Kilku moich znajomych zadzwoniło do mnie by wyrazić oburzenie tym, iż przeprowadziłem wywiad z Krzysztofem Bosakiem (vide link). Według osób tych z kandydatem Konfederacji na prezydenta nie należy w ogóle rozmawiać, gdyż przeprowadzając z nim wywiad popularyzuję jego idee i jego osobiście, gdy tymczasem zarówno p. Bosaka osobiście jak i Konfederację z racji tendencji autorytarnych oraz mniej lub bardziej skrywanej wrogości wobec Unii Europejskiej i Zachodu (a tym samym de facto sprzyjania Rosji) należałoby otoczyć kordonem sanitarnym. Poniżej wyjaśniam dlaczego uważam pogląd taki za błędny.

Przede wszystkim ja Krzysztofowi Bosakowi zaproponowałem rozmowę. Twardą, ale uczciwą. Nie ja zapraszałem p. Bosaka do „Tańca z Gwiazdami”. O ile się orientuję to celebrycki „fame” wiąże się raczej z tym drugim, a nie rozmową np. o polityce zagranicznej.

Moja rozmowa z Krzysztofem Bosakiem jest pewnego rodzaju paradoksem. Pan Krzysztof Bosak jest sympatycznym i niewątpliwie uzdolnionym człowiekiem i mogę śmiało powiedzieć, że miło nam się rozmawiało, przy czym moje poglądy są niemal całkowicie rozbieżne z poglądami p. Krzysztofa Bosaka. Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości ani pan Bosak ani ja i zresztą jest to widoczne w naszej rozmowie. Najśmieszniejsze jest jednak to, że mimo tego obydwaj jesteśmy chyba zadowoleni z wywiadu. Pan Krzysztof Bosak jest otóż, jak mniemam, przekonany, że wyraziwszy swoje poglądy zyska na popularności, a ja z kolei jestem przekonany, że sobie zaszkodził, bo pokazał raczej skrajne, a nie umiarkowane oblicze. Jako, że moje poglądy są, jak już wspomniałem, rozbieżne z poglądami p. Bosaka powyższe mnie nadmiernie nie smuci. Nie muszę przy tym tego wcale ukrywać, bo nie oznacza to nieuczciwości dziennikarskiej. Jeśli bowiem nasza rozmowa p. Bosakowi nie pomoże to nie dlatego, że zastawiłem na niego jakieś pułapki (bo ich nie zastawiłem), ani dlatego, że wywiad pociąłem pod tezę (bo nie pociąłem, a tekst jest autoryzowany), tylko dlatego, że p. Bosak powiedział, to, co powiedział, a powiedział m.in. to, że odrzuca ideę kompromisu, a politykę, którą uprawia w XXI wieku, rozumie niemal jak walkę o przetrwanie, tak jakby świat się nic a nic nie zmienił.

Nie podzielam opinii, że dziennikarstwo (czy też jak kto woli dziennikarstwo wierne ideom liberalnej demokracji) polega na tym, że należy być miłym dla tych, których politycznie się lubi i niemiłym dla tych których politycznie się nie lubi. Dziennikarstwo polega na tym, że zadaje się trudne pytania i pilnuje się, by ten z kim się rozmawia odpowiadał na pytania, a nie ślizgał się nie mówiąc nic. Tutaj muszę oddać skądinąd p. Bosakowi to, że jakkolwiek uważam jego poglądy za niebezpieczne, tak szanuję jego uczciwość jako rozmówcy – K. Bosak nie unika bowiem odpowiedzi i mówi wprost co sądzi.

Rozumiem ideę kordonu sanitarnego wokół sił, których celem jest narzucanie swojej woli reszcie społeczeństwa. Problem polega na tym, że idea kordonu sanitarnego jest w pewnym sensie również ze swej natury autorytarna. Z tym mógłbym się jeszcze pogodzić uznając, że jeśli poglądy danej siły politycznej są wyraźnie sprzeczne z ideą demokracji (która nie sprowadza się, tak jak uważa Krzysztof Bosak, do tego że większość decyduje o wszystkim i nie musi liczyć się z mniejszością) to może jest to konieczne, ale z kordonem sanitarnym w naszych polskich realiach wiąże się kilka poważnych problemów.

