Proszę ten tekst potraktować, jako skrótową propozycję reform służb specjalnych (tylko wywiad i kontrwywiad), będącą jedynie zbiorem uwag i tematów do dyskusji. Wystarczy na FB, za mało na program. Cały czas uważam, że ludzie są najważniejsi, lecz aby w pełni docenić ich wysiłek, wykorzystać umiejętności konieczne jest opracowanie logicznego i spójnego planu reform. Dopiero potem można rozważać personalia. U nas zawsze jest odwrotnie i wychodzi, jak widzimy, czyli zero. Powtórzę też, że po raz pierwszy mamy okazję, obawiam się, iż jedyną, stworzyć skuteczne służby prawdziwie demokratycznego państwa, bez naleciałości poprzedniego systemu. Nie chodzi mi znów o ludzi, ale właśnie o system, który generował określone postępowania, a w tym przyzwyczajenie szefów do bycia czynnym elementem polityki, kreatorem jej, a nie wykonawcą, mitologizacja służb, powodująca stawianie się instytucji ponad państwem i owo słynne „dobro służby”, które jest bezpośrednim spadkiem po PRL, a które tak szybko i „bezboleśnie” zostało adaptowane przez twórców UOP. Nie chce przedłużać, więc nie wyjaśnię tego głębiej. Ad rem:

1. Jest możliwe rozwiązanie służb i sformowanie nowych bez większych strat. Wyjaśnijmy też, że przez „opcję 0” rozumiem redukcje i wymianę kadry kierowniczej każdego szczebla i zero tolerancji dla pozostałych. Zamiast kolejnych szefów starych instytucji, którzy zaraz zachwycą się skutecznością wydziałów administracyjnych, bo lepszy fotel, lepszy komputer, szybszy samochód (widziałem to wiele razy), należy powołać na określony okres przejściowy komisję likwidacyjną. Komisja ta zajmie się właśnie audytem służby i weryfikacją pracowników (można to zrobić szybko, sprawnie i skutecznie) oraz przygotowaniem do przejścia we właściwą strukturę. Taka „komisja likwidacyjno-audytowa” winna podlegać ciału z poza służb i składać się z osób od danej służby niezależnych. Winny tez zostać jasno opracowane kryteria weryfikacyjne i podane do wiadomości weryfikowanych, a nie ukryte w „ściśle tajnych” teczkach.

2. To powinien być punkt pierwszy. Nie jest ważne czy będzie koordynator, czy minister do spraw służb, jeśli nie będzie miał mocy sprawczej. Jedynym ciałem, które może uniknąć zarzutu „upolitycznienia” (wiem, wiem, znam kontrargumenty, ale miejmy nadzieje, przynajmniej teoretyczną, bo nigdy z tego obłędu nie wyjdziemy) jest komisja parlamentarna do spraw służb. Do czasu powstania odpowiednych aktów prawnych, komisja powinna dostać odpowiednie narzędzia i uprawnienia, umożliwiające jej skuteczne działanie. Wydaje mi się, że nadanie jej statusu permanentnej komisji śledczej wystarczy na samym początku. Właśnie wokół takiej komisji i pod jej nadzorem winni pracować eksperci, przygotowujący wszystkie akty prawne dotyczące służb specjalnych, czyli wyłącznie wywiadu i kontrwywiadu. Uważam też, ze to komisji winne podlegać służby. Każda służba winna też mieć stałego łącznika z komisją, ale nie generała, na miłość Boską! Powinien to być oficer operacyjny, który na tej robocie się zna i parę spotkań z figurantami w życiu zrobił. Wymaga to, niestety, krytycznego podejścia generałów do samych siebie.

3. Komisja ds. Służb byłaby tez inicjatorem powstania zespołu opracowującego Kontrwywiadowcza Charakterystykę Terenu. W jego skład musieliby wchodzić przedstawiciele różnych dziedzin. Jej część jest oczywiście tajna, ale wiele aspektów powinno być jawnych, ponieważ w systemie bezpieczeństwa państwa najważniejsza jest społeczna świadomość zagrożeń, a nie tajne i tajemnicze służby specjalne. Zrozumieli to Amerykanie po 11 Września. Zasady ochrony krytycznej infrastruktury kraju, włącznie z niektórymi obiektami są na ciągle aktualizowanej stronie internetowej. Tylko społeczeństwo świadome i wyedukowane pozwoli na skuteczne działanie służb. Zawodowy oficer czegokolwiek, choćby nie wiem jak genialny, nic nie zrobi bez ludzi. Instytucje zamknięte i schowane za parawanem tajemniczości stają się śmieszne z biegiem czasu. Poza tym zjadają same siebie, a swoich pracowników przede wszystkim. KChT winna wyznaczać ilość, strukturę, priorytety i konkretne zadania służb. Dość już o niej. Nie mogę pisać tu książki na ten temat, a jest to temat rzeka.

