Czas jakiś temu emerytowany wojskowy zdeklarowany wróg „pisiorów” wspominając stan wojenny, stwierdził: „Dochowano jakiejś kultury w tym wszystkim, w tym całym zdarzeniu”. W czasie wprowadzania stanu wojennego był młodym oficerem, zdaje się w stopniu porucznika (w 1979 r. ukończył szkołę oficerską) i zapewnia, że nie dostrzegł wówczas by w czasie stanu wojennego coś nadzwyczajnego działo się na ulicach polskich miast.
Rzeczywiście w stanie wojennym ogłoszonym przez Wojskową Radę Ocalenia Narodowego nie było masowych egzekucji i nie uruchomiono obozów śmierci, jak to robili Hitler i Stalin. Wtedy tylko „kulturalnie” internowano 10 tys. osób, następnym 4 tysiącom postawiono „kulturalnie” zarzuty prokuratorskie i zamknięto w więzieniach, ponad 5 tys. też „kulturalnie” ukarały kolegia ds. wykroczeń. Liczba ofiar śmiertelnych sięgnęła „tylko” 100 osób zamordowanych, zapewne „kulturalnie”, przez znanych „nieznanych sprawców”.
A w kilka lat później, w 1989 r., to nie on, porucznik, ale jego przełożeni, twórcy i kierujący zbrodniczym stanem wojennym zasiadali do „stołu okrągłego” w Pałacu Namiestnikowskim i do stołu biesiadnego w Magdalence. A byli z nimi ci „kulturalnie” potraktowani w stanie wojennym. Pamiętam jak z niedowierzaniem oglądałem w telewizji scenę, gdy mój kolega z celi więziennej Frasyniuk ściskał dłoń policmajstra Kiszczaka.
Dla zewnętrznego obserwatora nic wtedy nie wskazywało, że oto spotkają się obozy oprawców i ofiar. Rozmawiano wszak „jak Polak z Polakiem”, wznoszono toasty i prawiono wzajemnie komplementy. Tacy jak wspomniany porucznik, wykonawcy rozkazów dowiadywali się od ważnych opozycjonistów, że w stanie wojennym dowodzili nimi „ludzie honoru”. Skoro więc wykonywało się rozkazy „honorowego” Kiszczaka, to czy można było przyjąć, że było to postępowanie niekulturalne?
W jaki niby sposób środowisko okrągłego stołu przekonywało szeregowych wykonawców rozkazów, że stan wojenny był czymś złym – komplementując i ściskając się z generałami, którzy te rozkazy wydawali? Wykonawcy, tacy jak ten wojskowy emeryt, mieli więc prawo sądzić, że ich naczalstwo „dochowało kultury”.
Stan wojenny był próbą ratowania komunistycznych rządów i spowodował wiele skutków negatywnych. Nie tylko śmierć górników KWK „Wujek”, tysiące aresztowanych, setki tysięcy emigrantów, ale też zgaszenie nadziei na lepszą przyszłość w milionach Polaków. Splamiony został mundur polskiego żołnierza haniebną akcją represyjna przeprowadzoną w interesie komunistycznej kliki. Największą stratą było zmarnowanie społecznego potencjału narodu ujawnionego przez ruch Solidarność. To było gorsze od zbrodni, którą stan wojenny był.
Niestety, kiedy reżim PRL rozsypał się opozycyjne „konstruktywne” środowisko okrągło stołowe (ja należałem do „oszołomów” przeciwnych tym konszachtom) wolało o wszystkim zapomnieć. Polacy mieli wybierać przyszłość nie oglądając się za siebie.
Oglądali się ci, którzy zorganizowali i przeprowadzili stan wojenny – zaczęli tłumaczyć, że stan wojenny był koniecznością, „mniejszym złem” i nie dlatego, że ekstrema solidarnościowa zamierzał wieszać komunistów. Polacy dowiadywali się, że prawdziwy powód był inny – groziła Polsce napaść sowiecka. Przekonywano, że gdyby towarzysze z PZPR nie wprowadzili stanu wojennego, to na Polskę najechaliby towarzysze z Rosji, Czechosłowacji i wschodnich Niemiec, a kraj spłynąłby krwią. Dzięki stanowi wojennemu Polska uniknęła katastrofy. Tę bajeczkę powtarzano tak wiele razy, że do dziś jeszcze w badaniach opinii publicznej 41 proc. badanych uważa, że wprowadzenie stanu wojennego było słuszną decyzją.
Odnosząc się jednak do takiej oceny stanu wojennego można by powiedzieć, że jest to tak samo zasadne jak gdyby ktoś ogłosił, że kanibalizm stał się kulturalny bowiem kanibale zaczęli używać sztućców. Posługując się takim porównaniem można by zauważyć, że uczestnicy porozumień z 1989 r. na długo przez wspomnianym emerytem wojskowym uznali, że mają do czynienia z kulturalnymi kanibalami z PZPR. Wszak na stole biesiadnym w Magdalence były nie tylko kieliszki z wódką, ale też sztućce.
………………………………….
PS. W dniu 13 grudnia 1981 r. nikt mnie nie „internował” chociaż byłem umieszczony w „rankingu” resortu gen. Kiszczaka wśród najgroźniejszych dla PRL (sądzono mnie za obalanie ustroju siłą). Esbecy nie musieli mnie łapać bowiem zostałem aresztowany jeszcze w styczniu 1981 r. i przez wiele miesięcy mogłem obserwować „karnawał Solidarności” zza krat celi aresztu śledczego na warszawskim Mokotowie.
Zmiana dotknęła natomiast moją żonę, którą o północy, z 12 na 13 grudnia, esbecy zakuli w kajdany i zawieźli do więzienia w Ostrowie Wielkopolskim. Kiedy ją wyprowadzali z naszego mieszkania zapytała: z której strony weszli? Myślała o Rosjanach. Okazało się, że nie było żadnej obcej interwencji. Ci od stanu wojennego nie musieli bowiem do Polski wchodzić, oni już tu byli. Przyszli do Polski w 1945 r. i zostali. A dziś „koalicja 13 grudnia” przywraca im przywileje emerytalne. Cóż data powstania rządu Tuska zobowiązuje!
………………..
Foto: magdalenkowa biesiada. Przebrani za kelnerów esbecy napełniają kieliszki. Za stołem biesiadują od lewej Jacek Merkel (częściowo widoczny), Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, a nad wszystkim z kieliszkiem w dłoni czuwa oberpolicmajster Kiszczak. Pełna kultura!
Autor: prof. Romuald Szeremietiew
Polski polityk, publicysta, doktor habilitowany nauk wojskowych specjalista w zakresie obronności (habilitacja „O bezpieczeństwie Polski w XX wieku”), nauczyciel akademicki, m.in. profesor nadzwyczajny Akademii Obrony Narodowej i Akademii Sztuki Wojennej, więzień polityczny PRL, poseł na Sejm III kadencji, były wiceminister i p.o. ministra obrony narodowej.
Zostaw komentarz