Najnowszy dokument papieża Franciszka w sprawie starego rytu budzi uzasadnione wątpliwości. Rozumiem gniew osób funkcjonujących w tradycyjnych wspólnotach, choć sam do nich nie należę. Może się wydawać, że Franciszek przesadził i zerwał nauczanie Benedykta XVI.
Nie chcę oceniać samej decyzji, co raczej spróbować ją zrozumieć. Franciszek chce dokonać wyraźnego przeformułowania tego, czym jest chrześcijaństwo – mam tu na myśli głównie rozkład akcentów. Centralnym punktem jest imho Boże Miłosierdzie, i choć jest to kontynuacja przesłania JP2, Franciszek stara się to przełożyć na język konkretu. Papież zdaje się dostrzegać, że świat na naszych oczach radykalnie się zmienia – nie wiem, czy bliska mu jest koncepcja końca katolickiego imaginarium;), ale nie ulega dla mnie wątpliwości, że chce dokonać radykalnie nowego odczytania Ewangelii na współczesne czasy. To samo w sobie sprawia, że nie tylko tradycyjna liturgia schodzi na dalszy plan, co w ogóle dyskusje o rycie VOM vs NOM stają się drugo, a nawet trzeciorzędne. Papież zdaje się mówić – Summorum Pontificum otwarło dyskusję i nowe nurty w Kościele, który nie idą we właściwym kierunku; może VOM niesie ze sobą jakieś dobra, ale oddala nas od przeorientowania całej „Łodzi Piotrowej”. Zwłaszcza, jeśli zobaczymy, jak w ostatnich latach wzmagały się konflikty na tym tle (sensu largo) i jak wkładalo to kij w szprychy „rewolucji” Franciszka.
Tak jak napisałem, nie oceniam, czy taki kierunek jest słuszny. Potrafię go jednak zrozumieć. I druga kwestia. Nie jest to pierwszy raz, kiedy papieże/hierarchowie podejmują kontrowersyjne decyzje. Przypadek św. o. Pio, św. Franciszka, i wielu innych świętych pokazuje, że drogą do ich uświęcenia było podporządkowanie się niezrozumialym i postrzeganym jako niesprawiedliwe decyzjom. I teraz pojawia się pytanie – czy wierni z tradycyjnych wspólnot zaczną chodzić na równoważne i równoprawne Mszę NOM (bo zgadzam się, że możliwość uczestnictwa w VOM zostanie radykalnie ograniczona), czy będą robić wszystko, żeby obejść decyzję papieża. Na ile jest w nich pokora, a jednocześnie na ile szczere są deklaracje, że uznają równoważność NOM. To jest test dla Kościoła, test wierności Kościołowi, może nawet wbrew intencji Franciszka. Tak jak testem były choćby ograniczenia nakładane na o. Pio.
Nie wiem, może za kilkanaście lat kolejny papież powróci do Summorum Pontificum, a może czeka nas kolejna reforma liturgiczna. Nie wiem. Moim zdaniem powinniśmy dbać o jakość liturgii, niezależnie od tego, czy jest to VOM, czy NOM.
Jedno jest dla mnie pewne – Pan Bóg wyprowadzi z tej decyzji dobro, niezależnie od tego, czy jest ona sluszna, czy nie.
Autor: dr Marcin Kędzierski
Główny ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Stały autor portalu opinii Klubu Jagiellońskiego oraz stały współpracownik czasopisma idei „Pressje”. Adiunkt w Katedrze Studiów Europejskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Były prezes Klubu Jagielońskiego oraz dyrektor Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Prywatnie mąż i ojciec czwórki dzieci, radny sołecki i działacz wiejski.
Zostaw komentarz