Policja zamiast listonosza. Niedziela zaczęła się od wizyty na komisariacie Policji. Najpierw był telefon — nie list polecony, nie wiadomość e-mail — mimo że korespondencję z sądem prowadzimy od co najmniej pół roku. Powód poszukiwań? Doręczenie pisma z sądu.
Tak właśnie wygląda dziś państwo, które coraz częściej zamiast chronić wolność słowa, próbuje zastraszać ludzi mediów. W kraju, który tak chętnie mówi o demokracji i europejskich standardach, służby nachodzą dziennikarzy w domach, wyważają drzwi prywatnych mieszkań i angażują aparat państwa do wywierania presji na tych, którzy zadają niewygodne pytania.
UKEN, układy i niewygodna prawda
Od ponad dwóch lat opisujemy na łamach Pressmania.pl patologie i mechanizmy budowane na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Istniał tam układ zależności, którego symbolem stał się były rektor, prof. Piotr Borek.
Nasze publikacje nie były polityczną agitacją ani medialną nagonką. Opieraliśmy się wyłącznie na dokumentach, relacjach świadków i faktach, które dziś znajdują potwierdzenie również w działaniach organów kontrolnych.
To właśnie w czasie, gdy atmosfera wokół uczelni gęstniała, podpisano umowę z jedną z krakowskich kancelarii prawnych. Rozpoczęła się seria działań wymierzonych przeciwko autorom naszych publikacji. Próbowano zarzucać mi bezprawne posługiwanie się tytułem redaktora naczelnego i dziennikarza.
Sąd jednak jednoznacznie obnażył absurd tych oskarżeń, punktując bezzasadność zarzutów i kompromitując autorów tych działań. Mimo to równolegle kierowane są kolejne prywatne akty oskarżenia wobec dziennikarzy i autorów publikujących w naszym medium.
Źródeł nie wydamy. Nigdy
Opublikowaliśmy ponad 30 tysięcy artykułów na Pressmania.pl. Od ponad jedenastu lat skutecznie chronimy swoich informatorów oraz dane autorów publikujących pod pseudonimami. I nadal będziemy to robić. Prawo do anonimowości dziennikarskiej jest jednym z fundamentów wolnych mediów.
Nie zamierzamy ulegać presji ani reagować na „prośby” o ujawnienie danych naszych współpracowników — niezależnie od tego, kto je formułuje. W państwie prawa procedury powinny opierać się na przepisach, a nie na oczekiwaniu, że dziennikarze sami zrezygnują z ochrony swoich źródeł.
Nie jesteśmy na sprzedaż
Interesują nas wyłącznie fakty. Dlatego od lat zajmujemy się sprawami, których inne media często boją się dotykać. Pisaliśmy o wpływowych politykach, środowiskach akademickich, biznesie, związkach zawodowych i układach lokalnej władzy. Nie baliśmy się publikować tekstów niewygodnych ani dla establishmentu, ani dla ludzi posiadających pieniądze czy polityczne wpływy.
Nie jesteśmy medium utrzymywanym z publicznych pieniędzy. Nie żyjemy z politycznych grantów ani reklamowych układów. Nie jesteśmy niczyją tubą propagandową. To daje nam wolność, której wielu dziś po prostu nie ma. Dlatego nie damy się zastraszyć.
Nasi dziennikarze, blogerzy i publicyści mogą czuć się bezpiecznie. Współpracujący z nami prawnicy poradzą sobie z każdą próbą uciszania niezależnego dziennikarstwa. A my nadal będziemy publikować materiały dotyczące spraw ważnych społecznie — niezależnie od tego, komu będą przeszkadzały i jaką będą miały klikalność, bo w pracy mediów nie chodzi o „lajki” na Facebooku.
Były rektor chciałby ciszy
Były rektor UKEN w Krakowie zapewne chciałby dziś ciszy wokół swojej działalności. Problem polega jednak na tym, że prawda ma to do siebie, iż wcześniej czy później wychodzi na jaw. Szczególnie wtedy, gdy pojawiają się wyniki kontroli Najwyższej Izby Kontroli, które — według osób znających dokument — są dla byłych władz uczelni druzgocące.
Nigdy nie pisaliśmy „z brudnego palca”. Każdy opublikowany materiał miał swoje źródła i potwierdzenie. Dotyczy to również tekstu „Poszukiwany, ścigany i przyspawany – kto?? Rektor Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej” (czytaj więcej), który wywołał ogromne emocje wśród osób próbujących dziś uciszyć nasze środowisko.
Telefon wystarczył. Da się?
Na koniec jedno ważne podkreślenie. Doceniam profesjonalizm dzielnicowego czyli funkcjonariusza Policji z Wadowic, który po prostu zadzwonił i poprosił o spotkanie, zamiast urządzać pokazowe poszukiwania miejsca zamieszkania. Mój numer telefonu od dawna znajduje się w aktach sprawy i nigdy nie był tajemnicą.
Nie dam się zastraszyć
Przypominam, że od 38 lat utrzymuję się z pracy własnych rąk i jestem z tego dumny. Dzięki temu pozostaję człowiekiem niezależnym — wolnym od politycznych zależności, finansowych układów i sponsorowanych oczekiwań.
Magazyn Opinii Pressmania.pl nie jest na sprzedaż. I nigdy nie będzie.
A jeśli będzie trzeba — pójdę siedzieć. Nigdy nie dam się nikomu zastraszyć. Jasne?

Zostaw komentarz