W Cieszynie podjęto decyzję o likwidacji jednego z największych ogrodów zoologicznych w Europie Środkowej. Brakowało środków finansowych na utrzymanie, a poza tym sami mieszkańcy znudzili się oglądaniem wciąż tych samych zwierząt. Dyrektor ZOO próbował ratować sytuację organizując walki zwierząt. I tak małpy walczyły z guźcami, hipopotamy z żyrafami, kretoszczury z boberami, jednakowoż najbardziej atrakcyjne były walki kogutów. Gromadziły setki spoconych mężczyzn, którzy w trakcie walk popijali z puszek miejscowe piwo nielegalnie wniesione na teren ZOO, ale dyrektor przymykał oko, bo dzięki zyskom z tych pokazów mógł przynajmniej utrzymać obsługę kasy. Reszta pracowników pracowała za darmo, głównie pasjonaci i miłośnicy zwierząt. Tacy, co sami nie zjedzą, a małpę nakarmią. Ostatecznie trzeba było jednak ZOO zamknąć decyzją Sanepidu. Zwierzęta postanowiono relokować w różnych regionach Cieszyna i okolic. Małpy trafiły do Puńcowa, wielbłądy do Zebrzydowic, hipopotamy do Bażanowic, bażanty do Pogwizdowa, lwy do Skoczowa, tygrysy do Pierśca, papugi do ratusza.
Zostały fossy. Nikt ich nie chciał przyjąć. Bo złośliwe są i namolne.
– Dajcie je na razie do Parku Pokoju – powiedziała właścicielka ratusza i wielka florystka – potem się coś wymyśli.
– A co jak będą dręczyć ludzi szukających odpocznienia w cieniu drzew? – zapytał woźny.
– Znawca foss się znalazł – roześmiała się właścicielka ratusza i wielka florystka – na kotach to ja się trochę znam i wiem co robię – powiedziała stanowczo przestając się uśmiechać.
Do Parku Pokoju wypuszczono w niedzielę sześć foss. Jedna brzydsza i złośliwsza od drugiej. Po paru godzinach nadchodziły pierwsze zgłoszenia. Na początku podobno wskakiwały emerytom na głowy, owijały się wokół szyi i pytały: „Powiedzcie dziadku, jak smakuje 13 emerytura?”. I głośno rechotały.
– Inteligentne bestie – pomyślałem – nie dość, że rozumują, to jeszcze potrafią przemawiać ludzkim językiem.
Emeryci obawiając się takich trudnych pytań przestali zaglądać do Parku Pokoju. Pozostała tylko młodzież z podstawówek i liceów. Ale i jej fossy nie odpuściły. Wskakiwały po dwie-trzy na chłopaka lub dziewczynę i krzyczały: xD.
Jak już nikogo nie było w Parku Pokoju, bo wszyscy bali się foss, to zakradały się do sklepu „Społem”, wślizgując się pod ladę wyjadały ukradkiem kanapki ze śledziem. Kierowniczka kopnęła jedną z całej siły, a ta w ostatnim momencie ugryzła ją w nogą do tego stopnia, że do tej pory kierowniczka nie może sprzedawać Pepsi Coli i odczuwa zawroty głowy.
Zaletą umieszczenia foss w centrum miasta było zniknięcie gołębi. Wszystkie wyniosły się na ulicę Katowicką w sąsiedztwo Biedronki i Orlenu. Problem jednak nie został rozwiązany.
Zostaw komentarz