W roku AD1226, książe Konrad Mazowiecki zaprosił do Polski Krzyżaków. Chłopakom z Zakonu tak się w naszym kraju spodobało, że rozpanoszyli się na wszystkie strony, wtrącali się na każdym kroku w nasze sprawy i próbowali narzucać nam swoje prawa. Po kilku latach, Konrad Mazowiecki, widząc, co ta hołota wyprawia, ogarnął się i próbował ich z Polski delikatnie wyprosić. Niestety, było to już niewykonalne, ponieważ chłopcy z krzyżami na płaszczach mieli za sobą poparcie ówczesnej Unii Europejskiej w osobie m.in. Fryderyka II. Panoszyli się więc jeszcze prawie 200 lat.

W roku AD2015, minister Witold Waszczykowski zaprosił do Polski Komisarzy Weneckich. Chłopakom z Wenecji tak się w naszym kraju spodobało, że rozpanoszyli się na wszystkie strony, wtrącali się na każdym kroku w nasze sprawy i próbowali narzucać nam swoje prawa. Po kilku miesiącach, Witold Waszczykowski, widząc, co ta hołota wyprawia, ogarnął się i próbował ich z Polski delikatnie wyprosić. Niestety, było to już niewykonalne, ponieważ chłopcy gwiazdkami na fladze mają za sobą poparcie Unii Europejskiej ….

Historia napisze ciąg dalszy, ale już teraz można stwierdzić, że są dwie zasadnicze różnice między Krzyżakami a Komisarzami Weneckimi.
Po pierwsze: Krzyżacy pozostawili po sobie kilka zamków, które stały się atrakcją turystyczną, a Komisarze Weneccy pozostawią po sobie jedynie niesmak.
Po drugie: z Krzyżakami musieliśmy poradzić sobie sami, a w przypadku Komisarzy Weneckich i ich popleczników robotę wykonają za nas imigranci i narkotyki.

Nawiasem mówiąc, na konferencji prasowej przy okazji kolejnej już opinii, Komisarze Weneccy zachowywali się nadzwyczaj pobudliwie i ekstatycznie. Można było odnieść wrażenie, że znajdowali się pod wpływem jakichś trudnych do zidentyfikowania środków wywołujących pomroczność jasną. Na dodatek sprawiali wrażenie, że nie za bardzo znają treść opinii, którą wydali. To drugie może akurat nie dziwić, bo jest powszechnie wiadome, że większość opinii pisana jest w redakcji na Czerskiej, przy wydatnym udziale łysego grubaska od agencji towarzyskiej i jego kolegi wyglądającego jak niedożywiony Gomółka

Trybunał Konstytucyjny, którego dotyczyła wyżej wspomniana opinia, jest nadal na czele rankingu spraw najwyższej troski, którymi zajmuje się Unia Europejska. Unijni komisarze są już stałymi gośćmi w naszym kraju, do tego stopnia, że warto się zastanowić nad postawieniem im namiotu, gdzieś w okolicach Sejmu, żeby mogli w nim na zmianę rezydować. Jedzenie mogłaby im donosić Hanna Gronkiewicz-Waltz. Stać ją na to, bo za kamienicę zajumaną Żydowi w ramach Akcji Złote Żniwa, jej małżonek skasował od pewnej spółki niezłą kwotę. Mogłaby również sfinansować balangę sędziego „Orła” Rzeplińskiego i jego szemranego towarzystwa z TK, na które zaproszono (zero zdziwień) Komisarzy Weneckich. Niestety, ta Chytra Baba Z Warszawy nie wyłoży kasy, więc cała impreza spadła na głowę prezydenta Gdańska, niejakiego Pawła A.

Właśnie sobie przypomniałem, że niezawisły sąd umorzył wobec niego postępowanie, więc chwilowo można podać pełne dane: Paweł Adamowicz. Wspomniany tu osobnik nie wyłoży, oczywiście, swojej prywatnej kasy na biesiadę prezesa Rzeplińskiego, jego kumpli oraz gondolierów z Wenecji, ale sięgnie do skarbca, gdzie zacni gdańscy mieszczanie, wierni wyborcy Platformy Obywatelskiej, składają swe dobra materialne ku chwale byłej III RP. Gdańscy mieszczanie z radością przyjmą wiadomość o tym, że prezes „Orzeł” Rzepiński będzie wraz z kolegami chlał i obżerał się za ich pieniądze, bo wiedzą, co oznacza pojęcie dobro wyższe. Dobrem wyższym jest w tym przypadku troska o ich ukochanego prezydenta Pawła Adamowicza, który w przyszłości może mieć znowu styczność z aparatem sprawiedliwości. Z tego względu celowym jest mieć dobre układy ze środowiskiem sędziowskim i instytucjami międzynarodowymi. A dobre układy, jak wiadomo, wyrabia się między innymi poprzez finansowanie suto zakrapianych imprez.

Dla przypomnienia: prezydent Adamowicz, to ten, który ciągnął samolot należący do kryminalistów. Mając w ten sposób nabyte umiejętności, bez problemu pociągnie pieniądze z kasy miasta, zyskując w ten sposób mir i szacunek w środowisku sędziowskim.

