Ostatnio w Warszawie trafiłam na jakąś kumulację bezmyślnych zachowań kierowców na widok karetek na sygnale. Ręce opadają.

Zmorą kierowców ambulansów jest gwałtowne hamowanie na widok karetki nadjeżdżającej z tyłu, przez co i one muszą hamować. Gdy na trasie zrobi tak kilkadziesiąt aut, to już spora strata.
Jeśli widzicie ambulans z tyłu, nie czekajcie, aż dojedzie do Was, tylko zawczasu szukajcie zatoczki lub powoli zjedźcie na pobocze, najlepiej zwalniając stopniowo, aby i ci z tyłu zdążyli zrobić to samo. Minuta nikogo z nas nie zbawi, a chorego w karetce może. Uwaga, nie zjeżdżamy gwałtownie na nieutwardzone pobocze, bo sami możemy spowodować wypadek. Niedawno zginął tak kierowca dostawczaka.

Zawsze włączam kierunkowskaz, aby kierowca ambulansu wiedział, że go widzę.  

Jeżeli nie ma gdzie zjechać, bo np. jest barierka, to czasem jedynym wyjściem jest rura ile fabryka dała i poholowanie karetki do miejsca, gdzie można zjechać, np. najbliższego skrzyżowania.

Jeżeli stoję na czerwonym na „pole position”, nie waham się wjechać (ostrożnie) na pasy czy wysepkę. Na drogach z kilkoma pasami robimy korytarze ratunkowe – na dwupasmówce po środku, na trzypasmówce między drugim a trzecim od prawej.

W Austrii na autostradach są co kilkadziesiąt kilometrów tablice przypominające zasady tworzenia korytarzy ratunkowych. Może i u nas będą?

I wreszcie, gdy karetka nas minie, nie wolno „wieźć się” na jej ogonie. I nawet nie chodzi o to, że to cwaniakowanie, ale o to, że karetki często hamują gwałtownie. Kierowca ambulansu musi wtedy myśleć nie tylko o tym, co dzieje się przed nim, ale i o baranie jadącym mu na zderzaku.

Prowadząc samochód, zwłaszcza w mieście, nie wolno słuchać muzyki na full.

Te uwagi to – wydawałoby się – „oczywiste oczywistości”, jak mawiał klasyk. Ale po tym, co widziałam ostatnio, nigdy dość przypominania podstaw. Dla dobra nas wszystkich, bo nigdy nie wiemy, czy sami nie będziemy pacjentem w ambulansie.

Macie jakieś jeszcze rady?

Fot. tvp.info/Marcin Sochacki

Autor: dr Monika Strus-Wołos
Adwokat, w latach 2007-2013 członek Naczelnej Rady Aadwokackiej.