OZE miało być drugą nogą stabilności energetycznej Polski. Tymczasem Fronda.pl, Dorzeczy.pl czy Salon24 podnoszą, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska planuje jednym rozporządzeniem i zamianą 12% na 5% doprowadzić do bankructwa nie jedną firmę zajmującą się odnawialnymi źródłami energii. Chodzi oczywiście o pieniądze, ale czy budżet będzie się bogacił wtedy, keidy inwestorzy zaczną uciekać z niestabilnego rynku zielonej energii? Oddajmy głos mediom.

Fronda.pl

„Czy rząd zdecyduje się zmniejszyć o ponad połowę zobowiązania w zakresie tzw. zielonych certyfikatów, które generują dodatkowe zyski wytwórcom zielonej energii? Środowiska związane z branżą OZE oceniają ten pomysł negatywnie”

– czytamy na portalu katolickim.

„Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKŚ) przedstawiło niedawno nową wersję rozporządzenia w sprawie zmiany wielkości udziału ilościowego sumy energii elektrycznej wynikającej z umorzonych świadectw pochodzenia. Jak donoszą media, udział ten w ostatnim czasie uległ radykalnym zmianom, które zagrażają funkcjonowaniu istniejących źródeł wytwórczych tzw. zielonej energii (przedsięwzięcia, które zostały zrealizowane do połowy 2016 roku). Chodzi konkretnie o świadectwa pochodzenia, które potwierdzają, że dana energia pochodzi z „zielonych”, czyli wolnych od emisji CO2 źródeł. Zgodnie z pierwotnym założeniem firmy obrotu miały wykazać certyfikatami, że w 2024 roku 11 proc. sprzedawanej przez nie energii pochodzi z OZE. Jednak według nowej wersji projektu odsetek ten spadnie do zaledwie 5 proc., co – uważają producenci – może wpływać na zaburzenia w funkcjonowaniu rynku energii”

– informuje Fronda.pl

Dorzeczy.pl

„Zdaniem części ekspertów, finalnie zmiany mogą spowodować wzrost cen energii w Polsce, jednak pierwszym efektem wejścia w życie nowej wersji projektu rozporządzenia w sprawie zmiany wielkości udziału ilościowego sumy energii elektrycznej wynikającej z umorzonych świadectw pochodzenia będzie brak zainteresowania inwestowaniem w Polsce w sektor zielonej energii”

– przewiduje Dorzeczy.pl

Salon24

„Było już nieźle z OZE i jak zwykle ktoś musiał pomajstrować przy projektach. Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło nową wersję projektu rozporządzenia w sprawie zmiany wielkości udziału ilościowego sumy energii elektrycznej wynikającej z umorzonych świadectw pochodzenia. Nagle, znany już projekt, uległ radykalnym zmianom. Te – mówiąc delikatnie – zagrażają funkcjonowaniu istniejących źródeł wytwórczych (projektów, które zrealizowane zostały do połowy 2016 roku). Zaraz rozjaśnię te pojęcia, ale puenta jest taka, że to kolejny cios dla wytwórców OZE i konsumentów energii elektrycznej. Czy nam się to podoba czy nie, żyjemy w XXI wieku i należałoby raczej rozwijać wytwarzanie najtańszej dziś energii potrzebnej polskiej gospodarce. Nowy projekt oznacza jednak koniec tzw. zielonej transformacji, która dywersyfikowała także nasz kraj w kontekście wojny na Ukrainie”

– czytamy na Salon24

Prezes PSEW

Mediom udzielił głosu Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, który nie kryje rozczarowania nowym rozporządzeniem Ministerstwa Klimatu i Środowiska.

„Nie wiem czy ktoś tego nie przemyślał, czy wystawił premiera czy ministra rozwoju, który w stanowisku napisał to 5 proc. To jest niezgodne z podejściem, które w ostatnich latach czy miesiącach było promowane przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. To przecież doprowadziło do eksplozji, jeżeli chodzi o wzbogacanie Polski w źródła energii, że nie tylko jedną nogą twardo stoimy na węglu, ale też na wiatrakach, fotowoltaice, wiatrakach na morzu itd. Dla nas jest to całkowicie niezrozumiałe, niespodziewane i szkodliwe dla kraju”

– tłumaczył w rozmowie z mediami Janusz Gajowiecki.

„Najgorsze jest to, że nie mamy pewności, co będzie w kolejnych latach; nie mamy stabilności, ale przede wszystkim ten pierwszy rok, 2024, propozycja ministerstwa klimatu to było 12% kwoty umorzenia świadectw pochodzenia, a teraz spadło na 5%. Sprawa jest jednoznaczna z upadkiem tego systemu do zera. To powoduje, że nie będzie odpowiedniego popytu na podaż na rynku. Mówiąc wprost, część firm upadnie, ponieważ nie będzie popytu na ich produkt”

– twierdził.

Zdaniem prezesa PSEW na skutek nowego rozporządzenia, jeśli to weszło by w życie, ceny energii w Polsce wzrosną.

Fot. Program Czysta Polska