Ano dlatego, że był pierwszym nowożytnym myślicielem, który na gruncie Oświecenia zbudował fundamenty teorii społecznej, która pozwalała na racjonalne uzasadnienie ludobójstwa.

Marksistowska teoria społeczno-ekonomiczna jest od początku do końca pomyślana jako teoria konfliktu, którego jedynym możliwym sensownym rozwiązaniem jest rewolucja i następująca po niej dyktatura. „Zbożny cel” jej przyświecający blaknie wobec głównej idei Marksa, jaką była teza wyrażona w Manifeście Komunistycznym:

„Rewolucja komunistyczna jest najradykalniejszym zerwaniem z tradycyjnymi stosunkami własności; nic dziwnego, że w swym przebiegu przyniesie ona również najradykalniejsze zerwanie z tradycyjnymi ideami.”

Marks dał światu wyrażone językiem oświeceniowego racjonalizmu przekonanie, że „radykalne zerwanie z tradycyjnymi ideami” – w przeciwieństwie do ich ewolucyjnego rozwinięcia – jest najskuteczniejszym i najbardziej pożądanym kierunkiem „postępu”.

W tym sensie, pozornie „naukowy” socjalizm Marksa okazał się kolejną utopią, w ramach której ukształtowany system społeczny był pozbawioną wartości „przygodną konstrukcją”, którą „oświecony” umysł może jak gumę wyginać nie licząc się z konsekwencjami, skoro na końcu tej drogi jest chwalebna równość i domniemany dostatek.

Sam Marks doskonale zdawał sobie sprawę z kosztów rewolucji pisząc, że „jednaki przymus pracy dla wszystkich, utworzenie armii przemysłowych, zwłaszcza dla rolnictwa” jest koniecznym etapem tego procesu. Przymus ten wprowadzały wszystkie reżimy komunistyczne na świecie – z wiadomym skutkiem. A im bardziej mizerny był ten skutek, tym większy był terror, za pomocą którego przymus ów wprowadzano.

Należy zatem kategorycznie stwierdzić, że zbrodnie komunizmu nie były nigdy skutkiem „błędów i wypaczeń”, ale były integralną częścią rewolucji komunistycznej, dla której dyktatura „oświeconej” elity rewolucyjnej jest koniecznym etapem „zmiany społecznej”.

Nie ulega wątpliwości, że nawet tam, gdzie komunizm jest chyłkiem wprowadzany za sprawą „długiego marszu przez instytucje” – będzie on musiał w pewnym momencie sięgnąć po środki drastyczne, żeby przymusić tych, którzy nie podzielają jego ideałów do uległości. Taka jest bowiem jego integralna logika, w której wywłaszczenie jest po prostu kluczowym elementem „postępu”. Dokładnie taki postulat został niedawno wyrażony w Berlinie, gdzie głosami inspirowanego przez lewicę referendum (Deutsche Wohnen & Co. enteignen) żądano od władz wywłaszczenia właścicieli 200 tys. lokali „w imię sprawiedliwości”. W ten sposób lewica i jej wyborcy wyobrażają sobie proste rozwiązanie wszystkich problemów społecznych i jedynie okoliczności uniemożliwiają jej pełną realizację tych zamierzeń w obecnych warunkach polityczno-prawnych.

Dlatego twierdzę, że niezależnie od tego, czy marksistowskie analizy zawierają w sobie takie, czy inne „interesujące elementy” diagnozy bieżącej sytuacji społeczno-ekonomicznej, marksizm jako system jest ideologią integralnie zbrodniczą i jako taki powinien być traktowany.

I dlatego nie zgadzam się na wychwalanie, czczenie czy inne formy celebracji tej postaci. Marksizm nie może być „zreformowany”. Wszystkie jego dzieci są bękartami totalitaryzmu i prowadzą do ludobójstwa – nawet te, które udają dobroduszne, odwołujące się do społecznej wrażliwości, niegroźne „poglądy lewicowe w duchu liberalizmu” – jeśli tylko dopuści się do tego, że zawładną społeczną wyobraźnią bez konserwatywnej przeciwwagi – doprowadzą do „naukowego terroru”. Taki bowiem jest „naukowy socjalizm” w swym najgłębszym jądrze.