Po pierwsze kordon sanitarny jest zazwyczaj nieskuteczny. Prawo i Sprawiedliwość otoczone było swego rodzaju kordonem sanitarnym i jakoś nie przeszkodziło to partii tej wygrać wyborów. W polityce zagranicznej kordonem sanitarnym otoczyliśmy Aleksandra Łukaszenkę i też mu to jakoś nie zaszkodziło. Kto wie skądinąd, czy nie kordonowi zawdzięczamy to, że autorytarny rys PiS jedynie – w porównaniu z latami 2005 – 2007 – uległ wzmocnieniu. W wypadku Białorusi beneficjentami naszego kordonu jest głównie Rosja (i zwolennicy kordonu, którzy mają aż do emerytury chyba dobrze płatne „fuchy”). Kordon sanitarny zawsze bowiem oznacza brak dialogu pomiędzy tymi, którzy są na zewnątrz kordonu i tymi które są wewnątrz kordonu.

Po drugie w dobie Internetu kordon sanitarny oznacza fałszywe poczucie bezpieczeństwa elit ów kordon tworzących. Oto danej siły politycznej nie widać. Skoro jej nie widać, to znaczy, że jej nie ma. I tylko potem w przededniu wyborów powstaje konfuzja, że jednak jest.

Trzeci problem związany z ideą kordonu sanitarnego polega na tym, że może on się sprawdzać w społeczeństwa i systemach, gdzie umiarkowane siły polityczne zdolne są do autorefleksji i samonaprawy. W systemach innych kordon sanitarny oznacza tyle, że w jego imię nie mówi się o gniciu rządzących. Polski system polityczny, polskie elity i polska inteligencja (#yeti, bo jest jak yeti tzn. podobno istnieje, ale też się ukrywa) zdolności do autorefleksji i samonaprawy są pozbawione. Stworzenie kordonu sanitarnego wokół PiS oznaczało ni mniej ni więcej, ale tyle że nie należało mówić o błędach PO „bo jak nie to PiS”. Kordon sanitarny który stał się parasolem ochronnym jedynie przyśpieszył procesy gnilne, uśpił czujność i zapewnił zwycięstwo PiS. Kordon sanitarny, który dziś miałby otaczać PiS (a i takie hasła słyszę ze strony naszych rodzimych Burbonów, którzy „niczego nie zrozumieli i niczego się nie nauczyli”) jest dowodem intelektualnej impotencji, bo nie da się otoczyć kordonem sanitarnym rządzącej partii. Kordon sanitarny, którym można byłoby otoczyć Konfederację jest absurdem, bo w sytuacji podziałów na naszej scenie politycznej byłby z natury nieszczelny, a tym samym miałby wszystkie kordonu wady i zarazem zero jego zalet.

Po czwarte aby proponować kordon sanitarny trzeba mieć możliwości, by kordon taki stworzyć. Nie wiem czy moi Szanowni Przyjaciele zauważyli, ale tak jakby już tych możliwości nie macie… Rozumiem, że po ćwierćwieczu władzy lub w każdym razie rządu dusz trudno się przyzwyczaić do tego, że się już nie rządzi, ale żeby być aż tak odrealnionym…

Po piąte wreszcie problemem nie jest to, że ten czy inny polityk odwołuje się do autorytarnych ciągot w społeczeństwie (na lewicy też nie brak młodych „idealistów” którzy a to nie uznają domniemania niewinności np. w sprawach obyczajowych, a to chcą wychowywać społeczeństwo w sprawach ruchu drogowego), ale to, że idee autorytarne znajdują poklask w społeczeństwie. Ale to już pewnie kwestia edukacji. Zabawne skądinąd jak to niektórzy potrafili godzić swój sprzeciw wobec autorytaryzmu z przeświadczeniem, że edukacja to piąte koło u wozu (i że można np. w ogóle machnąć ręką na takie „michałki” jak etyka, albo wiedza o społeczeństwie, a politykę historyczną oddać w jasyr IPN).

I na tym kończę złośliwości, za które przepraszam. A może i nie. Koniec końców się należą.

Wywiad z Krzysztofem Bosakiem przeczytacie tutaj.

Fot. Krzysztof Bosak/Facebook

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)