W minionym roku dochody samorządów były zaskakująco wysokie i sięgnęły aż 345 mld zł, zbliżając
się niemal do wydatków (zwykle luka i konieczność zadłużania samorządów była ogromna). Dla
porównania łączne dochody małych ojczyzn w 2015r. to niespełna 200 mld zł, zatem skok jest
niesamowity – o ponad 70% (dużo więcej niż skumulowana inflacja w tym okresie). To efekt z jednej
strony dynamicznego rozwoju Polski po 2015r., lecz również zwiększeniu wsparcia dla samorządów
przez ten rzekomo centralistyczny rząd PiS (np. bonus 14 mld zł w zeszłym roku z uwagi na
potencjalne ubytki związane z obniżeniem dla Polaków podatku PIT z 17 do 12%).
Wbrew czarnym wizjom, roztaczanym przez włodarza (przynajmniej tytularnie) Warszawy, zamiast
kilku milionów deficytów, stolica zamknęła budżet z 0,5 mln zł nadwyżki, zaś wpływy z PIT i CIT od
były najwyższe w historii, mimo obniżenia stawek obu podatków (pozytywny skutek historycznie
niskiego bezrobocia).
Warto zadać pytanie – na co prezydenci największych miast, w większości z PO bądź partii
sojuszniczych, wydali rekordowe środki, które wpłynęły do miejskich kas? Na potrzebne inwestycje?
Może na obniżenie lokalnych podatków i opłat, by jeszcze wzmocnić impuls rozwojowy? Na podwyżki
dla szeregowych pracowników administracji? Na nowe szpitale, szkoły, budownictwo komunalne i
społeczne? Niestety…
Jednym z priorytetów było wspieranie organizacji pozarządowych (NGOsów), które tylko w 2022r.
w miastach rządzonych przez polityków partii Donalda Tuska, otrzymały aż 1 149 637 864, 59 zł
(ponad MILIARD złotych polskich)! Z pewnością środki te trafiły do fundacji wspierających osoby
niepełnosprawne, stowarzyszeń pielęgnujących pamięć historyczną i zapewniających inwestycje w
rozwój młodzieży albo think tanków, projektujących świetne rozwiązania w zakresie usług
społecznych Polski lokalnej?
Jakby to delikatnie ująć… Cele były zgoła innej natury. Prezydenci z PO, bez żadnego wstydu i
kamuflażu realizują za pieniądze swoich mieszkańców – podatników skrajnie lewicową agendę
rewolucji, zawartą zarówno w ekologicznym „Planie Trzaskowskiego” (raport C40), jak i wytycznych
guru rewolucji gender/LGBT.
Garść przykładów:
– Warszawa wspiera fundację ReFForm, będącą właścicielem sex shopów z akcesoriami dla gejów
fetyszystów;
– Gdańsk prowadzi szkolenia LGBT+ dla nauczycieli i dyrektorów;
– Szczecin promuje tranzycie wśród nastolatków;
– Poznań w ramach Trans-Akcji „uświadamia” w sprawie zalet zmian płci;
– Lublin (w awangardzie postępu!) finansuje wystawę „Psy też ludzie” z tancerzem striptizerem w
stroju psa (męskiego fetyszu).
Trudno dobrać elokwentny, brawurowy w swej cierpkiej ironii komentarz do tych
ekwilibrystycznych przykładów rewolucyjnego marszu przez instytucje z wykorzystaniem publicznych
środków. Powtórzę zatem jedynie za Ministrem Edukacji i Nauki Przemysławem Czarnkiem: „tych
ludzi należy się bać” i oby nasza ukochana ojczyzna nie padła ofiarą lewackich ideologów, którzy
subtelnie ukryli się pod maskami o wdzięcznych skądinąd nazwach: PLATFORMA OBYWATELSKA,
LEWICA, POLSKA2050…