Ale po co o tym gadać. Było i już. Co się stało, to się nie odstanie. Dajże spokój!

Nie ma czemu się dziwować.
Dajże spokój! A bo to ludzi nie znasz, że tyle o tym gadasz? Wojna była, to się ludziom w głowach poprzestawiało. Każdy był przez te wojnę inszy. Nie mogło być inaczej, skoro wszyscy potracili jakichś bliskich.

Żydzi i Żydzi, no Żydzi. Nie lubili ich i tak już wcześniej było. Przed Hitlerem jedna trzecia część miasta to byli mośki. No prawdę mówię, bo na co mi kłamać. Grube tysiące ich było.Tyle, że przyszedł Hitler że Stalinem i ich wymordowali. Wywieźli do obozów zagłady albo na miejscu pozabijali. Po wyzwoleniu trochę ich wróciło, garstka. Z tysięcy tylko duchy po nich zostały. No tyle ich zginęło, tysiące. Takie to byli czasy.

A bo ja wiem, czemu ich Polacy nie lubieli? Nie wiem, bo skąd. Może za te handle? Albo procenty za pożyczone pieniądze? Albo za mycki z pejsami, nie wiem, nie męcz. Nie lubili i już. Bo tak. Bo ludzie są głupi.

No to, jak wrócili z tych obozów czy skądś, to nawet niektórzy się ucieszyli, ale reszta mniej. Co było robić, l życie się toczyło i człowiek miał inne kłopoty na głowie. A tych tam, co wiesz, to znałam. Znałam, bo jak się obok mieszka, to się zna. Tacy zwyczajni byli. Kto tam wiedział, co im w głowie siedziało.

Jak ten dzieciak zginął, ten Heniek, to go matka z ojcem szukali. Sam wrócil i bal się, że od ojca pasy dostanie. Zwial do kolegi na wieś, ale se wymyślił, że go żydki trzymali, bo jego krew na mace chcieli. No stary mu uwierzył i jak się wściekł, to zaraz somsiadom powiedział.

A potem to już poszło. Ludzi się tłum zebrał. Cywile, milicjanci jakieś żołnierze z Ludowego Wojska Polskiego. Wrzeszczeli, że Żydzi to i tamto. No krzyczeli i nawoływali się, żeby nikt nie nawiał i grupy dołączył.

Co potem? Potem było, co było. Daj spokój, po co o tym gadać.
No prawie czterdziestka ludzi zginęła. Trzydzieści siedem Żydów i trójka Polaków. Dwudziestu siedmiu mężczyzn i dwanaście kobiet. Dzieci też, bo mały Żyd, to też Żyd. Jacyś ranni byli, bo pobili się tam mocno. Trzydzieści coś osób było poszkodowanych. Jednego Polaka to przez omyłkę zabili, bo stary był i choć gadał, żeby nie zabijali, to go nie słuchali. No tak było.

Bili tym, co tam mieli. Kije, pałki, z pistoletów. No wiem. Tyle co wrócili. Chudzi, ledwo co żywi i do człowieka nie podobni. Potem wyjeżdżali, bo nie chcieli zostać i ryzykować. A bo kto wiem, czy znowu by nie doszło do czegoś podobnego?

Potem był sąd, rozprawy. Poskazywali ich. Na śmierć też dali wyroki. Niektóre na amnestię się załapali potem to i wcześniej wyszli. Ładnych parę rozstrzelali, bo wtedy kara śmierci była. No mówię ci, że tak było. Głupia i dziejów nie znasz.

Że się o tym nie mówi? Że sąsiad sąsiada zabił za wiarę? A czym się tu chwalić. Lepiej milczeć, zapomnieć. Co było to było…

(a było w lipcu w 1946 r, w Kielcach).