i lata na chleb mówili „BEB”

To było w grudniu!

Znosili wiele ludzie
Przez całe lata.
Aż przyszedł „GRUDZIEŃ”
Odsłonił twarze niektórych Polaków!
W imię wzniosłego hasła
Salwa padła!
Zgrzytnęły pistolety maszynowe
Jakby wszedł okupant znowu.
Jęknęła ziemia zamierając w bezruchu,
Dym ze strachu uciekł w niebiosa.
Zostały trupy na bruku,
Wiatr płakał w ich włosach.
Uwaga helikopter! Uwaga helikopter!
Lecą gazy łzawiące i kule ostre!
Lecą niosąc zapłatę
Za upokorzenia i pracę…
Tu czołg zmiażdżył żywe ciało,
A tam było komuś za mało
I w centrum rzucał słowa:
Zbombardujmy Stocznię, zbudujemy nową!
A potem skrycie
Pod osłoną nocy
Oddzielając teorię od praktyki
Zapełniano ciałami groby.
Kazano nam zapomnieć,
Że istniał „GRUDZIEŃ”,
Że były represje, sądy
I zabraniano o tym mówić. Gdynia 24.02.1981r.

Za godzinę

Wóz podjechał…
Weszli… Rzekli:
„Na cmentarzu
Witomińskim
Będzie pogrzeb
Za godzinę
Pani syna,
Chuligana
I bandyty!”
„Za godzinę!
Za godzinę”
Dodał drugi
Zimne słowa
Niczym bagnet
Swoim ostrzem
Cięły serce…
Echo niosło:
Ni rodziny
Ni przyjaciół
Ni znajomych
Nikt nie prosił…
Przecież pogrzeb
Powiedzieli
Za godzinę!
Za godzinę!!!
Trumnę państwo
Fundowało
I asystę
Też przysłano…
Noc skrywała
Hańbę mordu
Ale echo
Pozostało
I wciąż krzyczy:
Za godzinę!
Za godzinę!!
Za godzinę!!! Gdynia 28.11.1981 r.
Franciszek Krzysiak – dysydent