Ostatnie miesiące to całkowite już zdziczenie, a miejscami również i schamienie nawet tych zwolenników PiS, którzy do tej pory wydawali mi się ludźmi mimo wszystko na poziomie. Wbrew pozorom cieszyło mnie to, bo widząc całkowitą niezdolność prawicy do refleksji i absolutny brak zainteresowania argumentacją ludzie inaczej myślących miałem deja vu ze schyłkowym okresem rządów PO. Innymi słowy widziałem w tym zapowiedź końca rządów PiS. Rządy te oceniam jako szkodliwe dla Polski i dlatego cieszyła mnie rosnąca głupota tak PiS, jak i jego psychofanów.
Od mniej więcej miesiąca, a tak konkretnie od powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki obserwuję jednak powrót buty i arogancji po stronie liberalnej. Dyskusja ze sfanatyzowanymi zwolennikami D. Tuska staje się na powrót niemożliwa.
Z tą jedynie różnicą, że psychofani PiS wyzywają mnie od volksdeuschów, komuchów, resortowych dzieci, zaprzańców i sługusów Niemiec, USA i Izraela, a wszelkie zło widzą w gender, gejach i UE, a psychofani PO od sługusów PiS, wrogów demokracji i symetrystów a wszelkie zło widzą w Hołowni, Lewicy i Janie Śpiewaku (który irytuje eleganckich ludzi zdecydowanie bardziej niż mafia reprywatyzacyjna).
Chamstwa z prawej nadal jest oczywiście niezmiennie więcej niż ze strony przeciwnej, ale widzę, że powrót D. Tuska uruchomił w sporej części jego zwolenników to, co bardzo pomogło PiS wygrywać wybory. Jeśli będąc bardzo wyraźnie krytycznym wobec PiS czytam, że PiS kupił mnie za 500+, że pisząc krytycznie o zakupie Abramsów (ale zaznaczając też plusy) tak naprawdę „robię laskę Kaczyńskiemu” bo marzy mi się powrót do MSZ, że krytykując politykę zagraniczną PiS (ale pisząc, że ws. Nord Stream 2 Niemcy nie zachowują się wobec nas w porządku) „daję d… PIS” bo jestem „frustratem” któremu marzy się zostać ambasadorem to spływa to po mnie, bo prostactwo nie jest w stanie mnie obrazić, ale czekam, aż znów ktoś znany powie, że oto hołota przepija 500+, a potem ze zdziwieniem odnotuje, że PiS znów ma niemal 40% poparcia.
Słowem – mam wrażenie, że znaczna (a jeśli nie znaczna, to w każdym razie głośniejsza) część liberalnych elit przez te 6 lat nie nauczyła się absolutnie niczego i robi wszystko by zapewnić PiS rządy do 2027 r.
Przy okazji skoro o prostakach już mowa. Najbardziej irytuje mnie pewien, bardzo niestety rozpowszechniony, specyficzny rodzaj chamstwa, z którym spotykam się praktycznie każdego dnia ze strony teoretycznie eleganckich ludzi.
To ten rodzaj chamstwa, gdy niby wszystko jest kulturalnie i z zachowaniem form (bo nie ma „brzydkich słów”) za to z każdej wypowiedzi wylewa się pogarda, każde zdanie to kpina, a każde słowo ma na celu obrazić i sponiewierać. Stałą metodą eleganckich chamów jest obrażanie rozmówcy i okazywanie wyższości zastępujące jakąkolwiek próbę dyskusji. Celem jest sprowokowanie interlokutora do tego, by nie wytrzymał i wówczas skonstatowanie, że oto rzekomo wygrało się dyskusję.
Kilka lat temu nadreprezentacja eleganckich chamów występowała po stronie antypisowskiej. Ostatnie lata to już okres, gdy na czoło peletonu wysunęły się eleganckie chamy z prawej. Teraz jednak niedawni zwycięzcy postanowili zaatakować i na nowo objąć prowadzenie. A ja tak sobie myślę, że te kmioty, które wysuną się na czoło peletonu przed samą metą w efekcie przegrają wybory.
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)
Zostaw komentarz