrowotnych i „Policy paper” – tak się jednak nie dzieje, sieć szpitali nie ma nic wspólnego z potrzebami zdrowotnymi, ustala jedynie sprytnie takie wymogi – by z automatu znalazły się w niej przewidziane z góry ośrodki np. instytuty, kliniki, szpitale publiczne. Dlaczego np. sieć obejmie szpitale pulmonologiczne, a nie geriatryczne i dla przewlekle chorych? tego nie wiemy, przecież rosnąca liczba osób w wieku podeszłym sugerowałaby ten kierunek kontraktowania. Powstaną molochy szpitalno-poradniane z NiŚPL, których kontraktowanie opiera się na wymogach dotyczących posiadania konkretnych oddziałów, a nie jakości świadczonych usług obiektywnie mierzalnych i opartych na racjonalnych przesłankach.

Sieć powinna obejmować podmioty ważne z punktu widzenia systemu, świadczących kosztowne i skomplikowane usługi, wymagające dużego nakładu środków sprzętowych i personalnych, powinna zabezpieczać – zgodnie z mapami potrzeb zdrowotnych – ratowanie życia i zdrowia w wielospecjalistycznych podmiotach uwzględniając czas dotarcia chorego do takiego szpitala i zakres udzielanych mu w tym ośrodku świadczeń. A mamy porozrzucane bez ładu i składu szpitale, które „na papierze” łączą się w przedziwne fuzje byle tylko znaleźć się w odpowiednim poziomie sieci. Informacje płynące z Ministerstwa Zdrowia wprawiają czasem w osłupienie, bo jeśli świadczenia np. reumatologiczne mają być rozliczane „w ramach” oddziałów wewnętrznych, a ryczałtowe finansowanie będzie oparte na poziomie 2015 roku – to jakim cudem Pan Minister chce znaleźć środki na leczenie reumatologicznych pacjentów, jeśli wiecznie brakowało pieniędzy na pokrycie potrzeb pacjentów internistycznych? To bardzo sprytne, bo Minister da środki ryczałtowe, a pieniądze szpitala będą sobie oddziały wyrywać udowadniając CZYJ pacjent jest „ważniejszy”? – tym samym, to problem ordynatorów i szpitala, a nie Pana Ministra …..no, ewentualnie wojewody i samorządów.

Ale co mają do tego płace minimalne? Ano to, że żadna ustawa niewiele zmieni, bo nie zmieni się de facto finansowanie ochrony zdrowia. Nawet, jeśli zniknie NFZ i budżet przejmie obowiązki płatnika, to dalej NIE będziemy znali wyceny procedur medycznych i UDZIAŁU w tych procedurach pracy personelu medycznego, a także NIE zostaną wyodrębnione środki budżetowe przeznaczone na płace, bo w dalszym ciągu płaca będzie sprytnie schowana w całości kontraktu i dyrektorski wybór pt. płacimy za leki, czy dajemy podwyżki? – pozostanie bez zmian.

Będzie martwa ustawa – o ile będzie?? – bo i tak braknie na jej realizację środków. Obiecywane przez Ministra Zdrowia wzrosty przychodów płatnika, to gruszki na wierzbie, jest tyle zmiennych w tych prognozach, że nie ma sensu liczyć na znaczne zmiany finansowania.

Czy to znaczy, że ustawa o płacach minimalnych nie ma sensu? NIE, oczywiście,że ustalenie minimalnego wynagrodzenia dla wszystkich pracowników ochrony zdrowia jest niezbędne, ale sama ustawa BEZ powiązania z systemem finansowania opieki zdrowotnej, wyceny procedur medycznych, realnego pokrycia zapotrzebowania na usługi medyczne, urealnienia koszyka świadczeń zdrowotnych, współfinansowania tych usług przez pacjentów, ograniczenia nadużywania świadczeń nienależnych, wprowadzenia do systemu grup społecznych i zawodowych niepłacących składek itd. itd. – może dać rozczarowanie wielu zawodom medycznym.

Zbierane są podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o płacach minimalnych, prowadzą je związki zawodowe i Porozumienie Rezydentów – można je zbierać w szpitalach i poradniach. Nawet, jeśli to tylko początek zmian, to warto przypominać rządzącym, że nie zgadzamy się na wieczne skazywanie ochrony zdrowia na pracę za marne grosze tylko dlatego, że nikt z decydentów nie ma odwagi powiedzieć Polakom – chcecie się leczyć na światowym poziomie? To szanujcie tych, którzy to robią i płaćcie im za ich wysoko kwalifikowane usługi. Bo nie jest tak, że leczenie za granicą „kosztuje!!” – ono wszędzie kosztuje, tylko w Polsce jest w dużej mierze finansowane BRAKIEM dobrego wynagradzania pracowników medycznych. Oszczędności kosztem białych niewolników ….

Zapytajcie związki zawodowe o podpisy pod obywatelskim projektem ustawy – podpis, to jedna chwila, a pokazanie rządzącym, że nie zgadzamy się z ustawianiem nas w roli niewolników i pokazanie woli walki oraz chęci zmian na lepsze – bezcenne!

Więcej.

Fot. Porozumienie Rezydentów OZZL