Niemcy mają dziś najdroższy prąd w całej Europie. Rachunki niemieckich rodzin to nawet 44 eurocenty za kilowatogodzinę. Ale nie dlatego, że prąd jest taki luksusowy. Nie, to po prostu cena ideologii, podatków i chorej polityki klimatycznej.

Tak właśnie kończy się ich słynna Energiewende. Zamknęli elektrownie atomowe, rozkręcili wiatrakowy interes, dopłacali miliardy do paneli, a teraz zwykły Niemiec płaci za eksperymenty polityków. Na fakturze ma nie koszt energii, tylko koszt fanaberii. To jest prawdziwa faktura za ideologię.

I co robi Donald Tusk? Zamiast wyciągnąć wnioski, kopiuje niemiecki model, jak głupek. Ten sam model, który zrujnował niemiecką gospodarkę i wyssał pieniądze z kieszeni zwykłych ludzi. Tusk śni o wiatrakach, pakcie klimatycznym i nowych podatkach, a zapomina, że ludzie w Polsce już dziś płacą jedne z najwyższych rachunków w Europie, jeśli liczyć w stosunku do zarobków.

To nie jest przypadek. To plan. Berlin ma najdroższy prąd, więc teraz trzeba ściągnąć resztę Europy na ten sam poziom. A Tusk? Idealny wykonawca cudzej polityki. Woli bronić interesów Niemiec niż polskich rodzin i polskiej gospodarki.

Dlatego trzeba powiedzieć jasno: albo pójdziemy własną drogą – atom, tania energia, bezpieczeństwo energetyczne – albo skończymy jak Niemcy. Z rachunkami, których nikt nie będzie w stanie płacić, i z gospodarką, która przestanie być konkurencyjna.

Bo prąd to nie luksus, to nie zabawka polityków. To fundament życia i rozwoju. A jeśli pozwolimy Tuskowi, by wciągnął nas w niemiecki scenariusz, obudzimy się w Polsce, gdzie rachunek za światło będzie rachunkiem za cudzy idiotyzm.

A wtedy okaże się, że nie chodziło o klimat, tylko o to, żeby Polak płacił – i milczał.