Marek Beylin przeżył zawód. Polska okazała się kolejny raz niegodna jego marzeń.

Teoretycznie człowiek ten powinien być wzorcem do naśladowania dla młodych patriotów. W jego hagiografii działacza opozycyjnego w PRL czytamy bowiem, że należał do jednych z najdłużej internowanych po 13 grudnia 1981 r. (od 13 grudnia 1981 do 26 października 1982).

Od 1990 r. pisze dla gazety wyborczej. Ma więc za sobą wzlot czerskiej gadzinówki na poziom najbardziej opini9otwórczego dziennika w Polsce. Tym bardziej więc musi odczuwać dzisiejszy upadek.

Ale… To nie czerscy ideolodzy są winni.

Wg niego Naród nie dorósł, a ludzie, którzy pewnie popierają dzieło nadredaktora Michnika i jego idee siedzą w domu.

Wieczorem 11 listopada tak pisał:

Protest przeciw nacjonalizmowi jest słaby. To skutek naszych zaniechań.

Antyfaszystowski marsz „Za wolność naszą i waszą” w Warszawie był najlepiej zorganizowaną i radosną manifestacją, w jakiej uczestniczyłem od kilku lat. Szliśmy pośród muzycznych rytmów, fajnej raperki i widowiskowych kolorowych flag. I był to marsz patriotyczny, wpisujący polskość w uniwersalne wartości przeciwne nacjonalizmowi: wolność, równość, „pomoc wzajemną”. Przypominał również o katastrofie klimatycznej. Nastrój tego pochodu dobrze oddawało hasło „Polska dla buziaków”. Wszak patriotyzm powinien być też cool.

A jednak szedłem w tym marszu wściekły. Nie na uczestników ani organizatorów, tylko na powtarzającą się sytuację. Bo jak co roku było nas niewielu, podczas gdy w nieodległym Marszu Niepodległości maszerowało kilkadziesiąt tysięcy uczestników. Właśnie teraz odczułem, jak bardzo przywykliśmy do tej dysproporcji. Jakbyśmy co roku przyznawali rację nacjonalistom, że patriotyzm tolerancji, solidarności i różnorodności jest tylko niszowym zjawiskiem.

To oczywiście nieprawda i wiem, że słowo „antyfaszyzm” dziś kojarzące się głównie z lewicą dystansuje wielu demokratów o nielewicowych poglądach. Ale czy mamy w Warszawie tak mało zwolenników lewicy?

Naszego demokratycznego marszu nie poprzedziła mocna kampania mobilizacyjna. Partie lewicy nie apelowały do swych sympatyków o udział w tym wydarzeniu. Koalicja Obywatelska – jest tam trochę lewicowców – milczała. Wyszło na to, że dla wszystkich partii to, co niepartyjne, się nie liczy. Nie zatarła tego wrażenia obecność kilkorga lewicowych polityków. Nie propagowały intensywnie tego marszu także rozmaite środowiska kultury, które często angażują się w obronę demokracji. Ani organizacje walczące na co dzień o prawa kobiet. Ani, poza Akcją Demokracja, kręgi koderskie.

(…)

Ale konsekwencje są poważne, bo wielu Polaków wierzy, obserwując te coroczne wydarzenia, że nacjonalizm jest najważniejszą siłą w Polsce. A do silnych warto się przyłączać. Wychodzi na to, że Polska jest bardziej dla nacjonalistów niż dla buziaków. I ta nieprawda mnie wścieka.

http://wyborcza.pl/7,75968,25400719,szedlem-w-marszu-antyfaszystowskim-i-bylem-wsciekly-powiem.html#S.main_topic-K.P-B.3-L.2.glowka

Klęknąłem. Beylin, człowiek zaangażowany w walkę z reżimem komunistycznym, niosącym hasło internacjonalizmu właśnie, zwalczającym Święto Niepodległości jako obyczaj sanacyjny, a zatem wymierzony w sojusze itp. robi ideologiczną woltę.

Zamiast komuszego internacjonalizmu używa zbitki słów oznaczających w sumie to samo:

marsz patriotyczny, wpisujący polskość w uniwersalne wartości przeciwne nacjonalizmowi: wolność, równość, „pomoc wzajemną”.

Beylin stawia więc po przeciwnych stronach nacjonalizm i patriotyzm, przy czym patriotyzm wg czerskiego żurnalisty oznacza wyrzeczenie się polskości.

Czym jest „nacjonalizm” wg Beylina?

Trudne pytanie. Wpuszczone do „wyborczej” wyszukiwarki słowo to prowadzi do tekstu niejakiego Zbigniewa Mentzela (r. 1951) W Polsce – wiele razy już to prezydent Duda wyjaśniał – nacjonalizm, a tym bardziej szowinizm, zasadniczo nie występuje.

Starszy nieco kolega żurnalisty Beylina jako wzorcowy przykład nacjonalizmu podaje… kibicowanie narodowej drużynie!

Wg tego dogmatycznego idioty takie kibicowanie zasługuje na potępienie. On sam, niewątpliwie jako prawdziwy polski patriota (zgodnie z czerskimi zasadami) kibicuje Realowi Madryt oraz drużynie narodowej Senegalu.

Czy podobnie wygląda „patriotyzm” Marka Beylina?

Już widzę, oczami wyobraźni co prawda, jak tenże żurnalista robi zakupy w markecie. Ogląda towar, czyta uważnie etykietę i…. w zależności od tego, w jakim kraju jest wyprodukowany, albo odkłada na półkę (jeśli polski), albo też kładzie do koszyka. Wszak w ramach patriotyzmu złożonego z równości i „pomocy wzajemnej” lepiej kupić czosnek chiński i wspomóc w ten sposób jakąś wiejską komunę w Chinach niż produkt polski. W tym ostatnim przypadku mógłby bowiem Beylin pośrednio wspomóc jakiegoś polskiego chłopa – ciemnogrodzianina i na dodatek… katolika pewnie!

A już szczytem szczęścia jest przybycie do redakcji w spodniach uszytych w Bangladesz, majtkach z Senegalu, koszulce uszytej w Malezji i butach z Wietnamu.

No i skarpetkach z Indonezji.

Oto Polak….. na miarę ideologii Michnika i jego naśladowców jedynie.

Zastanawia mnie, dlaczego Beylin ukrywa rzeczywistość?

Pisze wszak:

Szliśmy pośród (…) widowiskowych kolorowych flag.

Czyżby się wstydził, że były to flagi tęczowe?

Biało-czerwone barwy wg czerskiego dogmatyka są „faszystowskie”, ale barwy zawłaszczone przez środowisko gejów, lesbijek, biseksualistów i transwestytów są „patriotyczne”.

Nosz Michnik jego mać!

Co prawda w tym odlocie rozumu czerski dogmatyk zachowuje się w miarę ostrożnie.

Już nie pisze wzorem Guya Verhofstadt’a o pochodzie kilkudziesięciu tysięcy „faszystów” czy tylko „nacjonalistów”.

To, że uważa tak samo, wynika z przesłania całości tego żałosnego tekstu.

Wyraźnie jednak boi się ostrych sformułowań.

I to właśnie napawać zaczyna optymizmem.

Raz, że frekwencja na „antymarszu” zaczyna być znikoma. Dwa – oskarżający jeszcze niedawno o dowolne przewinienia cały Naród polski bez wyjątku polskojęzyczni żurnaliści zaczynają być bardziej wyważeni w słowach.

Ale najważniejsze jest co innego.

Oni ciągle nie zrozumieli, że ideologia LGBT+ połączona z nową świecką religią ekologiczną (m. in. „święte” korniki w Puszczy Białowieskiej) sprowadza ich na margines społeczeństwa.

Za chwilę pozostanie im już tylko garść chuliganów z zasłoniętymi twarzami niszczących wszystko i wszystkich wokół.

Terroryzm lewacki jest bowiem zagrożeniem społecznym ustępującym tylko terroryzmowi islamskiemu.

12.11 2019