Wniosek z tego, że jak się wie, komu ciągnąć, to się w życiu nie zginie.

Na potwierdzenie tezy, że ze środowiskiem sędziowskim III RP należy dobrze żyć, jest choćby wysokość kaucji nałożonej na Marzenę Ka., która zawinęła 38 mln za kilka sprawnie przeprowadzonych prywatyzacji warszawskich nieruchomości. Marzena Ka. wyszła na wolność po wpłaceniu kaucji w wys. 500 tys. zł, w wyniku czego jej zysk wyniósł na czysto 37,5 mln zł, co pozwoli jej i jej potomkom na dostatnie życie. A może także kilku sędziom.

Danuta Wałęsowa złożyła dramatyczne oświadczenie, że za komuny tak się nie bała, jak za rządów kaczystowskiej hunty. Największą zmorą spędzającą obecnie tej prostej kobiecie sen z powiek są nieudane losowania Toto-Lotka.

Jakby nie było dość nieszczęść, BOR już nie będzie ochraniał jej męża TW Bolka, o czym dowiedzieliśmy się od Jarosława Wałęsy, który w roku 2011 jechał motocyklem z prędkością 200 km/h przy ograniczeniu do 90 km/h, co skończyło się wypadkiem, który spowodował przerwę w jego działalności jako europarlamentarzysty, za co zażądał odszkodowania w wysokości 100 tys. zł. W PE zajmuje się głównie obroną macic, łamaniem prawa przez PiS i byciem autorytetem moralnym.

Z kolei Przemysławowi Wałęsie w 1995 roku, sąd drugiej instancji za jazdę po pijaku wymierzył karę roku i 9 miesięcy więzienia w zawieszeniu na cztery lata. Sąd przychylił się do zdania obrońcy, że syn byłego prezydenta cierpi na „pomroczność jasną”. W roku 2003 Przemysław Wałęsa dostał znowu wyrok w zawiasach …i tu zaskoczenie… za jazdę po pijaku.

Jego syn, Dominik Wałęsa, próbował w tym roku pokroić nożem dziewczynę.
Maria Wiktoria Wałęsa założyła spółkę, która obecnie jest ścigana za oszustwa i długi.
Listę zamyka Sławomir Wałęsa, alkoholik skazany w 1997 roku za spowodowanie wypadku drogowego.

W tym miejscu nasuwa się refleksja, że to nie Wałęsa potrzebuje ochrony, lecz raczej społeczeństwo powinno być chronione przed jego potomkami. Nawiasem mówiąc, jeszcze niedawno Bolesław Wałęsa wypowiadał się na temat ochrony BOR bardzo negatywnie, narzekając na inwigilacje i ograniczanie jego wolności.

Negatywnie na temat pozbawienia ochrony BOR-u wypowiedział się również były Prezydent, Aleksander Kwaśniewski, zapominając o fakcie, że osobiście podpisał ustawę zdejmującą ochronę BOR-u nad byłymi prezydentami. Musiał być wtedy w ostrej fazie Choroby Filipińskiej, dlatego zapewne nie pamięta.

Dla Wałęsy brak ochrony BOR-u nie będzie raczej stanowił wielkiego problemu, bo w każdej chwili może przecież zatrudnić znajomych z SB, którzy kiedyś wozili go do Stoczni motorówką. Koszt ochrony pokryje prezydent Paweł Adamowicz ze skarbca miejskiego, bo Bolek podobno całą kasę wydał na Nordic Walking w Miami i sauny w towarzystwie skąpo ubranych dam nieciężkich obyczajów.

Na internautów spadła jak grom wiadomość, że szefami Facebooka w Polsce są Sylwia de Weydenthal (działaczka KOD), Robert Bednarski (były szef Onetu), fani Ryszarda Rubikonia i Róży Marii Gräfin von Thun und Hohenstein zu Manipulierten Abstimmung in Polen Kuss Mich in den Arsch zum Wurst Conchita Scheuring der Petru Wielgus Lubnauer Lieder Henning Schmid Zwei Kanibalen und Drei Amigos KOD mit Uns in Rumpelstock Schöne Penis Guy Verhofstadt Jude Raus nach Volkswagen mit Zwei Zilinder und Ratzefummel Krächzte Allgemeine Kundelstimmender und Schönste Schlager von Octoberfest Unsere Mütter Unsere Väter zum Hans Kloss Guten Abend Bitte das Kuddelmuddel Dupenklappen von Hände Hoch Nicht Schissen meine Damen und Herrn von Stuhr nach Hause Verfluchte Brunner in Rosenzweig Hakenkreuz und so Weiter der Schmetterling zum Beispiel Heili Heilo auf Wiedersehen Und So Weiter ficken Stuhr und Freunde gute Nacht und Guten Appetit für alles Koderasten und Kommunisten

Boję się dalej pisać…..

Zbigniew KozłowAutor: Zbigniew Kozłow