Dedykuję Mukuzani.

Rok Powstania Styczniowego. Ogień.

Kiedy płacze Polska ziemska, –
Inna ją ucieszy,
Ta co w sercach, ta zwycięska
Tchórzostwem nie zgrzeszy.

W sercach śmiałych zamieszkała
Wiedza tajemnicza,
Niby słaba, niby mała,
Coś w rodzaju znicza.

Z tego znicza nie za mało
Iskier wyleciało,
Ogień święty naszych Powstań
Serce rozpalało,

Chłód styczniowy rozpędzało,
Też listopadowy, –
I rzucało ogień działo,
Miażdżąc ruskie głowy!

I wśród nocy car kacapski
Wrzeszczał jeszcze senny –
We śnie śmiecia ułan chwacki
Strącał do gehenny.

Aż dotychczas drżą moskali
Wobec ogniu tego,
Choć w Smoleńsku mordowali
Kwiat Ludu Polskiego,

Choć w Katyniu leży wojsko –
Pali ogień katów.
Hej, Polacy! Żyje Polska!
Bo krew ze stygmatów

Serce czyste tak omyje,
Że płonąć gotowym,
Szuka szabla wrogie szyje,
Być pożarom nowym!

Rok Powstania Styczniowego. Miecz.

Lepiej wojna, ta o Boga,
Niż pokój z szatanem.
Śmiercią są uściski wroga,
Nie cios buzdyganem.

Kto przez zdradę „pokój tworzy”,
Na wieki przeklętym,
A kto mieczem zdrajcę sroży –
Mężem sprawy świętej.

O tym wiedzieli Przodkowie,
Kiedy miecz Powstania
Podjęli na Słowie Bożym
W górę bez wahania.

Błyskał miecz piastowską chwałą,
Strasznym snem sąsiadów,
Na łby szkopskie zemstą spadał,
Niszczył ruskich gadów.

Dwóch imperia został końcem,
Gdyż u naszych granic
We mniemaniu szwabskim słońcem
Był ruski zasraniec.

Na śmietnisku szwabskim smerdzi
Unia diabelska,
Gaz hołota ruska pędzi,
A kłamstwa – brukselska.

Więc, Polacy, – miecz do góry!
Na czele z Królową
Częstochowską skruszmy rury,
Kajdany te nowe!

Precz z Brukselą! Precz z Berlinem!
Bić moskiewskie szmaty!
Nad dręczonym krajem płynie
Trąby dźwięk skrzydlaty.

Drżyjcie, wrodzy! Duch poiwstański
Żyje wam na biedę!
Drżyjcie wszystkie wszy zaprzańskie,
Sejmikowi dziady!

Leć za chmury, Orle dumny,
Chwała z Tobą leci!
Dwie imperia są w trumnie –
Naprzód po raz trzeci!

Rok Powstania Styczniowego. Bracia.

Wspólne państwo, wspólny wróg,
Kto pośmiałby wątpić? –
Żadna horda przez ten próg
Nie mogła przestąpić.

Przewracał się świat w oczach
Moskala podłego,
Gdy z Madziarem bił go Lach,
Wojsko Batorego.

Jako burza, wojsko to
Fortecje zmiotało,
Chęć zaborów lat na sto
Sępom odbijało.

I się straszył każdy cham
Wobec tej granicy,
Bo nas trzymał Pan Bóg Sam
Wtedy na prawicy.

Żyło bractwo zawsze, niech
I za gorszych czasów, –
Kiedy był w potrzebie Lech,
Madziar trzymał klasę.

W czasie Powstań Węgrzyn Brat
Razem z Lachem bił się,
Skruszał łby kacapskich szmat,
Gdyż Król Stefan śnił się…

Staliśmy, jak jeden mąż,
Przeciwko moskalom,
Gdy dusił komuny wąż,
Zadali robalom

Strachu też tak na sto lat,
Nie mniej nienawiści, –
Razem z Lachem Węgier Brat
Europę wyczyści

Ze zgnilizny brukselskiej,
Los nasz sprawą wielką:
Bratu szklanki tej polskiej,
A wroga szabelką!

Rok Powstania Styczniowego. Ślub.

…Do Sławuty młody pan
Dotarł tylko nocą,
Mimo swych walecznych ran
Spełniony był mocą.

Koń arabski w drodze padł,
Więc, pod nim był chłopski,
Gdyż na dworze z konia zsiadł,
Poznał wujka troskę.

Pana wujek znanym był
Magnatem w tych stronach,
Od kacapów wielu krył
Powstańców zranionych.

Do pałacu siostrzeńca
Zaprosił z radością,
A młodzieniec, jak ojca,
Ściskał jegomościa.

Lecz przy stole wujkowskim
Ciasną stała sala:
Z pokłonem staropolskim
Panna mu przedstała…

Choć krwią słynny był chwacką –
Spojrzenie to miłe,
Jako lancą kozacką
Z siodła pana zbiło.

Dalej sen… Pewnego dnia
Zapłakała ona,
Kiedy wsiadł on na konia, –
Szarżą do zagonu…

Do końca Powstania pan
W tym zagonie walczył,
Zdobył zwycięstw, nowych ran, –
Ale Bóg mu raczył

Się poślubić z panną swą
Za dwa długich lata,
Gdy pokropił ziemię krwią
Moskalskiego kata…

Wrócił z wojenki chromym,
Niczym taka rana…
…Pan ten Prapradziadkiem mym,
Praprababcią panna.

Rok Powstania Styczniowego. Zryw.

„Głupi zryw, poraźka, klęska” –
Półtora stulecia
Pieprzy do nas „gruba kreska”,
Kundli ruska śmiecia.

Strach, panika, mokre gacie,
Czerskiej pełne sracze,
Wściekle szczekają psubraci
Do Polski powstańczej.

Stado dziadów sejmikowych
Beczy u koryta,
Esemesy z komórkowych
Po kacapsku czyta.

Biegunkują, jak cholera,
Jak szakali wyją,
Peerelowską chimerę
Pod zadami kryją.

Kłamią, prawie, nie po ludzku –
Tak Pana Jezusa
Na zimnym Pustkowiu Judzkim
Ich gospodarz kusił.

Wycierają pysk zapluty
Toną w morzu śliny,
Bo – jak wtedy – miecz wykuty
Kimś z powstańczej gliny.

Się chłopaki znów udają
Do zagonów leśnych,
I kapłani osłaniają
Bożym Słowem grzesznych.

Tkwi w sercach ogień powstańczy,
Chwacka pieśń podnieca –
A nie gnój, czym Michnik raczy,
Tefuen poleca.

Znowu nad gnębionym krajem
Zryw zakrzyczy trąbą,
Wolność, Prawda błysną Rajem,
Powstańczą ozdobą!

I – jak wtedy! – wszę moskiewską
Rozduszono będzie,
Katów Katynia, Smoleńska
Zemsta trafi wszędzie!

Rok Powstania Styczniowego. Wróg.

Tak mówimy: czerwona zaraza…
Cóż, bryluje trąd ten wciąż na świecie.
Męczy ludy z lucyfera wskazu,
Epidemią pełznie po planecie.

Loży szabatują, mord na mordzie –
Ale półtora stulecia temu
Czyżby przeciwko czerwonej hordzie
Dziady nasi w drogę weszli złemu?..

Czyż czerwonym tron ten był kacapski?..
Ogniskiem – czy marksystowskiej plagi?..
Czyż Murawjow, upiór krwawy carski,
Czynił mordy z pod czerwonej flagi?..

Ich następca, ludożerca Putin,
Czyżby słuchał Międzynarodówkę,
Gdy wskazywał na pokładzie tutki
Ustalić baryczną wybuchówkę?

Bierut z jaruzelem – czy komuny
Psami są? – nie ten kolor obroży!
Póki kacapstan jest – polskie trumny
Samobój seryjny będzie mnożył.

Na co ruski cham pofarbowany, –
Co to zmienia? Złem, i beznadziejnym
Rosja jest. I krwawią stare rany
Już za setki lat razem kolejnym.

Nie wyrosnąć różom na śmietniku
Światowego zła. Marną nadzieja!
Przeciw carom, przeciw bolszewikom
Bić się nas stawiali świata dzieje.

Dziś z ogryzkiem już imperium piekła
Bić się nam. Taki jest los Przedmurza.
Dzicz moskalska zbrodnie nie wyrzekła –
Dzioby wronie ciągną się z Zabuża.

Jesteśmy Ludem o pięknym losie
Wykończenia światowego kata.
Zagrzmi groźny głos z niebios: ej, Rosjo!
Precz Mi, k…o stara, z mapy świata!!

Rok Powstania Styczniowego. Wolność.

Żyje Hitler w szkopskich snach,
A Stalin w kacapskich, –
Lecz przeszkodą wieczną Lach
W malignach robackich.

Wyje już po który raz
Piekło z tej przykrości:
Taka jest natura w nas –
Nigdy bez wolności!

Święta Wolność herbem jest
Polaków prawdziwych:
Dobrym nasz gościnny gest,
Pięść dla niegodziwych.

Gdzieś za Bugiem moskal rab
Dupy liże panom,
A za Odrą robal szwab
Merkelowej fanem.

Bez GULAGów ruś na nic,
Bez ordnungów szkopy,
Bankier Żyd bez kochanic,
Bruksela bez ropy –

A Zygmunta groźny huk,
Koszmar niewolników,
Końcem medialnych sztuk
Piekła urzędników.

Natomiast obudzi tych
Ze wszystkich Narodów,
Którzy pragną światowych
Pokonać Herodów.

Wie z tych każdy, za co padł
Kwiat Ludu Polskiego,
Śpiewa z nami ten Hejnał
Lecha Kaczyńskiego,

I gotów w szeregu stać
Do boju świętego,
Oby Wolność mogła trwać
Nasza – bowiem jego.

Rok Powstania Styczniowego. Rosjanie.

Na bój z hordą Heroda Polacy chodzili:
Krótkie lufy dwururek przeciwko sztucerom,
Ale szable rąbały i kosy kosiły,
Tak że uciec się chciało ruskim oficerom.

A żołnierze ich ci, niewolnicy mongolskie,
Za armatami stojąc, prosili u Boga,
Oby dał im opuścić to przeklęte wojsko,
Wobec gniewu i kos desperackiego wroga.

Zresztą byli też inni wśród knechtów caratu –
Którzy rwali z ramion nienawistne pagony,
I stawali w szeregi polskich desperatów,
Lub zbierali się w ruskie powstańcze zagony.

Mało było tych Rosjan – o nie, nie kacapów! –
Tych, kto z nami podzielił los naszej Ojczyzny,
Tych, kto wolność pokochał i niszczył satrapów,
Tych, kto poznał, jak my, murawjowskiej wścieklizny.

Rosja wiecznym nam wrogiem, i czynem, i słowem –
Przeto dziś jak najbardziej nam wspomnieć potrzebnie,
Że w swym grobie powstańczym zasnął pod Krakowem
Były carskiego wojska porucznik Potebnia.

Że jak nas, zabijali i torturowali
Byłych ruskich żołnierzy ich kaci rodzimi,
Bowiem ci niewolnicy wolnymi zostali,
Bo kochali ich my, razem bijąc się z nimi.

Ich, jak nas, przeklinali sprzedajni popowie
W opuszczonych przez Pana domach wiecznej śmierci,
Bo przetrwali odważnie przy Chrystusa Słowie
Infernalnego kraju tak pobożne Dzieci.

Śpijcie, więc, Ruski Kwiat Styczniowego Powstania.
Wasze modły w rosyjskim nam wolność wymarzą.
Z Sierakowskim i Trauguttem w Dzień Zmartwychwstania
Jezus Pan do apelu Wam stać hucznie wskaże.

W jednym szarym szeregu z Armią Katyńską,
I pod jednym sztandarem z Elitą Smoleńską
Tym, kto walczył, jak lew, z tą macochą ordyńską,
Zmienią wieniec cierniowy w koronę zwycięską.

Śpijcie, Braci, czuwajcie. Kraj, co Was porodził,
Zabił, zdradził, zapomniał Was – zmierza do piekła.
Tylko wdzięczny Wam Lach o Was będzie się modlił,
Tylko Polska Was kocha – bo Rosja Was zrzekła.

Rok Powstania Styczniowego. Zwycięstwo.

W dziejach naszych Styczeń jednym
Z miesięcy walecznych, –
Chłód zimowy nie jest sednem
Sprawy dla serdecznych.

Walka zimą bądź jesienią
Wszelki chłód rozpędza,
Duszę grzeje i przemienia
W wielkie skarby nędzę.

Nie jest wieczną bowiem zima:
Wszystko zbudzi od sna
Ta, co świat w radości trzyma,
Ta burzliwa – wiosna!

Jej wkroczenie tuż roztopi
Zimno, lodu góry,
Gazu smród, kajdany ropy
I brukselskie chmury.

Słońce wstąpi tak realnie
W złotych swych promieniach,
Tak poczuje się nam fajnie
W niebiańskich strumieniach!

Liście płaszczykiem zielonym
Znów drzewa ozdobią,
I dywanem kwiaty wonnym
Łąki rajem zrobią.

Ożyją w jeziorach ryby
I zwierzęta w górach,
Wleci pieśń przez grube szyby
W ptastwa boskich chórach.

I wśród uczt tych tryumfalnych
Smutna nutka mała –
Spojrzenia z niezapomnianych
Zdjęć, i łza ta stała…

Ziarna Wiary pysznie wzrosną,
Pilnowane męstwem:
Pokonanie zimy wiosną
Koniecznym zwycięstwem!

Styczeń, 2013