Rosyjskiego zaczęto uczyć mnie chyba już w piątej klasie szkoły podstawowej. Podobał mi się ten odmienny od naszego alfabet, a najbardziej litera „Փ” bo była taka fikuśna i dawała wiele do myślenia. A ta zaś „Ԫ” intrygowała mnie swoją wymową. Z rosyjskiego zawsze miałem trójkę, nawet jak się starałem. Dzięki znajomości rosyjskiego dowiedziałem się o spektakularnym sukcesie w zakresie uprawy bawełny w Azji Środkowej oraz ówczesnym Erasmusie występującym pod postacią obozów pionierskich w miejscowości Artek (Арте́к).
Pod koniec szkoły podstawowej zacząłem prenumerować najtańszą gazetę wydawaną na najlepszym papierze (kredowym) w PRL. Lektura „Kraj Rad” urzekała mnie przede wszystkim świeżym zapachem farby drukarskiej. To było najbardziej pachnące drukarnią czasopismo w dobie komunizmu.

Dzięki „Kraj Radowi” nawiązałem kilka znajomości korespondencyjnych z rówieśnikami z ZSRR. Jedna z nich, Olena z Witebska nazwała mnie „maładcem” (zuchem) i prawie się wówczas w niej zakochałem.
Potem przyszła kolej na naukę w Technikum Hotelarskim w Wiśle. Całe pięć lat. Cztery godziny niemieckiego, po trzy angielskiego i rosyjskiego (w tygodniu). Rosyjskiego uczył Pietka, tak go nazywaliśmy. Urodził się jako sadysta, a w grupie w której było 27 dziewczyn i trzech chłopaków, wybrał właśnie mnie na obiekt swoich sadystycznych praktyk.
Rosyjski stał się wówczas dla mnie prawdziwym horrorem. Znielubiłem go. Ale miałem taki moment w swoim nastoletnim życiu, że powiedziałem: nie. Nauczę się tego rosyjskiego najlepiej z całej klasy. Czytałem i słuchałem po rosyjsku całymi dniami. Chłonąłem ten język całym sobą.
Pietka zarządził kartkówkę, którą na pewno napisałem najlepiej z grupy, bo w tym czasie lepiej mówiłem po rosyjsku niż po polsku. Po tygodniu Pietka wyczytuje nazwiska i przy moim jak wół stoi ocena bardzo dobra. I wtedy Pietka złamał mi kręgosłup mówiąc publicznie, że to musi być jakaś pomyłka. I wstawił mi z łaski swojej dostateczny z plusem. Od tamtego czasu jakoś znielubiłem rosyjski.
Rozumiem go, nawet potrafię mówić, ale jakoś ciężko mi to przychodzi.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz