Dużo w Państwa komentarzach do mojego wczorajszego postu smutku i poczucia zaprzepaszczonych szans i nadziei. Że wszystko stracone.
Chciałem tylko powiedzieć, że jeżeli przypomniałem u siebie ten 4 czerwca 1989 roku, to właśnie, żeby raczej powiedzieć, że owszem mamy co świętować i jest nadzieja, która jest większa nad nasze osobiste smutki i zniechęcenie. Nie wszystko poszło idealnie, bo nie mogło pójść. Nigdzie na świecie nic nie idzie w stu procentach idealnie a wybory polityczne zawsze oznaczają wybór jednej drogi i odrzucenie innej. Ale był zapach nadziei w powietrzu. Ten zapach, który mi się od zawsze kojarzy z zapachem forsycji, bo taka właśnie kwitła na podwórzu.
Powiem wam jeszcze, że w 1984 roku (tak, tak!) świętowanie było wielkie 40-lecia PRL. I wtedy jako szczeniak pomyślałem, że do 50-tki to ten PRL chyba nie dociągnie. Miałem 10 lat, zero wiedzy o świecie, mieszkałem w śmierdzącym wszelkimi smrodami PRL-u Brzegu i chodziłem do podstawówki, w której przemoc była codziennym językiem wymiany dóbr. Przemoc dyrekcji wobec nauczycieli, nauczycieli wobec uczniów i uczniów między sobą, uczniów ze wsi, wobec uczniów z miasta, uczniów starych wobec uczniów nowych.
Dwa lata wcześniej w wyniku rozwodu rodziców trafiłem do tej szkoły w Brzegu z Warszawy, więc jak się domyślacie byłem wdzięcznym obiektem fizycznej i psychicznej przemocy ze wszystkich możliwych względów. Do tego chorowałem, byłem mniej sprawny na wuefie i zdychałem ze stresu średnio raz na dobę.
O smrodach napisałem osobny poemat, który wyszedł w „Kornikach gniewu”, więc zaznaczę tylko że w trzydziestysięcznym miasteczku pracowała garbarnia bez filtrów, która śmierdziała wyprawianymi skórami, fabryka wikliny w samym centrum, która śmierdziała gotowaną wikliną, okupanci sowieccy, którzy chodzili do łaźni poza obrębem koszar i śmierdzieli jak do niej szli i śmierdzieli jak z niej wracali, a od listopada do marca śmierdziało powietrze w którym unosiła się sadza z tysięcy piecy węglowych i koksowych w domach.
Ale w tym smrodzie i łańcuchu tępej, bezinteresownej przemocy szkolnej i pozaszkolnej – miałem poczucie, że to pęknie, że nie przetrzyma kolejnych dziesięciu lat. Bo nie. I tyle. Nie było przecież żadnych zewnętrznych danych jakie by mnie do tego mogły przekonać a jakby były to bym ich nie rozumiał.
Nie miałem żadnych danych, którymi mógłbym podeprzeć swoje przekonania, a związek radziecki miałem za oknem i w Radio Głos Ameryki z Waszyngtonu. I on, ten związek wtedy okupywał Afganistan, oczywiście ciągle broniąc czegoś tam, bo on nigdy nie najeżdżał ani nie atakował.
A jednak.
Przełamało się.
I mamy prawo to świętować, mieć nadzieję, chociażby dzisiaj wydawało się, że coś tam poszło psu na budę. No ale jak my będziemy tak uważać – to czego mamy oczekiwać od innych? Że uwierzą sam z siebie w jakąś nadzieję, w jakiś lepszy projekt niż obrzydliwość jaka nas zalewa tu i tam?
To tak jak pisałem o tej bezsilności wobec. Kiedy sam to sobie powiem, to ci, którym zależy na tym, żeby nikt nic nie robił – już wygrali. Zatem nie wolno mówić o bezsilności. Nie powinniśmy o niej nawet myśleć. Do utraty tych, jak ten fiński narciarz co go przypominam, przemy ku swemu aby swego dopiąć. Sisu, sisu.
Jeżeli my nie pokładamy nadziei w wolności, demokracji, równości, to co mają powiedzieć ci, którzy teraz za nią giną?
Nie warto?
Mają się poddać?
Odpowiem jak Jake Blues z Blues Brothers:
– We’re on misssion from God
I z pieśnią na ustach, z pieśnią choc burza huczy wkoło nas!
Nadal można mi postawić kawę w serwisie buycofee.to, link TUTAJ. Wrzucam go tylko wtedy kiedy czuję, że stworzenie danego postu było w jakiejś mierze pracą, bez cudzysłowu. Wymagało premedytacji oraz nakładu czasu i energii większego niż prosty bluzg typu usiadł i napisał.
Za kawy także dzięki.
Trwa też zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz