Taka obserwacja (dość oczywista, ale nigdy dość o tym mówić, bo oczywistości to dziś sprawa wywrotowa) z naszego biwaku „Operacja: Irena” (nazwa nieprzypadkowo nawiązuje do bitwy w Mogadiszu w 1993 roku).
Otóż częścią biwaku było najpierw szkolenie, a potem ćwiczenie ratownictwa pola walki, w tym wyciągnięcia kolegi ze strefy zagrożenia.
Już w czasie ćwiczeń wyszło, że pomimo, że kolega miał na sobie kamizelkę taktyczną ze specjalnym uchwytem, dla Zuzi (choć jest rosła i silna, jak na swój wiek) przeciągnięcie ważącego 70 kg kolegi po macie w sali gimnastycznej było na granicy możliwości fizycznych.
W czasie ćwiczenia w terenie okazało się to prawie niewykonalne i musieli się zamienić rolami z innym kolegą – ona zajęła się osłoną, on wyciągnięciem kolegi.
Wniosek, jak napisałem, oczywisty: dziewczyna, choćby silna i rosła, zawsze będzie słabsza od chłopaka, a na polu bitwy/w miejscu katastrofy to może zdecydować o życiu lub śmierci.
W razie W chciałbym, żeby opatrywała mnie dziewczyna, bo zrobi to dobrze. Ale wolę, żeby wyciągał mnie facet.
Autor: Skipper



Zostaw komentarz