Dziadek nie był żołnierzem, był humanistą, jak prawie 3 miliony Polaków powołanym do nieswojej armii.

Andrzej Leder, a za nim imitatorzy, twierdzą, że nie wywalczyliśmy niepodległości, a Polskę w 1918 stworzyła okoliczność historyczna…

Myślę, że dziadek byłby wściekły, gdyby to słyszał. Żołnierzem został nie z własnej woli. Był świeżo upieczonym absolwentem Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Jagiellońskiego; ożenił się, w czerwcu urodził mu się syn; wojna powszechna wybuchła w sierpniu.
Armie potrzebowały ludzi. Sięgnięto też po mojego dziadka. Wysłano go do szkoły oficerskiej w Teldbarku, a potem na front. Ranny, dostał się do niewoli i został zesłany w głąb Rosji.

Do żony pisał kartki pocztowe. Opatrzone kontrolnymi stemplami, cenzurowane, pozwalają jednak ustalić trajektorię od Peresławia Zaleskiego, przez Byrjację i Bieriozowkę na Zabajkalu. Polskich jeńców kierowano do wycinki lasów. Żeby przełamać beznadzieję i wskazać młodym jeńcom szansę jakiejś przyszłości, przygotowywał ich do matury.

W chaosie wojny wewnętrznej Polacy formowali ochotnicze oddziały zjednoczone potem w Dywizji Syberyjskiej. Podczas wielkiej ofensywy bolszewickiej przydzielono Dywizji zadanie osłaniania wycofujących się „białych” wojsk.

Dziadek pisał:
„Po zbuntowaniu się kilkutysięcznej Armii Kołczakowskiej w Syberii i po przejściu jej na stronę bolszewicką, nasza Polska Dywizja nagle znalazła się nad przepaścią, bo +/- 15.000 żołnierza polskiego mimo usiłowanych prób, nie mogło sprostać takim masom. Dlatego też, jakkolwiek Moskale nigdy nie wytrzymywali naszego natarcia – to jednak będąc na paręset wiorst otoczonym wrogim elementem, musieliśmy się w końcu zgodzić na ugodę.”

Znów został jeńcem.
„Warunków bolszewicy nie dotrzymali, zaczęli aresztować wszystkich oficerów i niektórych z wybitniejszych szeregowców i podoficerów. Kiedy podstępnie wezwano oficerów na rejestrację, ukryłem się – a zauważywszy, że ich otaczają i bezbronnych prowadzą celem internowania, postanowiłem ukrywać się dalej. W pierwszych zaraz tygodniach komuniści i bandyci internacjonaliści zaczęli się nad nimi znęcać. Kilku zaraz zastrzelili. Wielu przy śledztwie gnębili, skutkiem czego zmarli.”

Resztę wywieziono do łagrów. On przeżył dzięki pomocy dr Jacyny, polskiego lekarza z Krasnojarska. Dostał nawet pracę stróża. „Legalizował” się na wszelki wypadek pod trzema nazwiskami: Franciszek Batko – Polak, Franz Latke – Austriak i Franz Brühl – jeniec germański. Właśnie ta ostatnia tożsamość pozwoliła mu wyjechać do Moskwy pociągiem ewakuującym Niemców. Ponownie musiał się poddać weryfikacji „u internacjonalistów niemieckich i w germańskim konsulacie. Udało mi się wprowadzić w błąd szpiegów i urzędników niemieckich, a mając dokumenty dobrze podrobione w Krasnojarsku zażądałem Passenschein’u do Katowic.”

Niemieckich papierów pozbył się natychmiast po opuszczeniu Rosji, w Rydze, gdzie zgłosił się do polskiego ataszatu wojskowego. Dla mojego dziadka I wojna światowa skończyła się dopiero 23 kwietnia 1921 roku, bo w tym dniu przekroczył polską granicę.

W wymarzonej niepodległej został odznaczony Krzyżem Walecznych, Medalem Niepodległości oraz Krzyżem Zasługi RP.

Niemal 3 miliony Polaków walczyło w I wojnie światowej po różnych stronach nieswojej barykady. Pół miliona z nich poległo, zmarło lub zaginęło bez wieści.

Pamiętamy!

Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.