4. Uważam, że w naszych warunkach geopolitycznych najważniejszą służbą jest kontrwywiad. Uwaga: nie oznacza to pomijania wywiadu lub pomniejszania jego znaczenia. Musimy jednak zrozumieć, że wywiad ma funkcje bardziej „ezoteryczne” i mniej zauważalne w krótkiej perspektywie. To droga impreza, a my nie będziemy nigdy prowadzić wywiadu totalnego. Nie mamy na to sił i środków i wątpię byśmy je w najbliższej przyszłości zdobyli. Nasz wywiad zawsze będzie punktowy, tematyczny i musi elastycznie reagować na polityczne zmienne. To system wczesnego ostrzegania. Warto utworzyć przy wywiadzie prawdziwa instytucję analityczną, zajmującą się „białym wywiadem”, coś na kształt FBIS. Nie może to być jednak jedyne źródło informacji. Dlatego też, należy umożliwić wywiadowi poprzez instrumenty prawne działania na zewnątrz, ograniczając centralę do niezbędnego minimum zarządzających operacjami. Dajmy spokój szczegółom, bo jeszcze mnie wsadzą. Zakończę temat wywiadu, uważam, że u nas powinna być jedna instytucja wywiadowcza skupiająca całość działalności operacyjnej na tym polu. Nie mylmy rozpoznania pola walki z wywiadem. To zupełnie coś innego. Wywiad nie potrzebuje czołgów i samolotów. To nie Bond. W wywiadzie trzeba myśleć i czasem warto zapukać, zanim wywali się drzwi. Jeden wywiad, ale dwa kontrwywiady: wojskowy, ograniczony ustawowo, do terenu MON, a w niektórych sprawach zobowiązany do podporządkowania się kontrwywiadowi cywilnemu i właśnie mocny, potężny kontrwywiad cywilny. Działający na wszystkie strony z różnym natężeniem oczywiście. Każda z tych instytucji musi zostać pozbawiona uprawnień śledczych, a sprawy gospodarcze winna przejąć policja lub tzw. Inne law enforcement agencies. Oczywiście, zaistnieją sytuacje, gdzie pola kontrwywiadu i policji nachodzić będą na siebie, ale można to łatwo rozwiązać powoływaniem grup operacyjnych, poświęconych takiej właśnie sprawie i składających się z pracowników instytucji zaangażowanych w działania. Trzeba tez utworzyć przy Prokuraturze Generalnej (w obecnym systemie prawnym) zespół specjalny, tylko do realizacji spraw kontrwywiadu lub innych służb. Wyspecjalizowani i znający specyfikę służb prokuratorzy winni nadzorować śledztwa, wskazywać na potrzeby dowodowe oraz pilnować, by realizowano właściwe procedury. Skończmy w tym momencie również ze względu na objętość tekstu.

5. Ten punkt będzie najbardziej kontrowersyjny. Uważam, że konieczne jest „odwrócenie” reformy ministra Siemiątkowskiego. Jestem pewien, że jej autor chciał dobrze i starał się „zrobić u nas Amerykę”. Zapomniał tylko o geopolityce i naszych uwarunkowaniach geologicznych. Rozdzielono wywiad i resztę, przerywając system naczyń połączonych, a następnie utworzono ABW do wszystkiego i wywiad, szamotający się z braku możliwości operacyjnych. W dodatku, rozpoczęła się rywalizacja szefów, a całość, pracę oddzielnych instytucji reguluje wspólna ustawa (sic!). W całej swojej operacyjnej karierze i w wywiadzie (21 lat) i w kontrwywiadzie (8 lat) wiele spraw wychodziło mi dobrze przy harmonijnej współpracy z drugą służbą, bo taka jest polska specyfika. To zostało nagle przerwane i owego „naczynia połączonego” nie zastąpiły żadne umowy, układy, a w ciągu ostatnich ośmiu lat obie instytucje walczyły ze sobą w kraju i za granicą, budząc śmieszność, szczególnie MSZ. Minister nie wziął pod uwagę spadku po PRL w postaci owego „dobra służby”. Jeden szef, gwarantuje w Polsce właściwe uzupełnianie się obu instytucji, równowagę i kooperację dla dobra państwa, a nie kolejnego generała.

To są tylko hasła. Każdy punkt wymagałby wielu stron wyjaśnień, z których nie wszystkie mogłyby być dostępne dla opinii publicznej. Nie chce mi się ich pisać, ponieważ i tak nikt na to nie zwróci uwagi. Nie martwcie się więc, generałowie przestępujący z nogi na nogę w poczekalni, ani ci, którzy do tej poczekalni zmierzają. Nie martwcie się też poprawnie polityczni emeryci służb mundurowych. To tylko taka pisanina, faceta, który nigdy nie umiał i nie chciał tańczyć wokół kolejnych generałów, premierów, prezydentów i dlatego założono a priori, że nie ma racji, bo u nas ważniejszy jest właściwy ukłon niż fachowość (teraz to się dopiero naraziłem wszystkim!), a byli szefowie służb pomocniczych pisać będą ustawy o wywiadzie, chociaż wywiad kojarzy się im z Navy Seals.

Na koniec jeszcze jedno: nie wiem, jak odpolitycznić szefostwo służb i wyrwać je z zaklętego partyjnego kręgu. Może poprzez ustanowienie stanowiska permanent undersecretary i mianowanie kapitana, który nie był nigdy w partii, ale zrobił kilka dobrych spraw i zna się na tej robocie. Szefem niech sobie będzie polityk. W Wlk. Brytanii byłem świadkiem, gdy pewien odpowiednik naszego naczelnika podczas omawiania sprawy operacyjnej, po protokolarnym chat, czyli „blabla”, wstał i podziękował swojemu ministrowi oraz z rozpędu mojemu, bo „przejść musimy do istotnych szczegółów operacyjnych”. Trzeba było widzieć minę „mojego” generała! Brytyjczyk stwierdził, gdy już zostaliśmy sami: „To politycy. Wiatr ich wywieje po kolejnych wyborach, a my będziemy dalej robić to samo. Po co im tyle wiedzieć?”. Najśmieszniejsze było to, że jego „minister” powiedział mniej więcej to samo do „mojego”, gdy wychodzili z pokoju. I jak ja mogłem zrobić karierę?