W Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny przypadały imieniny Naszej Mamy. Wyrastałem w Wadowicach, i z dzieciństwa pamiętam, że już na parę dni przed świętem, ciągnęły przez miasteczko rozśpiewane kompanie pątników zmierzających do odległej o 20 km Kalwarii Zebrzydowskiej. Komuna z zawziętością, porównywalną do zaciekłości obecnych zwolenników Tuska się wtedy mobilizowała, blokadami utrudniając przemarsze, dojazdy kolejowe, albo autobusowe na najsłynniejszy w Krakowskim odpust w święto Matki Boskiej Zielnej. Ale wbrew ich działaniom 14,15 sierpnia nieprzebrane tłumy pielgrzymów wędrowały kalwaryjskim dróżkami. Nawet mnie się raz, jak byłem wyrostkiem — przydarzyło wracać z uroczystości odpustowych przez bite 4 godziny absolutnie per pedes. Ten wysiłek związał mnie z kultem obrazu Pani Kalwaryjskiej na długo. Mam zresztą przy tym szczególnie, za co Matce Boskiej czczonej w kalwaryjskim wizerunku dziękować. Za cud, albo jak to mądrale określają — objawienie prywatne, które za Jej wstawiennictwem nasza rodzina doświadczyła. A było to tak, odwożąc do akademika naszego syna, przybiłem mu nad łóżkiem niewielką reprodukcje Obrazu, mówiąc — niech cię synu Matka Boska Kalwaryjska strzeże. I ewidentnie ustrzegła, bo kiedy nieostrożnie siedząc w poprzek okna na wysokim drugim piętrze … z tego okna spadał, podała mu opiekuńczą dłoń w postaci gałęzi, której się uchwycił, tak, że zamortyzowało to grożący śmiercią upadek. Przechowuję we wdzięcznej pamięci to wydarzenie sprzed prawie 40 lat.
Kult Wniebowzięcia Matki Pana Jezusa jak już byłem dobrze w latach – zawiódł także mnie do matecznika, skąd wywodziła się rodzina Solenizantki Naszej Mamy – do Uścia Zielonego nad Dniestrem. Przez dobre 10 lat w to święto jeździłem na Ukrainę do Mariampola, które od Uścia Zielonego odległe było niespełna 10 km.
Cudami słynący wizerunek NMP z kaplicy polowej hetmana Stanisława Jabłonowskiego wprawdzie wyjechał wraz z wypędzonymi z ziemi rodzinnej czcicielami, ale po latach powrócił w postaci kopii obrazu ofiarowanego przez moich przyjaciół Stanisława i Andrzeja, żeby patronować próbom pojednania pomiędzy skrzywdzonymi a tymi, którzy także często nie z własnej woli w ich domach zamieszkali. Żeby nie mówiono, iż przemiany na Ukrainie nie zachodzą, bo Polacy zabrali cudowny obraz, o czym piszę obszernie, gdzie tylko się da.
Zostaw komentarz